warto go przeczytać
Tej nocy Julia miała kolejny od wielu dni koszmar.
Śniło jej się, że stoi na szczycie wielkiej, stromej, nagiej góry. U jej stóp otwierała się przepaść, której dno tonęło w ciemności. Niebo było zasnute ciężkimi, granatowymi chmurami. Dookoła przelatywały wielkie stada wron i nietoperzy. Nagle z tyłu usłyszała przeraźliwy skrzek. Odwróciła się i ujrzała pędzącą prosto na nią wronę z rozpostartymi skrzydłami i błyszczącymi pazurami. Ptak nie odrywał od niej płonących, czerwonych oczu. Julia nie krzyknęła, nie odsunęła się. Jeszcze raz spojrzała w przepaść, a potem znowu na ptaka. Odniosła wrażenie, że wrona chce ją zepchnąć. Ale wciąż stała nieruchomo. Zamknęła oczy. Nagle poczuła na twarzy podmuch wiatru, a chwilę później pazury wbijające jej się w pierś. Zachwiała się i runęła do tyłu, prosto w czarną, nieprzeniknioną ciemność. Dopiero wtedy otworzyła oczy. Blade, niebieskie światło u wylotu przepaści malało z każdą sekundą. Wciąż jednak widziała czarną sylwetkę olbrzymiego ptaka zataczającego koła na niebie. Dziewczyna nie miała odwagi spojrzeć w ciemność, w którą spadała coraz głębiej i głębiej. Po raz pierwszy poczuła strach. Jej krzyk był całkiem wyraźny w otaczającej jej ciszy, gdy spadała coraz głębiej i głębiej…
Obudziła się zalana potem. Serce wciąż tłukło jej się w piersi. To był tylko sen… opadła z powrotem na poduszkę.
Nie mogła dłużej tak żyć! Przez ostatnie siedem miesięcy była upokarzana, wyśmiewana i zastraszana. A wszystko przez to, że... ubierała się na czarno! Otóż w szkole Julii rządziła grupa uczniów, których hobby było znęcanie się nad innymi. Jednak oprócz skarg gnębionych uczniów dyrekcja nie miała żadnych dowodów i wobec tego nie mogła sprawców ukarać. Julia należała do tych osób, które najczęściej gnębiono. IM rzucił się w oczy jej ubiór i doszli do wniosku, że musi być Emo.
W poprzedniej szkole, do której uczęszczała, nikt specjalnie nie interesował się tym, że była inna. Tam była lubiana. TUTAJ wiele osób jej nienawidziło. A pozostali nie chcieli mieć z nią nic wspólnego, w strachu, że ONI dowiedzieliby się o tym, że przyjaźnią się z Julią. A wtedy mieliby przechlapane.
A gdy pewnego razu dziewczyna poprosiła rodziców o przeniesienie do innej szkoły, ojciec powiedział: "Przesadzasz, córciu. Wszystko się ułoży. Musisz oswoić się ze środowiskiem".
Ale było coraz gorzej. Zaczęło się od tego, iż szef gangu zauważył, iż Julia ubiera się tylko na czarno. Zaczęto ją gnębić: zaczęło się od wyzwisk, potem rzucano w nią kamieniami. Dwa dni temu męska część gangu zaciągnęła ją do szkolnej ubikacji i wsadziła głowę do sedesu. A wczoraj, gdy odpowiadała, ktoś wylał jej na krzesło sok pomidorowy. Przez to wszystko Julia zaczęła się ciąć. Bardzo cierpiała. Rodzice nie chcieli jej uwierzyć. Myśleli, że córka ubzdurała sobie to całe prześladowanie, bo nie chce uczyć się w obecnej szkole. Nauczyciele zbadali dokładnie sprawę: cały gang trafił na dywanik do dyrektorki. Skończyło się w ten sposób, że nauczyciele patrzyli na nią podejrzliwie, rodzice chcieli wysłać ją do psychologa, a gang jeszcze bardziej się na nią uwziął.
Julia codziennie modliła się, aby to piekło wreszcie się skończyło. Jednak dotychczas jej prośby nie zostały wysłuchane. Jedyne, co poprawiało jej nastrój, były spotkania z Romkiem.
Romek był chłopakiem Julii. Chodzili do tej samej klasy, ale nie rozmawiali w szkole, nawet na siebie nie patrzyli. Oboje wiedzieli, co by groziło Romkowi, gdyby ONI dowiedzieli się, że są parą. Dlatego spotykali się na przeciwnym końcu miasta kilka razy w tygodniu. Ale nawet wysiłki Romka nie były w stanie pomóc Julii: z każdym dniem pogrążała się coraz bardziej i myślała o najgorszym. Praktycznie wszystkie jej problemy wynikały z tego, że ojciec znalazł pracę w Warszawie i musieli się wyprowadzić, aby nie musiał dojeżdżać 100 kilometrów dziennie.
I gdy rozmyślała o tym wszystkim, co ją spotkało, rozległo się łomotanie w drzwi, i do środka wparował młodszy brat Julii, Mariusz, z okrzykiem:
- Wstawaj, Juluś! Słonko świeci! - i zabrał się do podciągania żaluzji.
- Nie mów na mnie "Juluś"! – wrzasnęła dziewczyna i przyskoczyła do brata. Chwyciła do za kark i wyrzuciła z pokoju.
- Potrafię jeszcze wstać z łóżka bez niczyjej pomocy! – krzyknęła, trzasnąwszy drzwiami.
Przejechała dłonią po włosach i rozejrzała się po pokoju. W powietrzu unosił się smród, Julia od dawna nie wietrzyła pokoju. Było ciemno i panował okropny bałagan. Prędko ubrała się, uczesała i zeszła do kuchni.
Jasny blask słońca wlewający się przez okno oślepił ją na chwilę. Po chwili zobaczyła Mariusza, który skulił się na jej widok, i zagniewaną matkę.
- Czemu go uderzyłaś? – spytała ostrym tonem.
- Nie uderzyłam go! – warknęła Julia i spojrzała na brata przeszywająco – Wyrzuciłam go. Niech nie panoszy się po moim pokoju! – zawyła jak zraniony pies.
- W tym domu nie używa się takich ostrych słów, moja panno! – zapowiadała się porządna awantura – zostajesz dzisiaj w domu i popołudniu zawiozę cię do psychologa! Może on przemówi ci do rozumu!
- Mi już nic nie przemówi do rozumu, nie rozumiesz tego?! – dziewczyna uderzyła pięścią w stół, po policzkach popłynęły jej łzy – Jestem skazana na żywot ofiary losu! Prędzej czy później trafię do czubków, jeśli wcześniej nie wykończą mnie ludzie ze szkoły!
Gdy matka wciąż stała z otwartymi ustami, dziewczyna podniosła z podłogi plecak i wyszła, trzasnąwszy drzwiami.
Przebiegła parę ulic i zatrzymała się, wciąż płacząc. Matka nigdy jej nie rozumiała i nie potrafiła jej uwierzyć. A przecież nie tak powinno być!
Szybko otarła łzy i chciała iść w stronę przeciwna do szkoły, gdy spostrzegła zbliżającą się do niej męska część gangu. Oni również ją spostrzegli i kilku z nich ruszyło w jej kierunku. Nie miała innego wyjścia: zaczęła biec w stronę szkoły. Biegała szybko, więc wkrótce zgubiła pościg. Ale nie mogła zawrócić i musiała udać się na lekcje.
O dziwo, aż do ostatniej lekcji miała spokój. Wiedziała jednak, że to cisza przed burzą. I nie pomyliła się.
W drodze do szatni podszedł do niej szef gangu, Błażej Kostowski.
- Hej, baby, gdzie ci się śpieszy? – wysyczał i szarpnął ją za ramię, aż Julii łzy zakręciły się w oczach – czemu dzisiaj rano przed nami uciekałaś? Nie chcieliśmy ci nic zrobić! Ale teraz…
-Pppuść mnie – dziewczyna zaszczękała zębami ze strachu. Ludzie z gangu byli zdolni do wszystkiego. Nieraz się o tym przekonała.
Rozejrzała się rozpaczliwie, szukając pomocy. Ale w pobliżu nie było nauczycieli, a uczniowie przecież NIE MOGLI stanąć w jej obronie. Był wśród nich również Romek, który w tej chwili wlepiał w nią przerażone spojrzenie.
- Zróbcie coś! – krzyknęła Julia.
Błażej zatkał jej usta ręką i zaczął wlec w stronę ubikacji. Dziewczyna szarpała się i wyrywała w rozpaczy, ale nie miała szans. Obejrzała się jeszcze raz i rzuciła Romkowi błagalne spojrzenie. Chłopak pobiegł po schodach na górę.
Tymczasem jej prześladowcy już wciągnęli ją do środka i zatrzasnęli drzwi. Dwóch złapało ją za ręce, tak że nie mogła się poruszyć. Julia domyślała się, co chcą zrobić, i zaczęła wyrywać się mocniej niż kiedykolwiek przedtem. Zaczęła płakać ze strachu i wstydu. Z jej piersi wydobył się krzyk. Kostowski uderzył jej głową w ścianę, tak że niemal straciła przytomność, i zanim zorientowała się, co się dzieje, wepchał jej głowę do sedesu. W tej chwili trzy rzeczy wydarzyły się jednocześnie.
Po pierwsze, po włosach zaczęła spływać jej woda. Po drugie, ktoś szarpnął nogawki jej spodni. Po trzecie (co okazało się dla Julii prawdziwym zbawieniem)na korytarzu rozległy się kroki i po chwili do ubikacji wtargnął dyrektor, a za nim paru nauczycieli i Romek.
Chłopaków z gangu postanowiono wyrzucić ze szkoły, a Julię postawiono na nogi. Zaczęto wypytywać ją, co się stało. Ona jednak milczała.
Była cała mokra (woda z włosów spłynęła już na niższe części ciała) i roztrzęsiona. Bała się myśleć, co by się stało, gdyby nie Romek. Ale nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Osunęła się na podłogę i zakryła głowę rękoma, głośno szlochając. Nikt się nie odezwał. W końcu Roman powiedział cichym głosem:
- Słuchaj, Julka… to nie twoja wina.
Dziewczyna podniosła się i krzyknęła przeraźliwie.
- Dajcie mi wszyscy święty spokój! Odczepcie się!
I wybiegła z pomieszczenia. Rzucono się w pościg, ale Julia znowu okazała się szybsza. W ciągu kilku minut stracono ją z oczu.
- Wiesz, gdzie może biec? – dyrektor odwrócił się do Romka.
- Hm… do domu? – w głosie chłopaka słychać było powątpiewanie. Ale dyrektor dostrzegł coś w jego oczach: strach. Przeraźliwy strach, choć nie potrafił wskazać jego przyczyny.
- Jedź tam – poradził dyrektor (był bowiem człowiekiem inteligentnym i zrozumiał, że Romek może w tej sytuacji najwięcej wskórać, a poza tym wiedział, co musi czuć) – jedź do niej do domu i sprawdź, czy jej tam nie ma. Jeśli jest, postaraj się ją uspokoić i przyprowadź tu. Jeśli nie, to… to i tak wróć. Jesteś usprawiedliwiony.
Chłopak skinął głową i pobiegł w kierunku, w którym kilka minut wcześniej podążała Julia.
- Dobrze – mężczyzna odwrócił się ku szkole – teraz trzeba zadzwonić do jej rodziców. Nauczyciele, którzy nie mają lekcji, niech poszukają tych uczniów, którzy uciekli. Reszta nauczycieli i uczniów do klas. W tej szkole dzieje się coś niedobrego, co wcześniej przeoczyliśmy.
Podczas gdy to mówił, Romek pędził ulicą w nadziei złapania autobusu zmierzającego w stronę domu Julii. Udało mu się to po dziesięciu minutach. Początkowo kierowca nie chciał go wpuścić.
- Proszę zrozumieć, tu chodzi o moją dziewczynę! – chłopak w pewnym momencie stracił panowanie nad sobą – Muszę ją jak najszybciej znaleźć!
Tamten przyglądał mu się jeszcze chwilę, mrużąc oczy. W końcu rzekł:
- Właź. Ale potem odpracujesz.
Roman nie dał sobie dwa razy powtarzać.
Gdy tylko autobus dojechał do mostu, zatrzymał się.
- Co się dzieje? – warknął Romek.
Drzwi pojazdu otworzyły się i stanął w nich policjant.
- Przejazd zablokowany – oznajmił oficjalnym tonem – na moście jest… eee… niebezpieczna sytuacja. Proszę zostać na swoich miejscach.
- Jaka niebezpieczna sytuacja? –chłopak przycisnął nos do szyby. I wtedy ją zobaczył: stała pośrodku mostu, kurczowo trzymając się barierki i usiłując utrzymać równowagę, a kilka metrów pod nią bulgotała woda.
- Julia! – wrzask wydobył się z piersi Romka. Chłopak rzucił się do wyjścia.
- Dokąd to? – policjant zatrzymał go – znasz tę młodą damę na moście?
- Tak – wykrztusił chłopak, czując łzy napływające do oczu łzy – to moja dziewczyna! Ona… ona uciekła ze szkoły. Znęcali się nad nią. – zaczął krzyczeć – Muszę z nią porozmawiać! Muszę ją powstrzymać…
Spojrzał policjantowi w oczy.
- Puści mnie pan?
Tamten skinął głową.
- Jeśli MOŻESZ pomoc, to chodź.
W ten sposób chłopak zdołał przedostać się przez tłum policjantów. Jego przewodnik zatrzymał go tuż przed kordonem i zawołał do Julii:
- Hej, ty na moście! Spójrz na mnie! Znasz go?
Julia odwróciła głowę i przez chwilę patrzyła Romkowi w oczy. Płakała. Potem spojrzała na policjanta i skinęła głową.
- Możesz przejść – szepnął do Romka policjant – tylko bądź delikatny. Jest zdesperowana.
Chłopak spuścił wzrok.
- Wiem.
Przeszedł przez kordon i zaczął iść w stronę Julii. Nad jego głową przelatywały stada wron.
- Stój! – krzyknęła dziewczyna i mocniej ścisnęła barierkę – Bo skoczę!
- Ale dlaczego? – Roman usiłował spojrzeć dziewczynie w oczy, ona jednak unikała jego spojrzenia – czemu chcesz się zabić? Wszystko się wyjaśniło. ONI już nie będą cię gnębić. Wszyscy się dowiedzą, ze to ty miałaś rację. Wszystko się ułoży. Zobaczysz. Daj mi rękę, Julio. Pomogę ci przejść przez barierkę.
Za jego plecami policjant skinął głową z zadowoleniem.
- Ty nic nie rozumiesz – szepnęła Julia i spojrzała w dół. Przypomniał jej się ostatni koszmar. Zapatrzyła się w bulgoczącą, ciemną wodę. - Ja nie mogę tak żyć. Nawet jeśli ICH ukarzą, to mi nie pomoże. Zniszczyli mi całą psychikę. Całe życie. Jestem zbrukana. Nie potrafiłabym normalnie żyć.
- Nie mów tak – wykrztusił wstrząśnięty Romek.
- Ale to prawda – stwierdziła Julia i spojrzała chłopakowi w twarz. Przestała płakać. W jej oczach panował spokój, a na twarzy malowała się ulga. Uśmiechnęła się lekko.
- Nie rób tego – błagał Roman.
Ona potrząsnęła głową.
- Nie – powiedziała – to jedyne rozwiązanie. Nie rozumiesz? - i nagle zaczęła się śmiać. - Ja już podjęłam decyzję, Roman. Wiem, co muszę zrobić. MUSZĘ, nie CHCĘ. I już się nawet nie boję.
Roman poczuł, jak po policzkach płyną mu łzy.
W tej chwili usłyszeli znajomy głos.
- Julio!- matka dziewczyny stanęła przy Romku - co ty wyprawiasz? Schodź stamtąd!
A ona powiodła po twarzach ich wszystkich.
- Żegnajcie.
To były jej ostatnie słowa. Uśmiechnęła się i rzuciła w wodę.
- Nie! - oboje przypadli do barierki.
Ujrzeli, jak dziewczyna wpada do wody. Przez chwilę słyszeli jej krzyk. Wydawało im się, że machnęła ręką na pożegnanie. A potem porwał ją prąd i siła uderzenia wciągnęła pod wodę.
- Róbcie coś! - matka Julii zaczęła krzyczeć. – Ratujcie ją!
Dookoła zaroiło się od służb bezpieczeństwa. Wezwano pogotowie. Na rzekę wypłynęły łodzie. Matka Julii krzyczała coś do słuchawki telefonu.
A Romek stał, nie mogąc wykrztusić słowa. To, co się stało, wstrząsnęło nim bardziej niż cokolwiek innego w jego dotychczasowym życiu. Nie mógł zrozumieć, czemu Julia podjęła taką decyzję – miał jednak nadzieję, że po tamtej stronie jest szczęśliwsza niż za życia.
Ciało dziewczyny wkrótce wyłowiono, było jednak za późno, aby ją uratować. Na ustach błąkał jej się uśmiech, a jej twarz była spokojna, spokojniejsza niż kiedykolwiek. Obiema dłońmi ściskała wiszący na szyi łańcuszek z wizerunkiem Matki Bożej. Włosy nie latały jej wokół głowy, lecz równomiernie opadały na plecy. Oczy miała zamknięte. Nie udało się oderwać jej dłoni od łańcuszka.
Wszystkich członków gangu złapano (choć w równych odstępach czasu). Trafili do poprawczaka na kilka lat. Matka dziewczyny stała się łagodniejsza. Szkoła, w której się uczyła , stała się najspokojniejszą szkołą w okolicy.
Na pogrzeb dziewczyny przyszło tak wiele osób, że ponad połowa obecnych stała poza budynkiem kościoła. W jej intencji odbyło się wiele mszy.
A jeśli chodzi o samego Romka, nigdy Julii nie zapomniał. Zapamiętał ją jako dziewczynę odważną i inteligentną. Ale zapamiętał też, jak straszne skutki może mieć gnębienie innych.
Ocena: 5.25
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 18.01.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7305 | Artykuły: 258 | Recenzje: 209 | Proza: 1463 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42481 | Użytkownicy: 3301
Online(23): 21 gości i 2 zarejestrowanych:
Szary sweter, Ismo