warto go przeczytać
,,W grzywie wiatr, a w kopytach magia.’’
Miał cudowne oczy. Ich nieprzeniknioną ciemność, okoloną zasłoną soczewek przepełniało znużenie i obojętność. Koń miał aksamitną, kasztanową maść, z subtelnym białym pasem sięgającym od rozszerzonych, jedwabiście czarnych nozdrzy do powiek. Czystymi kopytami grzebał w piasku, którym wysypana była ujeżdżalnia. Wiatr poruszał jego brązową grzywą, podwiewał ogon, jakby i on zaślepiony był pięknem rumaka. Nie, nie był szlachetny – ot, zwykły zwierzak, który tego właśnie dnia musiał przewozić zgraję wystraszonych, rozwydrzonych dzieciaków, nie potrafiących utrzymać się na jego grzbiecie bez kurczowego zaciskania dłoni na brzegu siodła. Nie był szlachetny. Ale był najpiękniejszy.
Grubawa dziewczyna w niebieskim swetrze trzymała uzdę przytroczoną do jego pyska. Głaskała go uspokajająco po chrapach, gdy wyjątkowo niezdarny rudzielec wiercił mu się na grzbiecie, jakby spodziewał się ujrzeć schodki przybrane w czerwony dywan. Nie doczekawszy się, spróbował przerzucić nogę tak, by móc zeskoczyć. Zahaczył stopą o zad, przykleił się do boku, uderzył o ziemię jak worek kartofli. Zwierzę zarżało, obróciło głowę w kierunku chłopaka, zahaczyło wzrokiem o moją twarz. Utonęłam w jego spojrzeniu. Nadeszła moja kolej.
Wzięłam głęboki oddech ufnie wpatrzona w aksamit jego wzroku i poprawiłam kask jeździecki. ,,Wsuń lewą nogę w strzemię, podciągnij się i przerzuć ją’’, podpowiadała mi nastolatka. Skinęłam głową, próbowałam uchwyciłam się brzegu siedziska. ,,Nie tak, strącisz siodło’’, pouczała mnie, ,,przytrzymaj się tego paska, widzisz?’’. Nie widziałam. Widziałam tylko jego naprężone mięśnie, czekające, aż kolejny tobół znajdzie się na grzbiecie. Bałam się jeździć wierzchem wtedy, cztery lata temu i bałam się teraz. Z lekkim stęknięciem wyprostowałam nogę w strzemieniu, drugą przesunęłam nad zadem wierzchowca. Po chwili siedziałam już stabilnie w siodle. Grubaska poprawiła blond kucyk, mocniej chwyciła wodze i pociągnęła konia wydeptaną ścieżką.
Niepokój przeszedł w strach, ziemia zafalowała i zaczęła się trząść. Tylko słaba świadomość, że nic nie może mi się stać powstrzymała mnie od desperackiego odruchu, aby zeskoczyć. Poruszał się stępa, z ponuro zwieszonym łbem, monotonie. To tylko koń, pomyślałam uspokajająco. Powoli dostrzegałam porządek w sposobie jego poruszania się. Pozwoliłam mu, by targał mnie z jednego boku na drugi i po chwili odnosiłam wrażenie, że razem stawiamy nogi, nasze ścięgna napinają się w jednym wysiłku, wspólnie obserwujemy pas piasku niczym sypka rzeka z brzegami porośniętymi trawą. Doskonale czułam się w siodle. Na dobrą sprawę zawsze o tym wiedziałam. Przyciskałam kolana do boków wierzchowca, siedziałam wyprostowana i nawet nie bolał mnie kręgosłup.
Kasztanowy grzbiet zamajaczył mi przed twarzą, gdy zeskakiwałam. Po raz ostatni musnęłam jasną grzywę, odpinając kask, odwróciłam się i odeszłam. Zostawiłam za sobą swoje marzenia. Niespełnione marzenia o wolności, miłości, oddaniu. Filmem mojego dzieciństwa był ,,Mustang z dzikiej doliny’’. To na nim się wychowałam. On pokazywał mi bodźce, które u ludzi zauważyłam dopiero później. Uśmiechnęłam się do swoich wspomnień. Konie były moim dzieciństwem. Skoro mogłam wrócić do niego, mogłam wrócić i do nich. Bez żalu odeszłam. ,,Wrócę do was’’, obiecałam, ,,wrócę.’’ ,,Nie pogrzebię swojego dzieciństwa. Nie pogrzebię siebie.’’
Sycąc uszy ciszą, wcisnęłam przycisk. Laptop zaszumiał, po chwili włączył się monitor. Wpisałam hasło, zaczekałam, aż system będzie w pełni naładowany. Najechałam myszką na odpowiednią ikonę, włączając Aresa, przeszłam do transferów. ,,Jest’’, mruknęłam. Niespiesznie wcisnęłam ,,Odtwarzanie/podgląd’’ i czekałam chwilę. Widziałam go ostatni raz niemal dziesięć lat temu, jednak od razu poznałam znajomy ton. Tak, to był ten film. Uśmiechnęłam się.
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 31.05.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(13): 12 gości i 1 zarejestrowanych:
Ismo