warto go przeczytać
Obudziłam się przed świtem z bólem głowy wielkości całego hotelu. Ledwo otwarłam oczy, a zaatakował z nową siłą. Zmrużyłam oczy, przecinając mrok, jaki panował w pokoju. Rozmasowałam skronie, w duchu licząc na kojące zakończenie cierpień. Chłopak przytulał się do mojego brzucha, zupełnie jakby od tego zależało jego życie. Łaskotał mnie przy każdym oddechu. Przeciągnęłam się nieuważnie, budząc go. Rozejrzał się nieprzytomnie po zaciemnionym żaluzjami pomieszczeniu w poszukiwaniu kogoś, kto zakłócił jego sen, przecierając oczy jedną ręką.
- Która godzina? – wyjęczał w moją skórę, niezdolny się podnieść znów przytulił się do wygodnego podbrzusza. Spojrzałam na zegar i niemal nie zapragnęłam znów zapaść w sen.
- Czwarta dziesięć.
- Obudziłaś się z nudów czy jest powód, który powinienem znać? – dochodził do siebie. Budował poprawne zdania i robił się złośliwy jak zawsze, gdy się nie wyspał. Wczoraj tata chciał sprawdzić jego głowę, ale sam spadł z krzesła, kiedy Smash był względnie trzeźwy. Ciemnowłosy nie mógł dopuścić by whisky się zmarnowała i dokończył sam, kładąc się obok. Zamarłam, przypomniawszy sobie naszą wczorajszą rozmowę. Jeśli wróci do tego tematu będzie ze mną krucho, zaczęło mi się robić gorąco.
- Sama nie wiem. Śpij dalej, pójdę się umyć – podciągnęłam się na łokciach. Chciałam jak najszybciej znaleźć się poza zasięgiem jego dłoni. Spojrzał na mnie czujnie i z urazą.
- Nigdzie nie idziesz. Obiecałaś mi coś, a byłem wczoraj bardzo grzeczny – uśmiechnął się przebiegle. Jęknęłam, opadając na poduszkę. „I co teraz?” Nie było to dla mnie teraz wymarzone miejsce, wolałabym być nawet na końcu świata. Miałam nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. Chociaż kto go tam wie…
- Dlaczego tak się przed tym wzbraniasz? – usiadł obok, chcąc objąć wzrokiem całą moją twarz. Spojrzałam na niego nieszczęśliwa. Zawsze starał się zrozumieć, ale czasem nie wiedziałam jak to wytłumaczyć, by zrozumiał. Czekała mnie rozmowa, w której będę się ocierać o banał niczym kot o nogi właściciela, a tego nienawidziłam. Skoro naprawdę tego chce…
Said, woman, take it slow,
it\\'ll work itself out fine.
All we need is just a little patience.
Said, sugar make it slow,
and we come together fine.
All we need is just a little patience.
Mmm....yeah
- Boję się, że stanę się dla ciebie jedną z wielu dziewczyn, z którymi już to robiłeś – słowa z trudem przechodziły mi przez gardło, raniąc je i powodując, że na dnie oczu pojawiały się łzy. Widziałam jak coś zmienia się w jego spojrzeniu, od zwątpienia przez przerażenie po czułość. Przytulił dłoń do mojego policzka – przyjemnie ciepłą i znajomą. Miałam ochotę schować się w niej i nie wychodzić więcej do świata.
- Walczę o ciebie jak zakochany szaleniec, a ty nadal twierdzisz, że będziesz jedną z wielu? Przestań… - prychnął zły. Jak ja nie lubię takich rozmów. Zawsze dają nadzieję, która nie zawsze ma odzwierciedlenie w rzeczywistości.
- Może to zabrzmi nieprawdopodobnie, ale nie kochałem nikogo przed tobą. Zawsze to była czysto fizyczna więź, jeśli można to nazwać więzią. Bałem się emocji, wydawało mi się, że są nierzeczywiste i kłamliwe. Traktowałem kobiety jak zabawki… Ty jesteś… - szukał odpowiedniego słowa. Patrzyłam na niego zdziwiona. Nie wiedziałam jak odebrać jego słowa. Czułam się jednocześnie uspokojona, ale też dziwnie zdenerwowana. Nawet gdyby to był jego rutynowy tekst na zaciągnięcie dziewczyny do łóżka, wierzyłam mu. A co mi tam… Tyle razy już to robiłam, że ten jeden nic nie znaczył - wiedziałam, czego się spodziewać...
- Jesteś naprawdę moja i nie wiem czy powinienem płakać ze szczęścia czy…
- Nie musisz mi tego mówić – dotknęłam kosmyka włosów okalających jego twarz, studiując krzywizny falujących refleksów. Szukał oparcia w moich oczach, rozpaczliwie potrzebował zrozumienia. Uśmiechnęłam się. Nie oczekiwałam od niego takiego zwierzenia. Nie spodziewałam się nawet zwykłego wyznania miłości. Smash był żywiołem, nie człowiekiem. Teraz wiedziałam, że się zmienił – czuł.
- Drapieżnik zakochał się w ofierze – stwierdzenie było brutalnie trafne. Ten związek był skazany na rozpad, a jednak utrzymuje się wbrew naturze.
Nigdy nie zastanawiałam się bardziej nad samą strukturą uczuć między nami. Zawsze skupiałam się na dwóch – nienawiści i miłości. Dopiero teraz zobaczyłam jak skomplikowane potrafią być emocje. Strach podszyty niepewnością, pożądanie tłumione przez wątpliwości i nieustanna walka o wiarę w słuszność miłości. Przerastało mnie samo myślenie o tym. Chciałam schować się gdzieś i przeczekać cała tę burzę, najlepiej by ktoś inny rozwiał nieporozumienia. „Bądź silna…” Niech więc będzie, jak ma być. Pocałował mnie delikatnie – tak jak całuje się dziewczynę po raz pierwszy. Każdy jego ruch zdradzał wahanie. Przyciągnęłam go do siebie i rozpoczęłam nasz utarty i wyćwiczony do perfekcji taniec. Czułam jak się uśmiecha.
Bestia…
Zatopiłam się w jego ciepłym dotyku…
Mięta i dym... Drapieżnik i ofiara…
But lovers always come and lovers always go
An no one\\'s really sure who\\'s lettin\\' go today
Walking away
If we could take the time to lay it on the line
I could rest my head
just knowin\\' that you were mine
All mine
So if you want to love me
then darlin\\' don\\'t refrain
I\\'ll just end up walkin\\'
in the cold November rain
Do you need some time... on your own
Do you need some time... all alone
Everybody needs some time... on their own
Don\\'t you know you need some time... all alone
I know it\\'s hard to keep an open heart
When even friends seem out to harm you
But if you could heal a broken heart
Wouldn\\'t time be out to charm you...
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 21.08.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(9): 9 gości i 0 zarejestrowanych: