warto go przeczytać
Pseudonim: Anonymous
Data Premiery: 17.5.2006r.
Gatunek: Thriller
Czas: 149 min.
Reżyser: Ron Howard
Obsada: Tom Hanks, Audrey Tautou, Jean Reno, Ian McKellen, Alfre Molina
Nie: „Kod Da Vnci” - niewątpliwie bestseller ostatnich kilku miesięcy, niewątpliwie historia budząca wiele pytań i jeszcze więcej kontrowersyjnych teorii. Autorowi - Dan’owi Bron zarzucić można wiele, jednakże udało mu się napisać kryminalno-sensacyjną powieść, która wstrząsnęła współczesnym Kościołem Katolickim. Jak to niestety w obecnych czasach się przyjęło, wydawcy postanowili poszerzyć sukces Browna o ekranizację jego powieści na format kinowy. W tym właśnie momencie pojawił się zgrzyt, bowiem producenci idąc za ciosem książki, liczyli na ogromny sukces kasowy. Na realizację przeznaczono olbrzymi budżet, zaangażowano znanych aktorów, scenarzystów, ekipy montażowe. Cóż, nie wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami fanów pióra Dana Browna, oraz z oczekiwaniami moimi, jako że z twórczością tego autora jak do tej pory styczności nie miałem.
Victoria: Sama fabuła, scenariusz to bardzo ciekawa podstawa do nakręcenia filmu. Historia wyjątkowa, porywająca. W Luwrze zostaje zamordowany sędziwy kustosz. Zanim skona, zostawia zaszyfrowane wskazówki, mogące naprowadzić na ślad zabójcy. Francuska policja prosi o pomoc w rozwikłaniu zagadki przebywającego w Paryżu amerykańskiego naukowca profesora Roberta Langdona. Stawką w tej niebezpiecznej grze jest największa tajemnica w dziejach cywilizacji łacińskiej - sekret znany jako Święty Graal. Główna idea Browna - obalenie głównych mitów chrześcijaństwa, stała się powodem wielu sporów i podstawą do porywającej promocji filmu. Świetna prowokacja. Szkoda że wielkie echo tego filmu wydobywa się z małego gardła.
Nie:Należy przyznać, że „Kod…” jest poprawny od strony technicznej. Ujęcia, montaż oraz efekty specjalne są zrealizowane odpowiednio. Dobór oraz manipulacja pewnymi faktami historycznymi faktycznie wprawia w delikatny nastrój tajemniczości, jednak jest to wrażenie bardzo płytkie i ulotne. Na tym kończy się sielankowy obraz. Główną cechą, która należy wytknąć reżyserowi (Ron Howard) jest nijakość jego produkcji. Film w żaden sposób nie jest wyrazisty, mało porywający i przewidywalny. Wiele można by spodziewać się po wybitnych aktorach, jakich zatrudniono prze realizacji „Kodu”, jednak swe role odgrywają mechanicznie i bezpłciowo. Na lincz zasługuje Tom Hanks, który mimo swojej aparycji, charakterystycznej dla gapowatego profesora, nie wykorzystał swoich możliwości aktorskich w pełni, tak by przedstawić widzowi głębię osobowości profesora Longdona, w którego się wcielił. Z kolei na pochwałę zapracował sobie Ian McKellen. Zagrał on fanatycznego historyka. Żywiołowość i wyczucie postaci wprost tryskały z tego sędziwego „weterana” srebrnego ekranu. Pozostałe kreacje nie zapadły mi dość w pamięci, by się o nich rozpisywać, bowiem snuły się pomiędzy ujęciami niczym pensjonariusze sanatoriów w Ciechocinku.
Victoria: Cóż, ja tutaj podepnę się pod słowa kolegi. Technika filmu jest poprawna. Ale nic więcej niż poprawna. Żadnego zaskoczenia, nic co zapada w pamięć... I to jest sporym rozczarowaniem, dla fanów prozy Browna. Ja patrzę na film ze strony osoby, która przeczytała książkę i ma własne wyobrażenie o świecie Browna. Dlatego dla mnie ekranizacja książki jest porażką, (zresztą zazwyczaj ekranizacje to porażki). Czekałam na ten film ponad pół roku, rozsyłałam jego reklamy do znajomych. Pisałam w tych mailach "superprodukcja 2006 roku" cóż, jak tylko go zobaczyłam, moja sygnaturka szybko znikła. Ale chciałabym tutaj przedstawić punkt widzenia osoby, która książki nie czytała i idzie na film nic o nim nie wiedząc. Otóż, taki człowiek ten film odbiera zazwyczaj bardzo dobrze. Tłumaczenie każdego wątku pozwala mu zrozumieć najważniejszy przekaz filmu. Gdyby to wszystko nie było dokładnie opowiedziane, film nadawałby się jedynie dla fanów literatury Browna. Widocznie twórcy postawili na tę drugą stronę, wiedząc że czytelnicy pójdą do kina choćby na gniotek, aby porównać swoją wizję z wizją reżysera. To chwyt marketingowy, a z rynkiem nie ma co walczyć. Aktorstwo też uznaję za przeciętne. Audrey Tatou, która na zawsze chyba pozostanie Amelią, jakoś przełamała swoją etykietkę lolitki i całkiem nieźle zagrała rolę Sophie. Tom Hanks według mnie w roli Roberta czuje się dobrze, ale scenarzyści i reżyserzy mogli wybrać lepszego aktora, trochę bardziej dynamicznego. McKellen zagrał dobrą rolę. Ale nie porywającą.
Nie: Oprawa muzyczna również nie wzbudza większych emocji. Analizując film po raz drugi wpadłem w taki marazm i znużenie, że aż usnąłem, co przy 100 watowych kolumnach jest sztuką dość trudną.
Victoria: Hmm, zgodzę się. Muzyka jest przeciętna. Tylko przeciętna. Szkoda, bo w ten sposób w filmie nie można dostrzec nic fascynującego. Jeszcze większa szkoda, bo ze świetnego scenariusza, świetnej historii wyszła historyjka, która zamiast wielkiego przesłania, ma jakieś moraliki. Podsumowując, "Kod da Vinci" jest dla mnie produkcją, która została zrealizowana, bo każdy bestseller musi mieć swoją ekranizację. Nie widzę tu żadnej pasji. A szkoda, bo mogliśmy mieć film, który zapisałby się w historii kina. Tymczasem nie zapisał się nawet w mojej nic nie wartej, wobec matki historii, pamięci.
Zalety:
- aktorska elita
- poprawna technika
- zgodność z książką
Wady:
- mało wciągający
- nie wyróżniający się
- mało fantazyjny
Ocena: 5.125
Liczba komentarzy: 7
Data dodania: 25.11.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7329 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42657 | Użytkownicy: 3312
Online(41): 37 gości i 4 zarejestrowanych:
Wojtex81, Groszek, Marybeth, RattyAdalan