Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Pseudonim: amymone
O sobie: Nie krytykuj, nie podskakuj, Siedź na dupie i przytakuj. [J. Głowacki, Z głowy]
Napisanych prac:
- wiersze: 71
- proza: 10

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 216 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Noli me tangere..." 14.01.2011
"Striptiz (III)" 16.09.2010
"Striptiz (I)" 10.09.2010
"Striptiz (II)" 11.09.2010
"Zdążyć przed szeptem..." 01.09.2010

Inne prace tego autora:
"Noli me tangere..." 14.01.2011
"Zdążyć przed szeptem..." 01.09.2010
"Striptiz (III)" 16.09.2010
"Zdążyć przed szeptem..." 16.02.2010
"Nie opuszczaj mnie [1]" 15.12.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Dobre kobiety" - Agent - 6
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna - 6
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth - 6
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 6
"Wiraże [4]" - subtelny demon - 5.66667

Najnowsza proza (wszystkie):
"Dobre kobiety" - Agent
"W zachodzie słońca cz.1" - Lilka
"Ektoplazma na tropie cz. 3" - Dawied
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth
"Anonymous" - Me_Gusta
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna
"Zew natury" - pasieczny14
"Wiraże [4]" - subtelny demon
"Blackwood Village" - Wolf Girl

Zdążyć przed szeptem (cz. 3)

Lenę pieprznął samochód trzy minuty po piętnastej, pamiętam, bo spojrzałem mimowolnie na zegarek, który dostałem na komunię od dziadka. Matka kiedyś szepnęła, że dziadek bawi się w pedofilię, że ona coś o tym wie, ale ja niestety nigdy nie pobawiłem się z nim w „chowanego” lub „jest miś – nie ma misia”. A, szkoda. I znowu odchodzę od Leny, i nigdy nie dowiecie się jak pięknie potrafią milczeć te sucze, zwane kobietami.
Zabawię się w sprawozdawcę. W ciągu minut trzech przyjechała karetka, która przypominała migającą ciężarówkę "na spalonych Żydów", ale nikogo zbytnio nie zdziwiła, oprócz mnie. I właśnie ona - stojąca, sprawiła, że ruszyłem się z miejsca i podszedłem bliżej, by po-dotykać świateł pani Karetki. Zabawna była, szarobiała. Powiedziałbym... uśmiechnięta popielato. Mało pedantyczna.
Kurwa. Mucha usiadła mi na nosie, czy to jest przypadkiem fair? Czyżby mój nochal był przypadkiem zanieczyszczony i zupełnie przypadkowo stworzył idealne środowisko życia dla wszelkich much? Ale jazda! Byłaby, a jakże.
A więc zafascynowany światłami, czyli oczami brum-bruma, nie zauważyłem, w którym momencie zgarnęli Lenę z jezdni, ale domniemam, że nie musieli jej zeskrobywać. Stuknąć, nie znaczy przejechać, pamiętajcie! Memoria tene, dear Watson! Poszedłem spacerkiem do szpitala i głupio patrzyłem minut z dwadzieścia na tablicę szpitalną. Odrzuciłem zdecydowanie ginekologię i położnictwo. OIOM? Hm... pediatria? Raczej nie. Znając polskie szpitale, izba przyjęć. Z tą dominującą myślą chciałem przedrzeć się niezauważony, ale widać jestem słynniejszy od Wojewódzkiego, bo skapnęli się szybciej niż zdołałem zrobić krok w bok.
- Czy szuka pan kogoś konkretnego? - zapytała kobieta w białym fartuchu pospolitej kucharki. Pewnie myślała, że jest zajebiście miła. Może i była, ale ja nie.
- Ekhm. Do mnie mówisz? - spłoszyłem ją tym pytaniem.
- Nooo, tak. Do PANA.
- Ale jak ty masz na imię? - spytałem lekceważąco, ale po chwili, trzepnięty „młotkiem taktu”, zrozumiałem, że może mi pomóc – ekhm... przepraszam, siostro. Mogłabyś udzielić mi informacji, gdzie leży ta rudowłosa dziewczyna, którą pierdyknął samochód i przed chwilą została zgarnięta przez białą ciężarówkę?
- Lena? A kim pan jest dla niej?
- Jestem księdzem i przyszedłem udzielić jej ostatniego sakramentu.
- Księdzem, tak? Bez sutanny?
- Eee, sutanna... przereklamowane. Jestem protestanckim księdzem – uśmiechnąłem się szelmowsko, mimo że według otoczenia byłem brzydki jak jeż bez kolców i pozbawiony charyzmy.
- A, rozumiem... - co za tępa gazela, pomyślałem.
Później wytłumaczyłem jej delikatnie, że to ironia i że tak naprawdę, chciałbym się z nią zobaczyć, bo jestem jej chłopakiem. Nad wyraz gładko przeszło mi to przez gardło i byłem z siebie dość dumny. Zdziwiła się tylko, że Lena ma dwóch chłopaków, ale bez oporu podała mi numer sali, w której obecnie leżała dziewczyna. Zanim doszedłem tam, gdzie dojść miałem, przespacerowałem się po wszystkich piętrach, obserwując sale jak wystawy w centrach handlowych. Ich widok jakoś mnie przepełniał i doprowadzał do erekcji. No, ok, nieco przedobrzyłem, ale w każdym bądź razie już wiecie, jak te niby-chorujące mordeczki mnie podniecały, ach ach. Nie chciałem krzyczeć, że to wszystko leży w ich posranej psychice, więc olawszy całą kwestię, nuciłem sobie pod nosem „Georgia on my mind”. W rezultacie pierwszej nocy nie udało mi się wejść do Leny, dotknąć jej policzka lub opowiedzieć czegokolwiek. Siedziałem na dupie w korytarzu i nasycałem się zdaniami wymienianymi przez lekarzy i ojca rudej. Matka nie przyszła ani razu, więc albo umarła, albo była słynną aktorką i nie miała czasu, albo miała Alzheimera i szybko zapominała o biedzie, w jaką wpadła córa. Nikt szczególnie nie zwracał na mnie uwagi i raz tylko, zapytany kimże jestem, odpowiedziałem, że kolegą ze szkoły. Nawet boyfriend Leny mnie nie rozpoznał. Dowiedziałem się, że grzebali trochę w czaszce, trochę jelita wkładali na miejsce, trochę nastawiali kość przedramienną. I całkiem trochę nie mogli wybudzić jej ze śpiączki. Czekałem cierpliwie trzy dni. Boy, na którego wołano Tomasz, dosyć szybko przestał przychodzić, a dokładnie drugiego dnia przyszedł z jakąś blondyną i szeptał jej nerwowo „No, nie denerwuj się, muszę się z nią jakoś pożegnać, tak?”. Skazałem go szybko na potępienie, dając zaledwie dwadzieścia lat plugawego życia, niech ma i sobie poużywa.
Trzeciego dnia wszedłem kozacko do pokoju Leny. Było w nim jakoś dziwnie i mrocznie. Za ciemno i za biało. Całą atmosferę pokoju pogłębiała cicha obecność rudej, której blade policzki błyszczały w cieniu wszelkiej aparatury. Podszedłem bliżej i przysiadłem na skraju łózka. To chore, ale nigdy w życiu nie trzymałem dłoni dziewczyny w swojej dłoni. Stwierdziłem, że to kolejna „przereklamowana sprawa” i wszyscy robią wokół niej wielkie halo. Z drugiej strony czułem się tak, jakbym coś Lenie skradł. Długo przyglądałem się jej twarzy. Miała bardzo jasne, krótkie rzęsy i zadarty, szczupły nos. Piegi zabawnie w cieniu tańczyły po jej twarzy. Postanowiłem poczytać jej Tennyson'a, którego zawsze nosiłem w torbie.


Sunset and evening star,
And one clear call for me!
And may there be no moaning of the bar,
When I put out to sea,

But such a tide as moving seems asleep,
Too full for sound and foam,
When that which drew from out the boundless deep
Turns again home.


- Kurwa, nie śpij – poirytowałem się, że jednak była kolejną osobą, która miała mnie w dupie i trzasnąłem tomikiem w jakiś monitorek, który był zdecydowanie „na fali” i to nie na jednej. Jeszcze bardziej wkurzyło mnie to, że tak potraktowałem książkę i że ta miłość może okazać się czystą abstrakcją. Zabrałem wtedy tomik i kiedy miałem wychodzić, nachyliłem się nad uchem Leny, śmierdzącej lekami i wyszeptałem:
- Nikomu tego nie mówiłem, ale wzruszam się, gdy oglądam komedie z Louisem de Funesem.



        Dedykacja: dla Ciebie, Dawid - bo wiesz, jak mnie naoliwić

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 01.09.2010r.

1     

Marybeth 17 12 2011 (10:05:42)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Porównując tą część do dwóch poprzednich widzę zmianę. Teraz bohater opisuje siebie wprost bez żadnych zbędnych zwrotów i niedopowiedzeń. Wcześniej używałaś nieco innego języka. W tej części on się zmienił i jak dla mnie, nieco na gorsze. Już początek mnie zaskoczył: "Lenę pieprznął samochód trzy minuty po piętnastej (...)". Jednak spoglądając na to, jaką postacią jest Sylas, po nim można by spodziewać się wszystkiego i każdego rodzaju określeń.
Kolejna rzecz na jaką zwróciłam uwagę to zapożyczenia z języka angielskiego. Kompletnie nie pasują mi do tego opowiadania. Do przekleństw zdążyłam się przyzwyczaić, jednak do słów typu "boy", "boyfriend", będzie mi trochę ciężko. Wydaje mi się, że powinnaś ich unikać.
Największym plusem jest postać Sylasa, jaką wykreowałaś i nam ukazałaś w tych trzech częściach. Muszę powiedzieć, że przeczytałam je wszystkie tylko dla tego bohatera. Jest on intrygujący, co sprawia, że chcę więcej.
Ode mnie piątka z małymi minusem.

insomniaof 05 09 2010 (09:27:32)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Zachwyciło mnie podejście bohatera do wypadku i dziewczyny - czytałam zafascynowana. Widać, że postać jest niebanalna i ciekawa. Chwilami opisy wydawały mi się zabawne, a chwilami wyczuwałam podskórnie samotność i że coś kryje się pod cynizmem i arogancją. Zgłębię poprzednie części i zobaczymy na czym stoję. Bardzo podoba mi się, że nie zapomniał o rudowłosej i nadal przychodził do szpitala. Czasami zastanawiam się, jak autorzy tworzą tak intrygujące i oryginalne opowiadania, ale pozostanie to dla mnie chyba nieodgadnioną tajemnicą świata :)

Nie pozostaje mi nic innego, jak zostawić cię z piątką i ogromnym plusem za wplecenie cytatu Tennysona. Czekam z niecierpliwością na następną część :)

Groszek 01 09 2010 (18:53:24)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Och, jak dawno pisałaś poprzednie części... Wstyd się przyznać, ale już zapomniałam, o czym były. Po przeczytaniu tej części i przejrzeniu poprzednich, przypomniałam sobie.
To, jak bohater opowiada o wydarzeniach jest niezwykłe. Jakby nie wiedział, co się naprawdę dzieje. Zwraca uwagę na karetkę, na zegarek.. na wszystko, co w tym momencie nie jest aż takie ważne. Być może nie dociera do niego, co właśnie stało się z dziewczyną. Bardzo zaskakujesz, podejście bohatera do wszystkiego jest bardzo intrygujące i ciekawe, całość pracy jest płynna, jest trochę błędów interpunkcyjnych, ale może z pięć znalazłam, a to przecież i tak nic. Nie wiem co powiedzieć... ciągle mówiłabym o sposobie bycia głównego bohatera, naprawdę bardziej mi się podoba niż we wcześniejszych częściach. Styl (nie da się ukryć) - niebanalny i tak samo nienaganny, opisy barwne, wciągające, dialogi żywe i przewrotne. Ode mnie piątka :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(8): 7 gości i 1 zarejestrowanych: Ismo

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl