warto go przeczytać
Pseudonim: Anonymous
Wykonawca: Red Hot Chili Peppers
Gatunek: miks stylistyczny(ale jak juz ktoś się upiera, to niech będzie funk rock)
Cena: 80zł zł
Rok wydania: 2006
Wytwórnia: Warner Music
Khadgar - Cóż, miałem pewne(usilnie tłumione) obawy co do nowego a. Miałem również olbrzymie nadzieje. Bo, co tu dużo gadać, żywię ogromny sentyment do Red Hotów. W sumie to od nich zaczynałem przygodę z muzyką, no a potem usłyszałem Blood Sugar Sex Magik... i się zaczęło. Niestety, kierunek obrany przez zespół na ich poprzednich albumach(Californication, By The Way) nie za bardzo przypadł mi do gustu. Dave’a Navarro na gitarze zastąpił John Frusciante(cudowny powrót do kapeli), zespół z pewnością nie zapomniał też jak pisać dobre piosenki. Przykładem perełki w postaci "Easily" czy "Can't Stop". Tylko szkopuł polegał na tym, że RHCP zaczynali brzmieć coraz bardziej pod publiczkę. Ja rozumiem ładne melodie i w ogóle nienawidzę narzekać na "komerchę", ale utworu tytułowego "By The Way" nie ratowały nawet basowe popisy Flea, a umieszczenia nudnego "Zephyr Song" na koncertówce nie jestem w stanie pojąć do dziś. Nic jednak nie mogło zmienić mojego bezkrytycznego podejścia do "Stadium Arcadium", zwłaszcza po tak długim okresie czekania i podsycających atmosferę komentarzy ze strony zespołu(obiecywali powrót do korzeni). Obawiam się, że szukałbym pozytywnych stron tego wydawnictwa, nawet gdyby było na nim nagrane 2 godziny dźwięków wydawanych przez silnik kosiarki albo pieśni godowe wielorybów. Dlatego też wielce rad, że swoją klawiaturą wspomoże mnie (famfary) "nie"( i vice verso).
NIE - Jak też zostałem optymistycznie zapowiedziany, tak i dodam coś od siebie do opowieści o świeżym albumie RHCP. Zaiste jest on świeży, lub też, jak kto woli odświeżony. Bowiem do tejże kapeli sentymentu nie żywię. Zalatuje mi nieco tandetnymi, typowo amerykańskimi przygrywkami(dobra tandeta nie jest zła - Khad), tak było od pierwszego mojego zetknięcia z ich twórczością. Zaskoczeniem był dla mnie utwór Californication i jako jedyny dalece zapadł mi w pamięci. Ale koniec już bajania o przeszłości. Omówić wypada wydawnictwo, jakim jest „Stadium Arcadium”. Stykamy się tu z charakterystycznym dla RTCP stuknięciem w struny gitary, ale całości nabiera zupełnie odmiennego kształtu. Krótko to komentując… „Stadium…” goni w zupełnie odmienną stronę, niż poprzednie kompakty.
Khadgar - Zdawałem sobie sprawę, że panowie wydają album dwupłytowy, mimo to Ilość materiału mnie z początku zatrwożyła. Ostatnio w ogóle nie jest jazzy wydawać nowe płyty, a tutaj Anthony, Flea, Fru i Chad fundnęli nam bite dwie godziny muzyki(z małym haczykiem). Dwie blaszki w pudełku(utrzymanym w kosmicznej stylistyce), 14 utworów na każdej. Lejdis and Dżentelmen, bez zbytnich ceregieli. Przed Wami Jupiter & Mars...
NIE - Wydaje mi się, że wśród wykonawców nastąpił boom na „powrót do korzeni”. Tak zrobiła Metallica ze swoim „ST. Anger”,(porównywanie St.Anger ze Stadium Arcadium wydaje mi się herezją - Khad) w ten sposób słuchaczy potraktował T.Love z nowym „I hate rock’ n’ roll” (o tym już wkrótce) oraz tak postąpili panowie z Red Hot Chilli Peppers. Co wcale źle nie wróży dla przyszłości muzyki rozrywkowej. Utworów na „Stadium Arcadium” nie da się łatwo sklasyfikować.
Khadgar - Zaczęli od singla. "Dani California" wzbudziło we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony dostaliśmy zupełnie niemodny, zaskakujący wstęp na bębnach i wciągającą, swobodną zwrotkę, ładnie obudowaną akordami. Za to refren, choć nośny, zrobił na mnie "rzemieślnicze" (RZEŹNICZE - bym powiedział - NIE) wrażenie. Podobnie jak wstawka, zaśpiewana przez Anthony'ego dziewczęcym głosem. I ponowne wałkowanie tematu Kalifornii. Na korzyść utworu świadczy jednak wyborne, oryginalne, gitarowe solo. W każdym bądź razie, jeśli chodzi o single, Red Hot’s zrobili w porównaniu z „By The Way” duży postęp.
Dalej mamy "Snow", który zachęca świetną zagrywką Johna Frusciante. Rzecz prosta, raczej spokojna, warto zwrócić uwagę na zmiany tempa. To już nie jakiś smęt, a po prostu dobra rockowa melodia, w dodatku opatrzona ciekawym tekstem.
NIE - ogólnie na tej płycie znajduje mnóstwo głęboko basowych piosenek. Pomimo kilku funky’owych, skocznych kawałków (Hump De Pump, Storm In A Teacup) album wydaje mi się być utrzymany w stonowanych, wyciszonych melodiach przeznaczonych bardziej do dłuższego odsłuchu, niźli do wykorzystania na zabawie, czy potańcówce. Osobiście spędziłem przy taktach Red Hot Chili Peppers kilka miłych chwil w objęciach drugiej osoby, wtulonej w mą, drżąca od basów, pierś…
Khadgar - Oj, pozwolisz waszmości, że zaoponuję. Wydaje mi się, że w porównaniu choćby z wymienianym już przeze mnie "Blood Sugar", gitara basowa nie jest już tak wyeksponowana(ach, gdzie te sola...). Weźmy choćby "Desecration Smile", numer absolutnie genialny, z partią gitary akustycznej, gdzie bas pełni drugorzędną rolę. Owszem, na takim np. "Warlocks" albo "Tell Me Baby", Flea może sobie poszaleć, przywalić tym sowim niesamowitym pulsem. Ale jest tu równie mnóstwo nagrań pełnych raczej gitarowych smaczków("Hey"). Ogólnie rzecz biorąc, spośród wielu oblicz Peppersów jakie pokazali na obu krążkach, nie przypisywałbym dominującej roli jednemu z nich. RHCP przyrządzili nam po prostu niezwykle apetyczny tygielek pełen dobrych nagrań(zarówno funkowych, stonowanych jak i ostrzejszych). Zważywszy na fakt, że album jest zacnie wyprodukowany(Rick Rubin robi swoje), powinien wywrzeć na słuchaczu, niezależnie od okoliczności,(choć rzekłbym, że objęcia ukochanej osoby są scenerią wymarzoną do słuchania dowolnej płyty)wrażenie jak najbardziej pozytywne. Wystarczy tylko podłapać odlotową atmosferę, budowaną już na okładce "Stadium Arcadium"...
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 25.11.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7333 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42664 | Użytkownicy: 3312
Online(38): 34 gości i 4 zarejestrowanych:
subtelny demon, dusfluran, Faun, Bordeaux