Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Pseudonim: insomniaof
Imię: Anna Maria
Skąd: Leszno
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 48
- artykuły: 1
- proza: 72

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 292 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - LV" 08.11.2011
"Szukając ducha rocka - XLVII" 28.08.2011
"Szukając ducha rocka - XLV" 25.08.2011
"Szukając ducha rocka - XLII" 01.08.2011
"Szukając ducha rocka - XXXVII" 01.07.2011

Inne prace tego autora:
"Potomkowie Hekate - prolog" 28.10.2010
"Szukając ducha rocka - VII" 25.07.2010
"Zagubiony myśliwy - III" 26.08.2011
"Szukając ducha rocka - XIII" 30.08.2010
"Szukając ducha rocka - XIII" 02.08.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Dobre kobiety" - Agent - 6
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna - 6
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth - 6
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 6
"Wiraże [4]" - subtelny demon - 5.66667

Najnowsza proza (wszystkie):
"Dobre kobiety" - Agent
"W zachodzie słońca cz.1" - Lilka
"Ektoplazma na tropie cz. 3" - Dawied
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth
"Anonymous" - Me_Gusta
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna
"Zew natury" - pasieczny14
"Wiraże [4]" - subtelny demon
"Blackwood Village" - Wolf Girl

Szukając ducha rocka - VIII

Obładowana siatkami wpadłam do domu, niemal nie przewracając po drodze stojaka na buty. Przydałaby się jakaś pomocna, silna, męska dłoń do pomocy. Skopię Derek’a – miał mi dzisiaj pomóc. Postawiłam zakupy na szafce w kuchni i powoli wypakowywałam rzeczy. Dopiero po minucie zorientowałam się, że w domu jest zbyt cicho. Kiedy wychodziłam, był tu jeszcze Smash. Zawsze, gdy wracałam wpadał na mnie niczym huragan i witał, jakby mnie nie widział, co najmniej rok. Nadstawiłam uszu, czujnie przechodząc do pokoju. Leżał na kanapie, niemal odetchnęłam z ulgą, gdyby nie strzykawka bujająca się w ramieniu i jego niezdrowa bladość. Moje serce zamarło i rozbolała mnie cała klatka piersiowa. „O nie! Tylko nie to! To niemożliwe, żeby spełniał się mój najgorszy koszmar…”

Przypadłam do niego i ściągnęłam go na ziemię, wyrywając igłę z krwawiącej żyły. Chwyciłam za nadgarstek – żadnej reakcji. Czułam jak stoję nad przepaścią i powoli ześlizguję się w dół.

Talk to me softly
There\\'s something in your eyes
Don\\'t hang your head in sorrow
And please don\\'t cry


- Smash? Słyszysz mnie? – delikatnie poklepałam go po policzku. Oczy zafalowały pod powiekami i otwarły się na centymetr. Uśmiechnął się nieprzytomnie.
- Co wziąłeś? – nie patrzył na mnie, uciekł wzrokiem gdzieś w bok. Tego się obawiałam, nagle wywrócił białka i opadł bezwładnie. Słodki Jezu… Chwyciłam za telefon. Derek czy szpital? Czekałam długie pięć sygnałów.
- Halo? Proszę natychmiast przysłać karetkę na… - zaczęłam nerwowo trącać palcem o słuchawkę. Co chwila zerkałam na chłopaka i niemal traciłam oddech. Było coraz gorzej, a ja czułam się jak mała, zagubiona dziewczynka, która powoli traci zdrowe zmysły.
- Tymczasowo nie ma wolnych karetek. Proszę przywieźć pacjenta na własną rękę, jeśli to ciężki przypadek – aż otwarłam usta, słysząc zmęczony głos kobiety. Zagotowało się we mnie.
- To jest, cholera jasna, ciężki przypadek! – trzasnęłam słuchawką, by po chwili wybrać numer Derek’a. „Odbierz ciulu marny”. Kiedy usłyszałam mruknięcie po drugiej stronie, wygłosiłam całą litanię, co się wydarzyło. Miał być za minutę. Upadłam obok ciemnowłosego na kolana.
- Proszę nie zostawiaj mnie tu samej – poczułam gorące łzy na policzkach. Ty akurat musisz żyć. Ręce mi drżały i obawiałam się, że zaraz się załamię. Co za nieodpowiedzialny idiota. Tyle razy powtarzałam, żeby uważał z tym świństwem.

Usłyszałam pisk hamulców i trzaskające drzwi. Izzy szybko chwycił chłopaka za ramiona, a ja wzięłam nogi. Smash jak dobrze, że ty tak niewiele jesz. Wyciągnęliśmy go z domu i przetransportowaliśmy z trudem na tylnie siedzenie. Położyłam jego głowę na kolanach i modliłam się, żeby to przeżył. Otarłam z czoła perliste krople. Zbadałam niepewnie puls, bojąc się, że go nie wyczuję. Słabe, powolne pukanie – bum, bum… Nie chciałam wiedzieć, dlaczego szyba od strony kierowcy jest zbita – będziemy się martwić później. Zgarnęłam skudlone loki na bok. Nikt nic nie mówił, ale widziałam, że Izzy wierci się na swoim miejscu. Derek pędził przez miasto cały czas trąbiąc - zatkały mi się bębenki. Wymijał innych kierowców z prędkością światła. Patrzyłam cały czas na Jego twarz w nadziei, że się ocknie. Czas na chwilę się zatrzymał. Wyglądał, jakby zasnął i dręczyły go koszmary. Niedługo cię z tego wyrwiemy. Zahamował ostro na podjeździe dla karetek. Potem wszystko zlało się w niewyraźną falę łez, rozpaczy i nerwów. Kazali nam czekać na korytarzu, wioząc go do sali – nagle małego, chudego i bezbronnego. Izzy przytulił mnie do siebie, a Derek kłócił się o coś z lekarzem. Całą wieczność trwało, zanim mężczyzna wyszedł z pokoju – wstaliśmy zaalarmowani. Popatrzył na mnie ze współczuciem w oczach. „O nie…”
- Chłopak przedawkował heroinę. Musieliśmy zrobić transfuzję krwi. Jeśli przeżyje tę noc, miejmy nadzieję, że tak będzie, wydobrzeje za jakiś czas. Ale nie może już brać takich ilości narkotyków, bo po następnym przedawkowaniu umrze – zakryłam usta dłonią, zachłysnęłam się łzami. „Następnym razem umrze…„.
Wpadłam w głęboka, nieprzyjazną czarną dziurę i nawet nie wiedziałam, jak dotarłam do domu. Derek po kilku minutach moich błagań, został przy mnie. Nie chciałam być sama – to by mnie przerosło. Noc była bezsenna i bardzo długa. Wsłuchiwałam się w każdy szmer, czekając aż spod łóżka wyskoczy na mnie dzikie zwierzę. Czasem wydawało mi się, że widzę duchy, które szepczą żebym z nimi poszła. Schowałam głowę pod kołdrę, czekając do świtu.

But you'll be alright now sugar
You'll feel better tomorrow
Come the morning light now baby

Don't you cry tonight
I still love you baby
Don't you cry tonight
There\\'s a heaven above you baby
Don't you cry tonight...



- Derek ja chcę tam iść, nic mi się nie stanie – uśmiechnęłam się do zaniepokojonego chłopaka. Wiedziałam, że wyglądam źle – miałam zapuchnięte oczy, blade policzki i nie zrobiłam makijażu. Wyglądałam jak mała dziewczynka… Staliśmy pod szpitalem już dwadzieścia minut, spierając się, kto ma odwiedzić Smash’a. Izzy i Razor wycofali się zgodnie, twierdząc, że to któreś z nas powinno pójść. Derek natomiast upierał się, że załamię się, gdy tam wejdę. Byłam z nim w szpitalu tylko raz, a potem przez tydzień nie mogłam dojść do siebie po widoku całego cierpienia i samotności osób tam leżących.
- Pójdę prosto do sali – wzięłam od niego siatkę i weszłam do środka. Odetchnęłam z ulgą. Sala numer pięć na drugim piętrze. Założyłam foliowe nakładki na obuwie – czułam się w nich jak pseudo ufoludek po zlocie w Roswell. Szeleszcząc, doczołgałam się do wejścia na oddział. „Nie patrz na boki i nie rozpraszaj się”. Ruszyłam, z zainteresowaniem obserwując wzór wykładziny. Widziałam papcie pacjentów i buty pielęgniarek. Zerknęłam w górę – wymalowana złotą farbą piątka nad drzwiami. Nacisnęłam klamkę najciszej, jak umiałam i weszłam cicho poskrzypując zawiasami.

Leżał do pasa nagi, poprzypinany do dziesiątek urządzeń. Miarowo pikała aparatura monitorująca jego serce. Poczułam łzy w oczach – żyje. Kamień spadł mi z serca i zagruchotał na podłodze, zamieniając się w małe kamieniołomy. Dziękuję…

Był blady, miał zamknięte oczy. W białej pościeli wyglądał jak egzotyczne zwierzę z całą tą swoją czupryną i ciemną karnacją. Przysiadłam na krzesełku obok łóżka, patrząc jak spokój maluje jego sny. Odłożyłam delikatnie siatkę do szafki – kilka owoców, ulubiony sok i piżama na przebranie. Wydawał się bardzo mały w dużym, szpitalnym łóżku – jakby się skurczył przez te kilka dni. Dotknęłam jego przedramienia, uważając, by nie uszkodzić żadnego z wbitych tam weflonów. Zniknęły wszystkie bransoletki i pierścionki, oprócz obrączki. Poruszył niecierpliwie palcami po pościeli, a czoło przecięła pionowa zmarszczka. Zacisnęłam swoją dłoń na jego, błyskawicznie się rozpogodził i z wysiłkiem uniósł powieki. Miał przekrwione, zaspane oczy. Spróbował się uśmiechnąć, ale w połowie się zniechęcił i zastygł z jednym kącikiem ust w górze.

- Hey – szepnęłam. Poczułam delikatne odwzajemnienie uścisku. Byłam taka szczęśliwa, że się z tego wylizał. Awanturę zrobię mu w domu. Ułożył usta w dzióbek – zaśmiałam się cicho. Był jeszcze widocznie zbyt słaby, żeby się podnosić. Pochyliłam się nad nim i ostrożnie pocałowałam. Gdy usiadłam, patrzył na mnie usatysfakcjonowany.
- Zabrali ci wszystkie zabawki – zniknęły poukładane w stos skórzane spodnie i koszula oraz cylinder. Pewnie Izzy wziął je ze sobą wczoraj wieczorem. I tak mu się nie przydadzą.
- Widzę, że dobrze się tu tobą opiekują – poduszka była starannie ułożona, a rzeczy równo poukładane na blacie. Nic wielkiego – butelka wody mineralnej, pomarańcza i książka.
- Ty zrobiłabyś to lepiej – wymruczał. Zaśmiałam się, wyobrażając sobie, jak to Smash leży w domowym łóżku przed dłużej niż pół godziny. Jego wzrok był półprzytomny i nieco pijany – pewnie nie doszedł do siebie po transfuzji i detoksie. Podniosłam się, żeby umyć owoce. Zacisnął moją dłoń mocniej, a wzrok roziskrzył mu się szaleńczo.
- Idę tylko do umywalki – uprzedziłam i wypuścił moją dłoń. Odetchnął płytko i rozkaszlał się. Podałam mu szklankę wody, upił dwa małe łyki i opadł na poduszki.
- Twierdzą, że jestem za chudy i mam anoreksję. Anoreksję? Jak jakaś pieprzona modelka - parsknęłam śmiechem, z trudem utrzymując mokre jabłko.
- Jak będą mnie tu dalej tak karmić, roztyje się i nie będę już atrakcyjny –jęczał dalej, kontynuując marudzenie.
- Nie zmieszczę się w żadne ciuchy – zamknęłam mu usta, delikatnym pocałunkiem. Przerwał zaskoczony.
- Ty zawsze będziesz atrakcyjny – powiedziałam tuż przy jego ustach. Zmrużył oczy i ugryzł mnie w wargę. Odsunęłam się i popatrzyłam na niego z odległości ramienia.
- Oszust. Ty tylko udajesz chorego – uśmiechnął się cwano. Pokazałam mu język i usiadłam obrażona na krześle, krzyżując ramiona. „Co za wredny … Uch!”. Podciągnął się na łokciach i zbliżył się tak, że załaskotały mnie jego włosy. To była jedna z zagadek tego świata – nigdy nie widziałam, żeby je czesał, a zawsze były idealnie ułożone i napuszone. Trącił swoim nosem mój. Zarumieniłam się speszona.

- Chodź tu do mnie, moja osobista pielęgniarko …



        Dedykacja: Jeffrey\\\'owi dziękuję, że przekazałeś mi jak oglądać świat dźwięków z perspektywy zero, będac jednocześnie na samym szczycie.

Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 26.07.2010r.

1     

Groszek 26 07 2010 (19:30:37)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Teraz mogę spokojnie powiedzieć, że jak dla mnie, jest to najlepsza część tego opowiadania. Przez cały czas z napięciem czekałam na informację, czy Smash'a ocalą. Jest to naprawdę niezwykła postać, przypomina mi nieco Damona z "Pamiętników Wampirów", jeśli czytałaś, albo oglądałaś serialową ekranizację, zapewne wiesz o co mi chodzi. Smash jest takim drapieżnikiem, który wiecznie walczy o swoje, nigdy mu nie jest mało, zawsze znajdzie coś, co mógłby jeszcze chcieć. Gdyby umarł, to opowiadanie wiele by utraciło.
Aż miło mi się czytało, tak mało było błędów, które musiałam poprawiać podczas edycji, nie mam się do czego przyczepić, jest świetnie.
Wracając do treści, oprócz tego, że jest ciekawie, jest płynnie, dialogi są żywe, opisy barwne i nie wiem co jeszcze napisać, by przypieczętować Twój sukces. Sześć :)

Ironiczna 26 07 2010 (18:24:28)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Cóż, powiem szczerze, scenę przedawkowania wałkowano już tysiące razy, a za każdym razem wiele z nich ma podobny przebieg. Osobę znajdują przyjaciele czy rodzina, rozpoczyna się dramatyczna walka z czasem... Niemniej, dobrze wywiązałaś się z zadania. Opis przeżyć jest jak najbardziej trafny. To tylko taka poboczna uwaga. Jednak najlepszy opis jaki czytałam znajduje się w książce Nory Roberts 'Życie na sprzedaż', którą szczerze polecam. Tematyka podobna, gwiazdy rocka, przedawkowanie...
Ale cóż, skupmy się na reszcie. Ann przeżyła trudną próbę, ale udało się jej i teraz może wspierać swojego ukochanego.
Jest opiekuńcza, jak widzę także zorganizowana i dobrze przewiduje, co się przyda.
Pod koniec chyba ci pozłączały dialogi czy niektóre zdania. Nie ma pauzy, tylko po prostu jedno za drugim.
Muszę też zwrócić uwagę odnośnie tego zdania: 'zaczęłam nerwowo trąć palcem o słuchawkę'. Trąć? Wstawiłabym tu słowo trzeć lub pocierać.
Cóż jeszcze mogę powiedzieć... Widzę, że wyrabiasz sobie swój charakterystyczny styl, co do tego cyklu... Cytaty, prawdopodobnie z piosenek danego zespołu. Znowu musiałam się nieźle gimnastykować z tłumaczeniem, ale wyszło i stwierdzam, że są trafione i piękne. Mimo to uważam, że poprzednia część była lepsza. Ale nie martw się, piątka gwarantowana ;).


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(8): 7 gości i 1 zarejestrowanych: Ismo

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl