warto go przeczytać
Nastawał "czas dumania", kiedy Flint wracał z toalety. Dobrze zdawał sobie sprawę z faktu, iż na trzecim piętrze wciąż odbywała się impreza semestralna, której jeszcze 15 minut temu był królem. W końcu niejedna już kobieta mdlała na widok tego jedynego mięśnia, nad którym Flint nie starał się pracować. Piękna buzia i dobra gadka sprawiały, że to one pracowały nad nim. Tym większym było dla niego zdziwieniem, że sam do końca nie zdawał sobie sprawy z tego, dlaczego z owej imprezy wyszedł bez słowa. I tuż po tym głupim konkursie, którym raczą się studenci jego akademiku od czterech lat - kto więcej utrzyma na interesie w stanie wzwodu. Przecież właśnie po nim zaczyna się właściwa część imprezy, kiedy wszyscy są już tak pochlani, że można się zapomnieć bez wyrzutów sumienia.
Wszedł do pokoju, w którym zastał na kanapie Liama z Sharky. Nie był na nich zły, że zaczęli naukę bez niego, stwierdził, że to w sumie dobrze, będzie miał wspaniałe alibi do pójścia spać.
- Flint, Sharky ma Ci coś do powiedzenia. - odezwał się Liam.
Flint odwrócił się w kierunku dziewczyny, ale widząc jej zmieszanie stwierdził, że to nie jest najlepszy moment na rozmowę o ich problemach:
- Nie ma sprawy, możemy pogadać jutro.
- Ale Flint, myślę, że to jest ważna sprawa. - Liam był poważny, i wyglądał na zaniepokojonego. Jednocześnie ściskał Sharky za rękę, jakby chciał jej tym gestem udowodnić, że jest z nią i nie musi się niczego bać. Dziewczyna podniosła wzrok, wzięła głęboki oddech i cicho powiedziała:
- Bo wiesz, Flint, Alice wyszła dzisiaj ze szpitala. Chciałam Ci o tym powiedzieć wcześniej, ale byłeś taki zajęty i nieobecny, że nie wiedziałam, czy to będzie najlepszy moment.
Flint miał grobową minę, i sprawiał wrażenie, jakby jego własne oczy zapadały mu się coraz głębiej w oczodołach. Liam wiedział, że albo zaraz wybuchnie wściekłością na Sharky, albo pójdzie do swojego pokoju. Miał chyba za dużo szacunku do Liama, żeby wydrzeć się na jego dziewczynę, więc wybrał pójście do pokoju. Zamknął za sobą drzwi i stanął naprzeciw dużego okna. Alice była jego dziewczyną jeszcze rok temu. Od czasu ich rozstania miała spore problemy zdrowotne, i nikt nie mógł dociec tego, skąd się one wzięły. Nie raz lekarze podejrzewali, że ma raka, bądź nowotwór złośliwy. Objawy jednak na to nie wskazywały. Pod koniec roku, kiedy mijało dokładne 6 miesięcy od ich rozstania, Flint dowiedział się, że Alice ma przerost serca. Dowiedział się o tym po tym, jak dziewczyna popełniła swoją pierwszą próbę samobójczą. Na przerost serca jest cała gama leków, ale działają one tylko wtedy, kiedy chory o siebie dba, i - przede wszystkim - kiedy odkryje się przyczynę przerostu. U Alice przyczyny nie odnaleziono przez całe dwa miesiące pobytu w szpitalu, więc próbowano wszystkiego po kolei. Przedawkowywanie leków jeszcze bardziej pogłębiało chorobę dziewczyny, choć nie było to widoczne na pierwszy rzut oka. Właśnie dlatego Alice chciała popełnić samobójstwo, bo nie widziała dla siebie już żadnego wyjścia. Może właśnie przez tą próbę, a może z litości, Flint postanowił ją codziennie odwiedzać.
Usłyszał szmery pod drzwiami, a po chwili nieśmiałe pukanie.
- Wejdź, Sharky, nie będę krzyczeć.
Dziewczyna weszła powoli, ale wszechogarniająca ciemność uniemożliwiła jej swobodne poruszanie się po pokoju. Podeszła więc do łóżka i usiadła na jego skraju.
- Flint, nie bądź na mnie zły, naprawdę chciałam Ci o tym powiedzieć, ale Alice nalegała, żebyś się o niczym nie dowiedział. Sam wiesz, że przejście do psychiatryka było dla niej bardzo upokarzające, nie chciała, żebyś wiedział, gdzie będzie przebywać. - powiedziała Sharky.
- Słuchaj, rozumiem, że jesteście laskami i jest między wami ta chora solidarność płci, ale powiedz szczerze: dochowasz tajemnicy? Nie powiesz mi nigdy gdzie jest, kiedy wychodzi, jak się czuje? Do jasnej cholery, jestem najbliższą jej osobą, nawet jej własna rodzina o niej nie pamiętała, kiedy rzygała dniami i nocami. Wzięłaś to pod uwagę? Kto jej pomoże, jak nie ja?!
Flint podniósł głos na dziewczynę, ale czuć było, że się opanowuje. W innym przypadku nie pohamowałby się i zwyczajnie by ją uderzył. Sharky była dziewczyną jego przyjaciela od dwóch lat, więc znała dokładnie przebieg jego związku z Alice. Wiedziała jak doszło do rozstania, wiedziała też o tym, co było potem.
Spojrzał na nią. Siedziała wystraszona na jego łóżku, na którym jeszcze wczoraj spędził noc z jej koleżankami z roku. Wyglądała niewinnie, ale dobrze wiedział, że gdy chce, potrafi pokazać pazury. Liam wielokrotnie zwierzał mu się z ich kłótni i niesnasek. Nie rozumiał tylko tego co miała w sobie takiego, że gdy przechodziła korytarzem wszyscy mężczyźni oglądali się z nią. Po trochu zazdrościł tego Liamowi - że ma o kogo być zazdrosny.
Kiedy był jeszcze z Alice, nigdy nie zdarzało się, że musiał kogoś uderzyć w obronie swojej kobiety. Alice wychodziła z założenia, że zazdrość u podstaw jest czymś złym, więc nie należy niepotrzebnie do niej doprowadzać - bardzo skrupulatnie kryła swoje walory, nie szukała przyjaciół wśród płci przeciwnej, a i rzadko z jakimkolwiek kolegą rozmawiała.
Dlaczego więc się rozstali?
To było lato, Flint dorabiał sobie na stacji benzynowej, a Alice zatrudniła się w biurze swojego ojca. Flint wiedział, że tam jest bezpieczna i nie musi się o nią martwić, dlatego nie dzwonił do niej często – kontaktowali się tylko przy przerwie na lunch. Tego dnia było bardzo ciepło, dlatego chłopak starał się rzadko wychodzić z budynku stacji, jednak pech chciał, że miał całkiem sporo klientów. Nie budziło w nim zdziwienia to, że każdy samochód, jaki zatrzymywał się na jego stacji, miał klimatyzację rozkręconą na maksa – on sam zdecydował się na przejazd metrem, gdyż nawet tam było chłodniej niż w jego starej Fieście. Tamten dzień pracy obejmował głównie umycie samochodu, napełnienie baku, oraz uzupełnieniu płynu do chłodnicy, ale zainteresowanie Flinta wzbudził mężczyzna, który poprosił go o odkurzenie wnętrza. Wiadomo było, że przy takim skwarze non stop coś się lepi do siedzeń, dlatego większość kierowców rezygnowała z dbania o czystość i przyjmowała do wiadomości, że gdy tylko temperatura spadnie, trzeba będzie odwiedzić myjnię. Właśnie dlatego Flint przyglądał się uważnie właścicielowi czarnego Mercedesa.
- Przepraszam, czy byłby pan tak uprzejmy, i włączył klimatyzację? Będzie mi się lepiej pracować.
- Do moich obowiązków nie należy udogadnianie panu, a tylko zapłacenie za pańskie usługi. Więc działaj pan, byle obrotnie, to może dam panu napiwek. – odpowiedział mężczyzna.
Flint nie należał od awanturników, dlatego nie drążył tematu i zwyczajnie olał faceta. Pobieżnie odkurzył wycieraczki i złożenia siedzeń, z premedytacją pominął bagażnik i odcisk od kubka kawy na tapicerce. Po pół godzinie wyczołgał się z samochodu, spocony jak nigdy wcześniej, i rzucił:
- Do zapłaty będzie 24 dolary, zapraszam do budynku.
- Chłopcze, ty chyba sobie żartujesz, za tą szopkę, którą właśnie odstawiłeś każesz mi jeszcze płacić? Odczyść wszystko jeszcze raz, byle dokładnie, a wtedy możemy porozmawiać. Jadę do firmy, nie mogę wyglądać, jakbym dopiero co wrócił z obory.
- I bez tego wygląda pan nie najlepiej, idiota nosi garniak w taki upał. – odpyskował mu poirytowany Flint.
- Młody, dawno w pysk nie dostałeś od nikogo? Tatuś Ci wychowawczego nigdy nie dał? Więc zamknij się, jeśli chcesz tu jeszcze pracować, i rób to, o co Cię klient prosi. – mężczyzna nie podniósł głosu, wyglądał na opanowanego, aczkolwiek po jego języku Flint domyślił się, że zaraz przeciągnie strunę:
- Stać Cię na Merola, ale na lekkie ciuchy już nie, że zapacasz garnitur? Jedyne, co będziesz dzisiaj robił w firmie, to niesamowicie śmierdział.
Mężczyzna uniósł brwi, a na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. Nie wyglądał, jakby chciał uderzyć chłopaka, ani na niego nakrzyczeć. Wyglądał raczej na mocno zdezorientowanego. Wyciągnął portfel z tylniej kieszeni, i wyjął z niego 100 dolarów. Wręczył je chłopakowi, a chwilę potem wsiadł do samochodu i odjechał. Flint również był zdziwiony, nie spodziewał się takiej reakcji. Uznał to więc za dziwny przypadek i wrócił do budynku.
Tego samego dnia, kiedy oboje z Alice wrócili do domu, nie mieli najlepszych nastrojów. Flint był spocony, i marzył o tym, aby wejść pod prysznic, natomiast Alice cały czas narzekała na nawał pracy:
- Ojciec zarzekał się, że to będzie łatwa praca. "Nie martw się, kwiatuszku, odbieranie telefonów i zapisywanie godzin spotkań to najprostsza praca, jaka kiedykolwiek Cię spotka. A pomyśl o tym jak dobrze płatna!" Mam gdzieś te pieniądze, wolałabym już być kelnerką, przynajmniej nie musiałabym się użerać z jakimiś kalendarzami.
- Ty przynajmniej masz klimatyzację w pomieszczeniu, więc nie narzekaj. Ja połowę dnia spędziłem na słońcu, myjąc samochody za marne grosze… A te kwiaty to od ojca, za wytrwałość? – zapytał Flint, spoglądając na bukiet margaretek, leżących na kuchennym blacie.
- Nie, to ja kupiłam po drodze do domu, żeby jakoś odświeżyć to nasze mieszkanie. Nie uważasz, że nadają takiego wiosennego klimatu? – odpowiedziała z nadzieją w oczach Alice.
- W sumie, może masz rację… - Flint był zrezygnowany, więc zdecydowanie wybrał kąpiel, zamiast prowadzić bezpłodną dyskusję na temat kwiatów. Wszystko mu było jedno jak ich mieszkanie wyglądało, ważne, że było gdzie się umyć i spać.
Następnego dnia skwar nie ustępował, dlatego Flint z jeszcze większą niechęcią wybrał się do pracy. Początkowo dzień wyglądał zwyczajnie, aż do momentu kiedy na stację zajechał ten sam Mercedes co dnia wczorajszego. Chłopak niechętnie przywlókł się pod pojazd i oczekiwał na "rozkazy" kierowcy. Niemałe było jego zdziwienie, kiedy właściciel nie wysiadł z samochodu, a kazał mu wsiąść i zająć miejsce pasażera.
- Pan wybaczy, ale ja jestem w pracy.
- Tak, wiem, dlatego właśnie każę Ci wsiąść.
Niechętnie, ale z zaciekawieniem, Flint wsiadł do samochodu i czekał na rozwój wydarzeń. Nie mógł ukryć zdziwienia, że mężczyzna nie wyłączył klimatyzacji – odczuwał wyraźny chłód skierowany w jego stronę.
- Nie zrozum mnie źle, ale dzięki naszej wczorajszej wymianie zdań zyskałem sobie przychylność pewnej młodej kobiety. Kiedy powiedziałeś mi o tym garniturze, nie mogłem pojechać w takim stanie do firmy. Wróciłem więc do domu, przebrałem się, wziąłem świeży garnitur do bagażnika, i ubrałem go tuż przed wejściem do pracy. I pomyślałem sobie, że to najpiękniejszy dzień w moim życiu, bo gdy tylko minąłem główne wejście, moim oczom ukazała się młoda kobieta.
- Proszę pana, pan naprawdę nie musi mi opowiadać swojego życiorysu, jak pan chcę, mogę panu oddać tę stówę i będziemy kwita. – przerwał mu zniecierpliwiony Flint.
- Nie, zachowaj pieniądze, ale pozwól mi dokończyć. Ta młoda kobieta przywitała mnie serdecznym uśmiechem i nie pohamowała się, żeby uświadomić mnie, że jestem pierwszym mężczyzną w tym dniu, który do pracy wchodzi w nie spoconym garniturze. I wiesz co sobie wtedy pomyślałem?
- Że musi pan częściej rozdawać młodym ludziom setki? – Flint wydawał się być rozbawiony tą sytuacją, co nie było dziwne, w jego sytuacji.
- Nie, że to dzięki Tobie. Wyszedłem więc z firmy, i w najbliższej kwiaciarni kupiłem bukiet margaretek. Kobieta w kwiaciarni powiedziała, że są one bardzo wiosenne i na pewno spodobają się przyszłej właścicielce. Wróciłem więc do pracy i wręczyłem je tej młodej pannie. Była lekko zdziwiona, ale chyba zrozumiała, że zasłużyła sobie na nie. Tak samo jak ty, na te 100 dolarów. – zakończył swą opowieść mężczyzna.
Ocena: 4.5
Liczba komentarzy: 11
Data dodania: 06.02.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7333 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42667 | Użytkownicy: 3313
Online(32): 22 gości i 10 zarejestrowanych:
dusfluran, Leer, Me_Gusta, Ironiczna, Dawied, RattyAdalan, breloczek24, Pawlak, insomniaof, seska