Użytkownik ocenił pracę na 6
Za samą pierwszą strofę byłabym skłonna dać szóstkę, koniecznie jagodową. Ale dalej za te wieże Eiffela, za szyby grube, grubsze, najgrubsze, za tą czarną sierść strząsaną nerwowo już nie miałabym co dać, więc daję tylko tyle, ile mogę ;)
Użytkownik ocenił pracę na 5
Nie czytałam wcześniejszych części, więc na pewno nie będę w stanie stwierdzić, która jest najlepsza, jednak już pierwszymi wersami podbijasz moje wrażliwe poetyckie serce. Powiem szczerze, że te słowa nie są prowokacyjne, to prawda są trochę zadziorne, jednak cały czas widać piękno. Jagody kojarzą mi się z czymś niewinnym, smacznym, dlatego nadanie takiego akurat koloru ustom bardzo do mnie przemawia. Dla mężczyzny te usta mogą być także soczyste, jak owoc, kuszą go, dzięki nim podmiot liryczny przyciąga go do siebie. Z początku, gdy czytałam drugi wers, miałam wrażenie, że to wszystko jest urojone, że podmiot liryczny sobie to zmyślił, a może wymarzył. Jednak dalej aż kipi beztroską wynikającą z przebywania razem, prawdziwym szczęściem, jakie spowodować może tylko silne uczucie. Bohaterowie z powodu miłości nie zauważają już świata wokół siebie, nie myślą racjonalnie. Ciężko mi rozszyfrować, o co mogło Ci chodzić z czarną sierścią... czy to zaniedbanie higieny przez ciągłe zajmowanie się sobą nawzajem, czy czarna sierść kota, który kojarzy się z nieszczęściem (to by wyjaśniało to nerwowe zachowanie obojga)? Następny etap jest, gdy kochankowie zasypiają przy sobie. Teraz, gdy czytam po raz kolejny końcówkę, zdaje mi się znowu, że to były urojenia... tak, jakby dziewczyna bała się otworzyć, jakby krępował ją wstyd, pruderyjność. Na koniec mi się wydaje, że to po prostu były sny, do jakich podmiot liryczny chętnie wraca. No cóż, czytało i interpretowało się bardzo przyjemnie, stworzyłaś świetny klimat, wszędzie czuć takie rozmarzenie, zresztą charakterystyczne dla opisywania snu. Ja jestem zdecydowanie na tak i stawiam pięć plus :) Ładnie, Mariko od drzwi. xd