Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Pseudonim: Dawied
Imię: Dawid
Skąd: 5237660
O sobie: "Matko! czy są gdzieś jeszcze te ciche godziny Snów o sławie, zwycięstwie, życiu-bezklęsce, marzone i zaklęte: z Bogiem, sławą, synem. Matko! czy są gdzieś jeszcze te jasne godziny? Godziny...zgonów, życia podeptane butem, rozbite na minuty i sekundy bólu, w ostrza broni i walki potrzebą przekute..." K.K. Baczyński "Do matki" Przepraszam z góry za ortografię. A poza tym kwiatek jest kwiatkiem naważniejszym i jest wspaniały, że daje sobie czasami się sprzeciwić i pokłócić (i tak
Napisanych prac:
- wiersze: 112
- recenzje: 3
- wywiady: 3
- proza: 71

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 629 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Brązowy" 22.01.2012
"Wymyśliłam się" 31.12.2011
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010
"Kłamca cz. 5" 03.01.2010
"Wieczne miasto odc.5" 19.08.2009

Inne prace tego autora:
"Marlen cz. 2" 04.01.2009
"Wieczne miasto odc.6" 23.08.2009
"40 mln dobrych uczynków cz. 8" 21.04.2010
"Marlen cz. 8" 15.02.2009
"Jerond" 25.12.2008

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Dobre kobiety" - Agent - 6
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna - 6
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth - 6
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 6
"Wiraże [4]" - subtelny demon - 5.66667

Najnowsza proza (wszystkie):
"Dobre kobiety" - Agent
"W zachodzie słońca cz.1" - Lilka
"Ektoplazma na tropie cz. 3" - Dawied
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth
"Anonymous" - Me_Gusta
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna
"Zew natury" - pasieczny14
"Wiraże [4]" - subtelny demon
"Blackwood Village" - Wolf Girl

Wieczne miasto odc.3

Dag, przygotował się do drugiej części planu. Najpierw upewnił się, że jest czysto, otrzymując sygnał do Cluoda. Potem, szybko ściągnął linę po której wszedł Jasiu i ruszył z nią na drugi koniec domu. Po drzewie wspiął się na płaski dach i zarzucił sznur na parapet przedostatniego piętra. Teraz wydarzenia powinny potoczyć się bardzo szybko. Przeciągająca się cisza przed burzą, drażniła śmiałków. A Jaś ciągle nie wpakował się w konieczną kabałę.
Uderzenia kroków o bruk czasami przerywały ciszę, wprowadzając niepotrzebne napięcie. Rein obgryzała paznokcie, ciągle zastanawiając się, jak mogła zgodzić się na tak kretyński pomysł, a po drugie lubiła to robić i nie umiała sobie odmówić tych kilku chwil skubania palców, nawet w takim momencie. To już był odruch, coś silniejszego od niej. Cloud czujnie obserwował ulice z dachu nasłuchując każdego szmeru. Czas na tłum był przewidziany trochę później, a teraz potrzebowali pewności, że nikt ich nie widzi.
A jednak niemy cień przysiadł z dala od ich wzroku, uważnie obserwując.
Indiana Dagger coraz bardziej się niecierpliwiąc chwycił mocno linę i zaczął podciągać się w górę. Po chwili przysiadł na parapecie i tam czekał. Prze trzeźwiał już odrobinę, ale wysokość robiła swoje i znów kręciło mu się odrobinę w głowie. Jedynie Back zachowywał spokój ślepo ufając w geniusz swojego misternego planu.
Napięcie rosło w serach naszych śmiałków, a tym czasem, Jaś Niemowa, męczył się z rozporkiem, który złośliwie się zaciął. Biednemu zawsze wiatr w oczy, nawet kiedy chce sikać z wysokiej wieży, W końcu kaleka darował sobie ta przyjemność i rozpoczął swoją rolę w tej przygodzie. Najpierw, potargał kartkę wbrew wszystkim przewidywaniom Backa, a potem, rzeczywiście wszedł do środka, ale tylko na skraj pomieszczenia. Wyjął przygotowaną butelkę najmocniejszej gorzałki z bimbrowni kurduplowaci” i cisnął nią przed siebie. Liczył, że nastąpi reakcja i z zasadzki nici, ale i na ciszę miał przygotowany plan b. Po męczył się z krzesiwem i rozniecił ogień na krótkiej pochodni, trzymanej do tej pory za pazuchą.
- I niech stanie się jasność – pomyślał i podpalił alkohol.
Pomieszczenie stanęło w płomieniach, a jasna łuna oświetliła spokojną postać unoszącą się nad regałem, który stanowił cały wystrój. Przerażony Jaś, chciał zakląć, ale los sprawił, że był niemową. Z pod kaptura wyłaniała się ciemność, a z niej blizny. Okropne blizny tworzące coś, co kiedyś było twarzą. Płomienie nic postaci nie robiły, a regał z drewna po prostu nie płonął. Chłopak zerwał się pędem i zeskoczył próbując złapać linę, której nie było.
- No tak, najpierw budzi mnie w środku nocy, a potem skacze na główkę w brukowaną uliczkę. Typowe. – Zakapturzona postać zbliżyła się do krawędzi.
Noc była jasna, a łuna rozprzestrzeniającego się pożaru sprawiała, że można było dostrzec każdy szczegół. Krwi widać nie było, a jedynie połać rozwalonych blond włosów pod rozłożoną postacią niemowy. Strażnik znudzony ciągłym pilnowaniem mapy przeciągnął się i rzekł:
- Mogliby się bardziej postarać. Znów stary numer z głupim niemową. Dobrze, że im nie wyszedł, bo bym się zdenerwował tą tandetą. Przyszli by jak ludzie, zagadali, postawili gorzałkę, to przecież bym im dał odpisać to mapę. To nie! zawsze jakieś chore pomysły. Może gdybym sprzedał ją na czarnym rynku map skarbów, to bym mógł rzucić tą robotę. Tak to jest, jak nie czyta się drobnego druczku. Nic, może ten koleś piętro niżej czymś nowym mnie zadziwi – ziewnął i wrócił na swoje miejsce, po chwili zasypiając.
Zaraz po fajerwerkach, Dag, wybił szybę i wsunął się do środka, wykorzystując zamieszanie tworzone przez Backa. Zwykle unika się tłumów w takiej sytuacji, ale oni nie byli zwykłymi poszukiwaczami przygód i narobili tyle hałasu, że pół straży miejskiej zjawiło się pod wierzą. Strażnicy nie mieli prawa się pojawić, bo magia nie była użyta. Nie można było przewidzieć, gdzie będzie właściciel – sam namiestnik(pisany zwyczajowo z dużej litery), ale póki co, sytuacja wskazywała, że mieli szczęście. Założenie było proste – najciemniej jest zawsze pod latarnią.
- Ratunku, pomocy, pali się, dom moje mamusi, ludzie ratujcie – krzyczał Back.
Kilku co roślejszych chłopów, próbowało wyważyć drzwi, ale bezskutecznie. Problemy, jak zwykle w tym odcinku, zaczęły się przez Jasia. A właściwie przez jego lądowanie na chudziutkiej córce piekarza z poprzecznej ulicy. Tego Back nie przewidział. Straż miejska – nie mylić, ze strażnikami, zaczęła ostrzej brać się do pracy, a nieprzytomnego niemowę zaciągnięto na przesłuchanie. Biedna dziewczyna, po takim przeżyciu jeszcze bardziej zbrzydła.
Wartownicy zaczęli wypytywać ludzi. Mimo chaosu w wąskiej uliczce i narzekania bogaczy z sąsiednich domów, coraz częściej, ludzie kierowali swoje spojrzenia na Backa. Chyba jednak pamiętali kto narobił tyle hałasu i nasz dzielny wodzirej, postanowił się zmyć z terenu zagrożenia.
- To Dag, teraz wszystko w twoich rękach. Liczę na ciebie – szepnął i przeciskając się między ludźmi, którzy utworzyli znacznych rozmiarów zbiegowisko, znikł w ciemnej uliczce.
Rein ziewała obserwując całe to zamieszanie. Robiło się późno, a wszystko nie tak miało wyglądać. Obiecała sobie, że rano Back dostanie mocnego kopa w tyłek za swoją głupotę. Cóż, sama też nie była bez wina, bo przewidywała jakie będzie to problematyczne, a mimo to, nic nie zrobiła. Jego genialne pomysły zawsze się tak kończyły. A miało być tak prosto. Wykorzystać niemowę do upozorowania włamania i zajęcia, bądź wypróbowania strażnika. Potem chaos i reakcja z posiadłości. Oczyścić drogę dla Daga i w nogi. No i na pewno nie było mowy o takim locie Jasia. Głupi był, ale sobie na taki los nie zasłużył, a to podpalenie mogło się udać, gdyby nie ta cholerna magia, których wszystkich sprowadziła w ten przeklęty zaułek świata jakim jestem wieczne miasto.
- Strażnicy, straż miejska i straż pożarna, no cholera, tak jakby nie można było wymyślić innych nazw– pomyślała Rein i wyszeptała – Ciekawe co jeszcze może się dziś spieprzyć.
Cluod, w przeciwieństwie do swojej partnerki, nie skupiał się na pierdołach, a intensywne obserwował teren. Zleceniodawca ostrzegał, że nie będzie łatwo. Dlaczego akurat on na czatach? Rein wiadomo, była kobietą i Dag uparcie twierdził, że przynosi pecha na włamie. Chodziło o jego doskonały wzrok i to zarówno w nocy jak i w dzień. Nikt nie mógł mu dorównać bystrością.
I stało się. Pojawili się starszy znajomi, mało tego, wyraźnie zasadzili się na autora misternego planu. Trzech Tangów z baru miało wielką ochotę się zemścić, a tym razem mieli mocne wsparcie. Cloud zaklął siarczyście. Wstał i splunął, a jego ogon nerwowo zawirował nad głową.
- Co się dzieje? – zapytała Rein.
- Back będzie miał kłopoty – zawahał się przez chwilę i dodał - Spróbuję mu pomóc, a Ty pilnuj Daga i do cholery zrób to dobrze – był zdenerwowany i jak to zwykle w życiu bywa wyładował się na kobiecie, która nie była w stanie złamać mu nosa.
Przebiegłem szybko po dachu, przeskoczył na następny i machając intensywnie rękami łapał równowagę. Czasu miał nie wiele, a zwłoka mogła kosztować jego przyjaciela życie. Złapał się miedzianej rynny i podciągnął. Jeszcze tylko jeden budynek i będzie mógł go ostrzec, o ile Back nie przyśpieszył wyciągnąć z tego bagna. Przecznica, w której czekali była blisko, więc nie mógł krzyczeć. Jeszcze trzy kroki, dwa....

*

Kamienicę przy ulicy Starego Króla, w dzielnicy elity, wybudowano prawie czterdzieści lat wcześniej. Początkowo miała ona być własnością hrabiego Mont’ego Christa, ale ten zaginął w dziwnych okolicznościach. Plotki głosiły, że kobieta go zdradziła, a on w przypływie złości, dotkliwie ją pobił. Pech chciał, że ówczesny komendant kochał się w jego lubej. Świadoma tego, podkusiła go i biedny, zdradzony chłopak został skazany na dożywocie w miejskim lochu, a kobieta dalej zdradzała. Prawda zatarła się w ludzkiej pamięci, a plotka urosła w legendę.
Budynek przez lata opustoszał. Głupia lokalizacja, wygórowana cena wynajmu i plotki o wiszącej nad nim klątwie, skutecznie odstraszała potencjalnych nabywców. Kilka lat wcześniej, stare małżeństwo, w końcu, na pół dziko, wzięło budynek w swoje obroty, stopniowo je remontując.
Cóż, Cloud nie miał szczęścia. Dachu jeszcze nie zdążyli naprawić. Gont wraz z pędzącym bohaterem osunął się. Zderzenie z brukiem boli.



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 11.08.2009r.

1     

Lilka 11 08 2009 (21:29:51)

Użytkownik ocenił pracę na 5

No i w końcu doczekałam się kolejnego odcinka Wiecznego Miasta ;] przeczytałam i teraz Ci rzucę komentarzem. Fabuła świetna, wciąga czytelnika. Tu się zapewne powtarzam, ale stylowo też super, lekko się czyta. Nie zamierzałam Ci dzisiaj komentować, ale o dziwo wykrzesałam trochę sił ;] był jeden taki moment, kiedy pomyliłeś osoby. Poza tym błędów nie widziałam. Dla mnie trochę za krótko, ale to chyba normalne ;] troszkę poplątane, ale to może tylko moje odczucie. 5 z plusem


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7333 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42665 | Użytkownicy: 3312
Online(30): 24 gości i 6 zarejestrowanych: Zerowa, dusfluran, Leer, Pawlak, Me_Gusta, Zoso

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl