Zaloguj siÄ™ lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj siÄ™!
Pseudonim: TheRockerBaby
ImiÄ™: Lilah
O sobie: Żyję jak we śnie, z dnia na dzień... Marząc o chwili, gdy odnajdę światło.
Napisanych prac:
- wiersze: 16
- proza: 21

Åšrednia ocen: 4.0
Użytkownik uzyskał: 77 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Klątwa przeszłości cz. 5" 01.04.2010
"Jedna iskra cz.9" 07.03.2010
"Jedna iskra cz. 5" 22.02.2010
"Jedna iskra cz.1" 14.02.2010
"Życie jest aksamitem i..." 10.03.2010

Inne prace tego autora:
"Klątwa przeszłości cz. 3" 26.03.2010
"Jedna iskra cz.1" 14.02.2010
"Klątwa przeszłości cz. 5" 01.04.2010
"Klątwa przeszłości cz. 4" 01.04.2010
"Jedna iskra, cz. 8" 28.02.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Dobre kobiety" - Agent - 6
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna - 6
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth - 6
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 6
"Wiraże [4]" - subtelny demon - 5.66667

Najnowsza proza (wszystkie):
"Dobre kobiety" - Agent
"W zachodzie słońca cz.1" - Lilka
"Ektoplazma na tropie cz. 3" - Dawied
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth
"Anonymous" - Me_Gusta
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna
"Zew natury" - pasieczny14
"Wiraże [4]" - subtelny demon
"Blackwood Village" - Wolf Girl

Życie jest aksamitem i paranoją cz. 4

Potem wpadałam w weekendy. Zaczęłam rozpytywać o jej zainteresowania i o życie. Kiedyś zaciekawiło mnie to, że tak mało opowiada o młodości. Chciałam się dowiedzieć, bo więź między nami stała się silniejsza.
- Co pani studiowała? - zapytałam.
- Ja? Polonistykę. Miałam wielu przyjaciół, między innymi Żydów, ale nie dbałam o to, czy władze mi coś zrobią jeśli będę się z nimi zadawać. To była tylko i wyłącznie moja sprawa. Chodziłam po Krakowie, głównie po Rynku. Słuchaliśmy hejnału, jedliśmy pyszne lody, dokarmialiśmy gołębie... Było wesoło. Chociaż nie, nie zawsze. Pamiętam, że kiedyś... Przyszła do mnie Sara, z pochodzenia Żydówka. Była cała roztrzęsiona, poprosiła mnie o spacer. Wybrałyśmy się na zaludniony Rynek, gdzie wszyscy byli zajęci sobą i nikt nie zwracał na nas uwagi. I wtedy ona mówi, że jej siostra zrobiła takie głupstwo. Sprowokowała komunistów, w szkole chełpiła się swoim pochodzeniem. Zawołali ją na przesłuchanie i delikatnie zwrócili uwagę, że jeśli to się powtórzy, to mała Salomea gorzko tego pożałuje. Sara wychowywała ją sama i do tego jeszcze pracowała. Na studia się nie dostała, choć była bardzo zdolna. Jej wujkiem był jakiś znany profesor. Nazwiska ci nie powtórzę, bo tak to bywa, że ze starością przychodzi zapomnienie. Rodziców Sary wywieźli z Polski Niemcy. Ona i siostra chowały się u różnych ludzi. Poznałyśmy się przez jakiś znajomych i byłyśmy przyjaciółkami. Pamiętam ten strach w jej oczach. Pocieszałam ją jak mogłam, ale na nic się to zdało. Sara niezbyt łatwo się uspokajała. Znałam też takiego Arika. Bardzo przystojny, a jednocześnie pyskaty chłopak. Zmieniła go dopiero Hiszpanka. Przyjechała taka do Polski. Cicha, spokojna, tutaj studiowała, bo matka umarła, a ojciec był Polak i miał się nią opiekować. Zaczęła z nim rozmawiać, tak ostro i niespokojnie. Zmieniła mu serce, ale kiedyś się w niej zakochał, odrzuciła go, bo kochała kogoś innego. Mimo to potrafiła być wspaniałą przyjaciółką. Nazywała się Huanita.
- A jak poznała pani swojego męża?
- Henia? Ach, w kawiarni. Niosłam filiżankę kawy do stolika, kiedy nagle on na mnie wpadł. Wylałam mu całą kawę na spodnie.
- Musiało boleć.
- E tam, nie wyglądał na takiego. Popatrzył na mnie spode łba i odszedł. Ja usiadłam przy stoliku, ale potem, kiedy miałam już wychodzić, przypomniałam sobie, że go nie przeprosiłam. Podeszłam do niego z impetem i wygłosiłam piękną mowę przeprosinową. Popatrzył na mnie i buchnął śmiechem. Wściekłam się i prędko wyszłam. A rano - dzwonek. Wyszłam w szlafroku, niemalowana, rozczochrana. Okropność. Przecieram oczy, patrzę, a na progu ten wczorajszy facet. Jestem pewna, że wyglądałam idiotycznie. Mówi coś takiego: ,,Znalazłem panią. Piękne imię. Wiesława.'' Wiesz, Juleczko, zatkało mnie. Zaprosiłam go na herbatę, szybko poleciałam się przebrać i po dziesięciu minutach byłam już w sukience, z makijażem i ułożonymi włosami. Tym razem nie wylałam mu herbaty na spodnie.
- No i chwała Bogu! - zaśmiałam się.
- Rozmawialiśmy i tak dobrze się to potoczyło, że wpadał do mnie bez powodu. Po roku stwierdził, że mnie kocha i oświadczył się. A ja pomyślałam, że jest idealnym kandydatem na męża. Nie liczyły się pasje, liczyła się miłość.
Po raz kolejny, dzięki pani Wiesi, mam mokre oczy. Wciąż się zastanawiam i nie znajduję odpowiedzi. Jak ona to robi?!
- A potem? - pytam z uśmiechem.
- Potem był ślub. Żadne huczne wesele, tylko skromna uroczystość z moją i jego rodziną. Boguś miał już żonę, Gienia robiła doktorat, Helena miała wielu adoratorów, więc nie studiowała, a Zosia wyjechała do Francji. Uznała, że tam będzie jej najlepiej. Znalazła świetną pracę jako opiekunka, nauczyła się języka i zaczęła studia. Na ślubie jej nie było.
- A ile miała pani lat wychodząc za mąż?
- Dwadzieścia sześć. Pracowałam, byłam młoda i taka nieobeznana z życiem. Wiadomo - zakochana kobieta. Rok potem urodziła się Iza, trzy lata później Arek.
- Nic pani o nich nie mówiła.
- Cóż... Izunia urodziła się w 1957. Jest kopią ojca, piękna matematyczka. Za to Arek to wrażliwiec - po mnie. Studiował historię, a potem zrobił jeszcze doktorat. Wyjechał do Australii. Iza natomiast mieszka w Gdańsku i jest nauczycielką matematyki. Wedle mnie parszywa robota, ale skoro to lubi, nie będę wybrzydzać. Liczy się jej szczęście.
- Jacy sÄ…?
- Oboje uparci. Bardzo uparci, po nas obojgu. Maż mi opowiadał, że kiedy pojechałam rodzić Arka to Iza nie chciała się ubierać. Na polu były mrozy, szalała iście syberyjska zima, a moja córeczka pomaszerowała do szkoły w spódniczce i cienkich rajtkach. Tak go spacyfikowała, tak stawiała na swoim, że się poddał. A tydzień potem, kiedy przybyłam do domu z maleństwem, Iza zachorowała. Wyobraź sobie, małe dziecko i drugie, dwuletnie, ale chore. To było ponad moje nerwy. Na szczęście mama Henia przybyła z pomocą.
- Była jak typowe teściowe?
- Nie, nie była taka zła. Jednego jej nie zapomnę. Tego, jak chciała Arka wykąpać w za gorącej wodzie. Była wrząca, wręcz parząca, a ona upierała się, że jest idealna i że w takiej Henia kąpała.
- Biedny Henio! - wykrzyknęłam.
- O tak, tak - śmieje się pani Wiesia i z impetem przewraca mały, drewniany kwiatek stojący na stole. - Z nią trudno było dyskutować. Zwykle jej zdanie było ważniejsze. Ale ja zaczęłam się przegadywać i tak gadałam i gadałam, że woda ostygła.
- Mogłam się tego po pani spodziewać! - stwierdziłam i kuląc się ze śmiechu spadłam ze stołka. Ja tak mam w chwilach okropnych ataków śmiechu.
- Potem nie miała siły się kłócić i Arek został wykąpany w letniej, idealnej wodzie. To było złe, ale reszta całkiem w porządku. Mogłam z nią o wielu rzeczach porozmawiać.

***

Innym razem wlekłam się do jej mieszkania i zniechęcona siadałam przy stole.
Pani Wiesia z troską spoglądała na mnie i pytała, czym się tak trapię.
- Życiem, pani Wiesiu. Wszystko jest przeciwko mnie. Dostałam jedynkę z matmy, dwóję z biologii, czwórkę z wypracowania o Hamlecie...
- A czy czwórka to zła ocena?
- Niby nie, ale ja tak się staram, tak walczę o te piątki... Raz na jakiś czas bywa, że dostaję nawet szóstkę! I te wszystkie konkursy...
- A tak, czytałam - wtrąca pani Wiesia. - Publikacja była całkiem trafiona. Drugie miejsce czy trzecie, to całkiem dobry wynik.
- Co z tego, jak ja nie wiem po co żyć. Mama mnie zabije za te oceny. Za polski nie, bo uważa, że to strata czasu, a dla mnie to najważniejsza rzecz. Matma jest do kitu.
- Też tak myślałam, ale zaciskałam zęby i uczyłam się. Musisz przeżyć ten poziom. Potem będziesz robić to, co kochasz albo przynajmniej próbować.
- Może tak.
- Nie załamuj się, Juleczko. Życie jest aksamitem i paranoją, a ty nie masz innego wyboru niż to zaakceptować.
- No chyba tak... - jęknęłam z rezygnacją.
- Chodź. Mam białego kruka. Sąsiadka załatwiła mi stare wydanie wspaniałego tomiku Szymborskiej. Poczytamy sobie, a smutki zaraz miną. Nie musisz się zamartwiać, słońce.



        Dedykacja: Kochanej Pani Wiesi [*]

Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 09.03.2010r.

1     

Zuanshie 09 03 2010 (18:55:48)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Szczerze powiem, że nie czytałam poprzednich części, toteż ciężko mi się połapać "co i jak", no ale się postaram. Nie jestem pewna, czy rozpoczęcie zdania tymi słowami "Potem wpadałam w weekendy." jest okej, mnie bynajmniej to troszkę razi, no chyba, że poprzednią część zakończyłaś w tym stylu, niemniej jednak unikaj takich sytuacji. "Cicha, spokojna, tutaj studiowała, bo matka umarła, a ojciec był Polak i miał się nią opiekować" ojciec był Polak? Powinnaś raczej napisać "a ojcem był Polak" bądź coś w tym stylu, ale nie Twoja wersja. "ściekłam się i prędko wyszłam. A rano - dzwonek. Wyszłam w szlafroku, niemalowana, rozczochrana." powtórzenie się wdarło "wyszłam"- proszę, sprawdzaj tekst przed dodaniem go do nas, takie powtórzenia rażą, tym bardziej, że zawarte są obok siebie. "Zaprosiłam go na herbatę, szybko poleciałam się przebrać i w dziesięć minut potem byłam już w sukience, z makijażem i ułożonymi włosami. " w dziesięć minut potem? Nie brzmi to zachęcająco, lepiej by było "po dziesięciu minutach byłam gotowa". "Zakochana kobieta. A rok potem urodziła się Iza. Za to trzy lata później Arek." zazwyczaj nie zaczynamy zdania od spójnika "a". Nie rozumiem też wtrącenia "za to..." czyżby kobieta żałowała, że urodziła się dziewczynka? Sądzę, że nie, ale zdanie tak właśnie brzmi. "Izunia urodziła się w 1957. Jest kopią ojca, taka przystojna matematyczka." Kobieta nie może być przystojna, może być elegancka, piękna, ale nie przystojna. "O tak, tak. - śmieje się pani Wiesia i z impetem przewraca mały, drewniany kwiatek stojący na stole." widzę poprawę, aczkolwiek jeszcze musisz pracować. Znów pojawił mi się tutaj błąd, a mianowicie po "tak, tak" powinno być "śmieje się" z dużej, albo bez tej kropki po "tak". "Ale ja zaczęłam się przegadywać i tak gadałam i gadałam, że woda ostygła." tutaj przed drugim "i" powinien być przecinek, bo jest to wyliczanie. "Raz za czas bywa, że dostaję nawet szóstkę! I te wszystkie konkursy..." nie rozumiem tego zdania, czyż nie powinno być "raz na czas"? Jeżeli słusznie się domyślam powinnaś też dodać "jakiś" czyli "raz na jakiś czas", zdecydowanie lepiej to brzmi. "A tak, czytałam. - wtrąca pani Wiesia. " i znów. po "czytałam" nie powinno być kropki, albo "wtrąca" z dużej. No to chyba tyle, jeżeli chodzi o stronę techniczną. Wspomnę też, że napotkałam wiele błędów interpunkcyjnych, które zresztą zaraz poprawię oraz dużo, za dużo powtórzeń. Musisz zwracać na to uwagę, bo psujesz wizualny wygląd powieści. Powiem Ci, że przynudzałaś trochę. Jasne, może i historia godna uwagi, ale Twoje opracowanie jest bardzo słabe. Język i styl, jakże nie dopracowany, strasznie razi w oczy. Pojedyncze zdania, rozpoczynanie ich od spójników także nie wpływa korzystnie na opowiadanie. Nie będę owijać w bawełnę, tekst jest niskich polotów. Musisz pracować, pracować i jeszcze raz pracować. Rozwiń swój język, bo jak na razie zasób słownictwa jest baaardzo ograniczony. Słabe trzy ode mnie, bardzo słabe.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(9): 8 gości i 1 zarejestrowanych: Ismo

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl