Ismo
19 01 2012 (02:49:52)
Hmmm... poruszony wszelkimi przejawami filozofii egzystencjalnej (no myślę jak to kot). Ale czy kot może stać się niedźwiedziem, owszem może, w sumie ja jako ten straszny Kot, mam ogromną słabość do niedźwiedzi. No cóż jeszcze mogę Ci napisać, a w sumie... to idę swoją ścieżką, ganiać za słońcem jak kłębkiem włóczki, albo odbitym od lusterka słońcem na ziemi... ^^
nawet jeśli... zakochany w kominku bałwan z miłości przybliży się do kominka, rozpuści się od ciepła, rozpłynie, to jego śnieżna istota i śnieżne serce nigdy nie będą żałować tej miłości:) Bo miłość jest piękna tu i teraz, nie jutro. Miłość kocha czas teraźniejszy, wypełnia go po brzegi. To jest jedno "nawet jeśli" - specjalnie dla Ciebie:)
Ismo
12 01 2012 (04:59:39)
Cześć, teraz piszę ja. Pewnie teraz siedzę gdzieś głęboko, ukryty w ciemnościach i patrzę na świat, swoimi zielonymi, kocimi oczami, nie spałem dzisiaj (cóż, trudno, za karę pewnie dostanę mnie kocich chrupek do miski). Pomyślałem, że mogę (w ramach rewanżu, rzecz jasna) po spamować Twój profil. Jest prawie piąta nad ranem, jak widać kocie życie jest trudne, pełne jest przeciwności losu, pełne kłaczków które więzną w gardle. Chodząc swoimi pokrętnymi dróżkami znalazłem igłę i nici, usiadłem więc (po kociemu) i szyłem sobie coś w nocy, po za tym, jako kot muszę znać ludzką anatomię, żeby wiedzieć gdzie ugryźć tak żeby bolało lub nie. Piszę do Ciebie, ponieważ skończyło mi się jedzenie w miseczce, mogła byś mi dosypać CHRÓPKÓW^^ Mrau. W nagrodę połaszę się troszkę i pójdę sobie (dbać o połysk włosów na głowie). potem pójdę spać, możliwe, że nawet u Ciebie na kolanach. Dzisiaj w nocy zawitałem do Doliny Muminków, ale nudno było więc poszedłem sobie. Przyszedłem do Ciebie, żeby Ci smutno nie było (mam nadzieję, że będą te chrupki). Mrau, no i nie boją się już tak bardzo słońca, czasami wyleguję się na swoim balkonie otoczony wspomnieniami wszystkiego co dobre. Jako kot, nie mogę przecież wspominać tego jakim czarnym kocurem byłem, tylko to jakim Czarnym Kotem jestem teraz, mrau (czekaj chwilkę, ktoś rzucił mi kłębek włóczki...)
...
...
...
...
...
Już, nie mogłem się mu oprzeć, mrau, miał taki okrągły i wełniasty kształt. Wyrażał więcej niż tysiąc słów, soją wełniastością, wełniastym jestestwem, toczącym się po ziemi bytem. Jego kulistość była chwilowo ciekawsza, ale jestem już. Mrau, czasami mylą mnie z Kotem w Butach (to mój kuzyn, straszny kobieciarz), mrau, ja jestem Kotem w Glanach. Mrau, wyczarowałem troszkę uśmiechu? Mrau, mrrr, mrrr, mrrr, mrrr, mrrr... Już dzisiaj nie usnę, bo kocie sny, czasami mnie męczą, nie zwinę się w kłębek (to nie wygodne, plecy mnie bolą później). Po prostu pomruczę jeszcze, mrrr, mrrr, mrrr, mrrr, mrrr...