Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Pseudonim: insomniaof
Imię: Anna Maria
Skąd: Leszno
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 48
- artykuły: 1
- proza: 72

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 292 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - LV" 08.11.2011
"Szukając ducha rocka - XLVII" 28.08.2011
"Szukając ducha rocka - XLV" 25.08.2011
"Szukając ducha rocka - XLII" 01.08.2011
"Szukając ducha rocka - XXXVII" 01.07.2011

Inne prace tego autora:
"Potomkowie Hekate - prolog" 28.10.2010
"Szukając ducha rocka - XX" 20.08.2010
"Szukając ducha rocka - XV" 03.08.2010
"Szukając ducha rocka - XLIII" 24.08.2011
"Szukając ducha rocka - VIII" 26.07.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Dobre kobiety" - Agent - 6
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna - 6
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth - 6
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 6
"Wiraże [4]" - subtelny demon - 5.66667

Najnowsza proza (wszystkie):
"Dobre kobiety" - Agent
"W zachodzie słońca cz.1" - Lilka
"Ektoplazma na tropie cz. 3" - Dawied
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth
"Anonymous" - Me_Gusta
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna
"Zew natury" - pasieczny14
"Wiraże [4]" - subtelny demon
"Blackwood Village" - Wolf Girl

Szukając ducha rocka - XXII

Od kiedy płyta Whistle ujrzała światło dzienne, chłopacy byli w domu gośćmi. Rozpoczął się szum i szaleństwo, jakiego nigdy nie widziałam. Już wcześniej dziewczyny chodziły za nimi tabunami, a koncerty wyprzedano do ostatniego miejsca w klubie, ale po „Start self-destruction” obserwowałam istny obłęd. Zupełnie jakby byli jakimiś bogami rocka. A może właśnie byli? Wszystkie znane na świecie i nieznane mi zespoły grające cięższą muzykę niemal bili się o to, by otwierali ich koncerty.

Smash chodził naładowany energią, iskrząc prawie z niecierpliwości – chciał w końcu wyjechać w trasę, by coś się zaczęło dziać. Michael od kilku dni nie wychodził z domu, na przemian naćpany i upity do nieprzytomności. Przytłaczało go, że nie mógł spokojnie wyjść na ulicę niezaczepiany przez obce osoby. Razor był wielką petardą, która mogła wybuchnąć wściekłością przy nieostrożnym komentarzu na temat ich sławy – nienawidził jej głównie przez to, że starzy dealerzy domagali się spłaty długów. Kręcił się zły jak osa, gdyby nie był narażony na śmieszność pewnie bzyczałby w najlepsze. Derek’a natomiast bawiła cała sytuacja i kult, jakim go otaczano jako wokalistę. Powoli wadziło mu zainteresowanie mediów, odezwało się jego wrodzone wyczulenie na wchodzenie z butami w jego życie – to, co działo się za zamkniętymi drzwiami mieszkania przy Old Oak Street, miało tam pozostać.
Cała ekipa, wyłączając niezdolnego do użytku Michael’a i przesiadującego u mnie Izzy’ego, imprezowała na potęgę. Co wieczór uprzyjemniali sobie czas w innym klubie, a ich wyczyny zaczęły otaczać się mgłą legendy. Alkohol przelewał się litrami, a narkotyki szumiały w żyłach. Coraz bardziej mnie to przerażało. Ktoś musi chwycić ich za łby i przemówić do nich. Mam nadzieję, że Izzy mi w tym pomoże…

On był dla mnie zagadką. Zabarykadował się u mnie i brzdąkał na swoim basie lub pożyczał ode mnie gitarę, spisując co chwila nową melodię. Czasami improwizowaliśmy razem i pisaliśmy piosenki. Sukces w ogóle nie ruszał jego ego, które widziało już wiele. Narzekał tylko, że wszyscy coś od niego chcą, przedtem nawet nie pamiętając o jego istnieniu, i że pytany jest o rzeczy, o których nie ma zielonego pojęcia. Spędzałam z nim dużo czasu – żartowaliśmy, ale też poważnie dyskutowaliśmy. Podzielał moje stanowisko, że przyszłość zespołu stoi pod wielkim znakiem zapytania, jeśli nadal będą zażywali w takich ilościach. Szansą mogą być koncerty – odwróci to ich uwagę i zmusi do skupienia. Dzwonił nawet kilkakrotnie do menadżera zespołu, a ten mówił mu tylko, że trwają pracę nad trasą i wystąpią niedługo na dużym festiwalu w okolicy. Zespół miał się stawić w całości i zdolny do zagrania najlepszego koncertu w ich życiu, co wyraźnie zaznaczył, zanim rzucił słuchawką.

Wiele razy pomagał mi szukać Smash’a po ulicach i rynsztokach miasta. Po każdej takiej wyprawie obiecywałam sobie, że z nim porozmawiam, ale znikał zanim się obudziłam. Martwiłam się… Coraz bardziej utwierdzałam się, że używki wybiły mu kontrolę z rąk i jest teraz niezdolny do oderwania się od nich.

All the love in the world
Couldn\\'t save you
Allthe innocence inside
You know I tried so hard to make you
Oh, to make you change your mind

And it hurts too much to see you
And how you left yourself behind
You know I wouldn\\'t want to be you
Now there\\'s a hell I can\\'t describe...


Telefon zdzwonił nieustannie od trzech godzin. Gdy tylko podchodziłam do słuchawki, przedstawiał mi się dziennikarz innej gazety i pytał czy może porozmawiać ze Smash’em. Powoli zaczynała mi działać na nerwy posada jego sekretarki i tłumaczenie się, dlaczego znowu nie ma go w domu. Po ostrej wymianie zdań z pewnym natrętnym Anglikiem, przestałam się przejmować.

- Ann widziałaś gdzieś telefon? Nigdzie nie mogę go znaleźć – Izzy kręcił się po mieszkaniu, przeszukując coraz to mniejsze kąty. Zajrzał nawet pod kanapę. Podeszłam do szafy przy drzwiach i wyjęłam aparat razem z wyrwanym z gniazdka kontaktem. Nie mogłam już znieść brzęczącego nad uchem dzwonka. Włożyłam mu w ręce zdemontowany i częściowo rozdeptany telefon, wracając do przerwanej lektury.

- Em… Dzięki – wrzucił resztki czegoś, z czego kiedyś można się było porozumieć ze światem, do kosza na śmieci. Wydawał się rozbawiony. Na razie byłam szczęśliwa rozwiązanym problemem, jeśli będę musiała dokądś zadzwonić zacznę szukać nowego. Usłyszałam znajome intro gitary - kontynuujemy pracę…

Man makes your hair gray
He\\'s your life\\'s mistake
All you\\'re really lookin\\' for is an even break
He lies right at you
You know you hate this game
She cries alone at night too often
He smokes and drinks and don\\'t come home at all

Only women bleed
Only women bleed...



Drzwi trzasnęły z ciężkim łomotem. Czekała mnie poważna rozmowa. Dźwignęłam się z fotela, wyłączając telewizor. Nie wiedziałam, jak przygotować się na tą chwilę, ale w tym momencie poczułam się mniejsza niż zwykle. Izzy wyszedł gdzieś około południa, powiedział, że wróci rano, żeby dopracować słowa. Brakowało mi jego obecności, do której zdążyłam się już przyzwyczaić. O linoleum stuknęły spadające obcasy kowbojek. Wyjrzałam zza framugi, opierając się o nią. Nieudolnie starał się zdjąć drugi but, zataczając się na ścianę. Wydawał się niegroźny i lekko zdezorientowany. Z tej odległości wyczułam zapach piwa i wódki. Cylinder kołysał się niebezpiecznie na czubku oklapłych nieco włosów. Spojrzał na mnie nieprzytomnie, rozbieganym od kokainy wzrokiem.

- Znowu się naćpałeś… - bardziej starałam się sobie to uświadomić, niż stwierdzić fakt. Uśmiechnął się diabelsko i zdrowo czknął. Jak mógł to znowu zrobić, prosiłam go tyle razy… Nie mogłam zrozumieć, dlaczego zawsze sprawiał mi taki ból. Dobrze wiedział, że bardzo chciałam, by był czysty. Mogłam nawet odwieźć go na odwyk, byle tylko z tym zerwał.
- I co z tego? – ledwo sklejał wyrazy. Z trudem utrzymywał się na nogach, podtrzymując o podłogę. Nienawidziłam go w takim stanie – nie był kimś kogo kochałam. Napawał mnie obrzydzeniem.
- To się musi skończyć, Smash – starałam się, by mój głos brzmiał spokojnie, a jednocześnie pewnie. Udało mi się ze średnim skutkiem. Zatrzymał na chwilę na mnie swoje spojrzenie – czarne tęczówki ukryły się za pyłem mgły. „Co on ze sobą zrobił?”
- Bo co? – przewrócił stojak na buty. Wszystkie pary potoczyły się po podłodze, zagracając przejście. Potykając się o nie, podszedł do mnie. Stanął o wiele za blisko, niemal stykaliśmy się nosami. Skrzywiłam się czując zwietrzał zapach alkoholu.
- Bo stajesz się nieobliczalny – zaśmiał się. Wystraszyłam się wyrazu jego oczu. Chwycił drewnianą figurkę stojącą przy schodach i zamachnął się na stolik – rozbił się w drobne kawałki z głośnym brzdękiem. Odłamki posypały się po czerwonym dywanie tworząc osobliwe dzieło sztuki.
- Właśnie tak nieobliczalny? – zrzucił ze ściany obrazy i zaczął drzeć leżące na kanapie ciuchy. Pozostałości mebli chrzęściły pod jego nagimi stopami – skaleczy się. Zakryłam uszy rękoma, starając się choć trochę wyciszyć hałas tłuczonego szkła i wygniatającego się metalu. Po chwili pokój wyglądał jakby przeszedł przez niego huragan furii. Odwrócił się do mnie z szaleństwem wypisanym na twarzy, był wściekły.
- Jeśli nie przestaniesz, odejdę – chwyciłam się ostatniej deski ratunku jak tonący. Nie wiedziałam, jak go uspokoić – szantaż wydawał mi się jedynym sposobem. Bałam się go, jak cholera się go bałam…
- Grozisz mi?! – chwycił moją twarz w silny uścisk, sprawiał mi ból… Moje mięśnie zaprotestowały. Ogień w jego oczach.
- Proszę kurwa bardzo, droga wolna! – spoliczkował mnie, popychając na ścianę. Byłam zszokowana. Chwyciłam się za pulsujący bólem policzek, rozmasowując obity bok. Będę miała sińce na twarzy. Nie mogłam zrozumieć, jak mógł to zrobić. On mnie uderzył… Czułam łzy na skórze – straciłam cię… Oszołomiona złapałam swoje buty i wybiegłam z domu w noc. Byłam przerażona i bezbronna…
- Spierdalaj suko! – odprowadził mnie jego obłąkańczy śmiech. Noc otulała mnie pocieszeniem. Straciłam go…

Black eyes all of the time
Don\\'t spend a dime
Clean up this grime
And you there down on your knees begging me please come
Watch me bleed.

Only women bleed
Only women bleed...



-Ann? Smash dzwonił czwarty raz. Znów przepraszał i błagał, żebyś wróciła do domu. Mam dosyć gadania z tym skurczybykiem – siedziałam na fotelu w domu Izzy’ego, obserwując wschód słońca z kubkiem zimnego kakao. Syknęłam, gdy położył dłoń na obolałym ramieniu. Spojrzał na mnie przepraszająco. Gdy opowiedziałam mu co się stało, najpierw wyzwał go od sukinsynów, a później chciał pojechać i przemówić mu do rozumu. Powstrzymałam go… Nie chciałam go widzieć, ani mieć świadomość, że ktoś oddaje mu w moim imieniu. W tej chwili marzyłam, by wyrzucić go z pamięci. Mogłam zostać tu jak długo chciałam. W końcu jaka to różnica czy siedzimy we dwoje u mnie czy u niego?

- Nie chciałem ci tego mówić wczoraj, ale on ma problem. Masz prawo go nienawidzić, ale nie wiń go za to, co robią z nim narkotyki. Nie był wtedy sobą – doskonale zdawałam sobie z tego sprawę, ale dopóki sińce będą przypominać mi o jego nocnym powrocie, nie chcę być w zasięgu jego dłoni. Tu nawet nie chodziły o ślady fizyczne…

- Obiecał, że jeśli tylko z nim porozmawiasz, pójdzie na odwyk choćby dzisiaj. Wierzysz w to? – blondyn usiadł obok, uważnie obserwując moją twarz. Zachowywał się jak naprawdę dobry przyjaciel. Rozumiał mnie… Cieszyłam się, że zerwał z dziewczyną miesiąc temu – inaczej nie miałabym się gdzie podziać.

- Nie wiem już, w co mam wierzyć. To mnie przerosło – po policzku potoczyła się samotna łza.

Chłopak przytulił mnie do siebie. Przez chwilę odzyskałam złudne poczucie bezpieczeństwa. Był jak Lukas – nie pozwoliłby mnie skrzywdzić, jeśli był w pobliżu. Pachniał prawie jak on – spokojem i dorosłością. Jako jedyny był czysty. Pamiętał lekcję jaką dała mu utrata przytomności w środku tłumu. Ledwo wynieśli go żywego spod stóp tańczących. Od tego czasu ograniczał się nawet z whisky. Musieliśmy przygotować się do festiwalu. Potrzebuję dobrego podkładu, żeby ukryć pozostałości brutalnej rzeczywistości. W końcu mogłam dopisać słowa do melodii, jaką pisaliśmy przez zeszłe tygodnie. Jeden wieczór wiele mnie nauczył...

Say baby you been lookin\\' real good
I remember when we met
Funny how I never felt so good
It\\'s a feelin\\' that I know
I know I\\'ll never forget
Ooh it was the best time I can remember
Ooh and the love we shared - is lovin\\' that\\'ll
last forever

There wasn\\'t much in this heart of mine
There was a little left and babe you found it
It\\'s funny how I never felt so high
It\\'s a feelin\\' that I know
I know I\\'ll never forget
Ooh it was the best time I can remember
Ooh and the love we shared - is lovin\\' that\\'ll
last forever

Somethin\\' changed in this heart of mine
An\\' I\\'m so glad that ya showed me
Funny how I never felt so high
It\\'s a feelin\\' that I know
I know I\\'ll never forget
Ooh it was the best time I can remember
Ooh and the love we shared - is lovin\\' that\\'ll
last forever...



        Dedykacja: moim demonom - przydajecie się czasami moi drodzy. dziękuję za inspirację do tej części...

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 23.08.2010r.

1     

Marybeth 12 12 2011 (07:23:20)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Myślałam, że będzie pięknie, a już w pierwszym zdaniu okropny błąd: "chłopacy". Kolejna sprawa: "(...)a koncerty wyprzedano do ostatniego miejsca w klubie". Wydaje mi się, że powinnaś napisać o biletach.
Poza tym jak dopiero zauważyłam jest to opowiadanie w częściach. Powiem Ci, że zrobiłaś na mnie dobre wrażenie szczególnie sceną kłótni dwóch bliskich sobie osób. Błędy interpunkcyjne są, ale każdemu się zdarza. Sama jestem ciekawa, czy zabiorę się za przeczytanie części pierwszej.
Pozdrawiam.

Ironiczna 23 08 2010 (09:31:49)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Pozostało mi dziesięć minut, więc postaram się jeszcze skomentować twój tekst, bo zdążyłam go przeczytać.
Dziś nie będę się skupiać na technice, bo błędów nie widzę, czy też po prostu nie dostrzegłam.
Zrobiłaś na mnie ogromne wrażenie... Piszesz o sukcesie zespołu, o zaletach, a jednocześnie wadach. Alkoholizm, narkotyki... O tak, używki od których niezmiernie trudno się uwolnić...
Ann wspiera ukochanego i jednocześnie się martwi. Kiedy wreszcie może przeprowadzić z nim porządną rozmowę na temat odwyku, reakcja Smash'a przechodzi jej najśmielsze wyobrażenia. Dziewczyna boi się nawet przed nim stać...
Najgorsze jest jednak to, że w narkotykowym szale chłopak mówi o wiele za dużo, zachowuje się tak karygodnie, jakby mu nie zależało na Ann, a jednak... a jednak, wierzę, że w głębi duszy ją kocha. Jakby uderzenie nie wystarczyło, dodaje jeszcze ostre przekleństwa... Teraz będzie musiał stanąć oko w oko z samym sobą i postarać się odzyskać Ann.
Zrobiłaś na mnie kolosalne wrażenie.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(8): 7 gości i 1 zarejestrowanych: Ismo

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl