Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Pseudonim: Ironiczna
Imię: Anna Łucja
O sobie: "Nikt nie chce przeszłością żyć, nikt nie chce wdychać kurzu, dziś świat - rękawica, jutro barwy oszołomią zmysły..."
Napisanych prac:
- wiersze: 155
- artykuły: 1
- proza: 131

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 561 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Cztery dobre wróżby - epilog" 06.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 17.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 27.12.2011

Inne prace tego autora:
"Rubinowe lato cz. 9" 03.11.2010
"Potrzebuję nadziei" 09.10.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 04.12.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 25.12.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 14.12.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Dobre kobiety" - Agent - 6
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna - 6
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth - 6
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 6
"Wiraże [4]" - subtelny demon - 5.66667

Najnowsza proza (wszystkie):
"Dobre kobiety" - Agent
"W zachodzie słońca cz.1" - Lilka
"Ektoplazma na tropie cz. 3" - Dawied
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth
"Anonymous" - Me_Gusta
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna
"Zew natury" - pasieczny14
"Wiraże [4]" - subtelny demon
"Blackwood Village" - Wolf Girl

Pogrzebana w jasności cz. 3

Wszystko potoczyło się tak niespodziewanie. Szczęście opadło, pozostawiając nam tylko nikłą jego mgiełkę. Spotykaliśmy się rzadziej, coraz rzadziej, gdyż przeżycie to bardzo mną wstrząsnęło. Kamil próbował mnie pocieszyć, robił wszystko, aby ratować mnie przed depresją. Nie udało mu się. Uciekałam na jego widok, nie chciałam patrzeć na siebie w lustrze. W wolnych godzinach zamykałam się w pokoju i płakałam, próbując przypomnieć sobie tamte chwile… Wtedy miałam jeszcze szansę, mogłam coś zmienić na lepsze… Mogłam odmówić. Nawet nie wiem, co oboje zrobiliśmy, że wpadliśmy na taki pomysł. Czy przyciąganie i namiętność mogą być tak silne, że nie da się powstrzymać wielkiej płachty uczuć? Człowiek koniecznie musi się poddać tej niezwykłej i jednocześnie przeklętej sile? Za co? Za to, że całe życie cierpiałam? Czyżby Bóg nie miał choć trochę litości dla samotnej kobiety, której bliscy umarli dosłownie trzy miesiące przed osiągnięciem pełnoletności? Która została sama, pogrążona w smutku i rozpaczy, a jednocześnie tak niewiarygodnie ambitna i z nędznym spadeczkiem, który pokrył studia i zostawił jeszcze niewiele na życie?
Nie mogłam i nie chciałam tego rozumieć… Chodziłam jak zegarek. Dom, praca, dom… Zero wypoczynku, ciągle ten zżerający serce strach.
Któregoś dnia zaczęłam czuć się bardzo źle. Kiedy objawy nie przeszły po tygodniu, zaczęłam się niepokoić. Obudziłam się o szóstej trzydzieści i poleciałam do najbliższego kiosku.
Kolorowy paseczek wyjaśnił wszystko. Spodziewałam się dziecka.
To nagłe odkrycie jeszcze bardziej mnie załamało. Zalani w sztok, nie mający wiele poza namiętnością… Dziecko poczęte w strasznych okolicznościach.
Jeszcze tego samego dnia wybrałam się do lekarza. Strach nakazał zjeść mi całe paznokcie i drapać ręce zjedzone alergią. Kiedy nadeszła moja kolej, nogi miałam jak z waty. Uczynna recepcjonistka pomogła mi wejść do gabinetu.
Tam dowiedziałam się, że test pokazał prawdę, a ja jestem w drugim miesiącu ciąży.
Wybiegłam ze łzami w oczach, mnąc w rękach wydruki. Ledwo wpadłam do mieszkania, zrozumiałam, że jest osoba, która powinna o tym usłyszeć. Nie przyszło mi to łatwo, ale zadzwoniłam.
Nic się nie zmienił. Potargane włosy i wieczny uśmiech. Szarość świdrowała moje serce.
- Jesteś zdenerwowana.
- O wiele bardziej niż powinnam.
- O co chodzi?
- Widzisz… to bardzo ważna sprawa… zbyt ważna, żeby załatwiać to telefonicznie…
- Dobrze, mów…
Przerwał im dźwięk telefonu. Kamil szybko wydobył telefon z kieszeni i odebrał.
- Halo? O, cześć… Nie, nie będę dzisiaj. Ważna sprawa. Zbyt ważna, żebyś zrozumiała. Jak bardzo? No, dowiem się. Będę jutro, pasuje ci? Jasne, Werciu. Pa.
- Masz kogoś?
- Chwilowo. Jeśli chcesz, żebym wrócił, zrobię to.
Wzięła głęboki oddech i znienawidziła siebie samą za to, co powiedziała.
- Tak, chcę, żebyś wrócił…
- Stało się coś? Trzęsiesz się, kochanie…
- Jestem w ciąży… - rozpłakała się jak małe dziecko.
- W ciąży? Ale to… Wspaniale! – krzyknął zachwycony Kamil.
- Cieszysz się? – mruknęła zdziwiona.
- Pewnie. Dziecko to świetna rzecz.
- A miałeś do czynienia z małymi dziećmi?
- Mam młodszego o trzynaście lat brata.
- Naprawdę? Więc pewnie się na nich znasz…
- Jeszcze jak… Będę zmieniać pieluszki i wyprowadzać go na spacery!
- Go?
- No tak. To musi być chłopak.
- Jestem feministką – warknęła, jakby to wszystko wyjaśniało. – To będzie dziewczynka.
- Jesteś pewna? Który to miesiąc?
- Drugi. Dziecko jest zdrowe.
- Więc to wtedy…
- No, a kiedy?
Kamil uważnie przypatrzył się bladej twarzyczce dziewczyny.
- Jesteś zła…
- Wcześniej byłam, teraz nie…
- Dziecko to duża odpowiedzialność, więc…
- Co więc?
- Nic. Ja tylko się o ciebie boję. O ciebie i dziecko…
- Kamil, jak ja sobie poradzę? Dopiero skończyłam studia, zaczęłam pracę. Teraz nie mam za wiele oszczędności. Muszę zdobywać kwalifikacje, doświadczenie… Potem mieć pieniądze na dom. Na miłość i dzieci zawsze przychodzi pora, ale po, co najmniej, dwóch latach! To nie dla mnie… Może je usunę?
- Ani się waż! Poradzimy sobie, zobaczysz. Sama nigdy nie będziesz. Ewo, pozwól mi zajmować się dzieckiem…
- Kamil… Czy twoja propozycja jest nadal aktualna?
- Hmmm… Było wiele propozycji…
- Chodzi mi o ślub.
- Jesteś pewna? Ja nadal chcę, ale ty… To wygląda tak, jakbyś chciała wziąć ślub ze względu na dziecko.
‘Bo chcę’ – pomyślała.
- Nie. Zawsze cię kochałam…
- Więc kiedy?
- Może być za miesiąc. Tylko my i ono. Będzie wspaniale, kochany…
‘Jestem idiotką’

***

Mój prawdziwy świat urodził się znienacka. Na początku był ciemny jak kasztany, czasem jak niewiara. Jednak nadszedł dzień, kiedy zobaczyłam małą kulkę światła. Była mikroskopijna, kolczasta i dziwnie miękka. Raz po raz usiłowałam ją złapać, ale nigdy mi się nie udało.
Dopiero parę krótkich, urywanych dotknięć, dało mi nikłe rozpoznanie. Świat podjął ciężką decyzję, aby ukazać się bardziej okazale. Dopiero ta nowa rzeczywistość dała mi siłę na spotkanie z ciężką prawdą. Wreszcie wszystko widziałam wyraźnie, umiałam docenić piękno macierzyństwa. Przekonałam się, że od nienawiści do miłości droga jest długa i wyboista, zaś od miłości do nienawiści krótka i prosta.
Maleńka Matylda była niezwykłym dzieckiem. Choć poczęta pod wpływem upojenia alkoholowego, to jednak niezwykle mądra, harda i rezolutna.
Z początku jej nienawidziłam. Zabrała mi przecież tak wiele. Wspaniałą pracę, niezależność i panieństwo. Tamtego dnia, kiedy obiecałam wyjść za Kamila, znienawidziłam się za to. Robiłam to dla dziecka, udawałam, że pragnę ślubu i stabilizacji. W rzeczywistości skreśliłam już Kamila. Jednak po jakimś czasie udawania, kiedy Matylda miała już cztery miesiące, zrozumiałam, że Kamil jest wspaniałym człowiekiem. Już nie udawałam, a naprawdę odwzajemniałam jego uczucia. Byliśmy rodziną. Trochę rozchwianą emocjonalnie, niepoukładaną i niezwiązaną sznurkiem, ale jednak rodziną.
Kamil chodził do pracy, a ja całe dnie spędzałam z dzieckiem. Obiecałam sobie, że kiedy dziewczynka zacznie szósty rok życia i pójdzie do zerówki, ja wrócę do pracy. Moje dziecko nie miało już dziadków od żadnej strony. Wszyscy zdążyli umrzeć. Zaś do niań żywiłam wrogie uczucia. Nie wiedziałam, dlaczego, ale jednak tak było. Nie potrafiłam tego pohamować.
Moje dziecko było oczkiem w głowie. Kamil widział to mniej entuzjastycznie. Od czasu poczęcia Matyldy, kochaliśmy się niezwykle rzadko, ale jednak. Sprawiało mi to wielki ból, ponieważ moje poczucie bezpieczeństwa zostało rozchwiane. Najchętniej zasypiałabym w maleńkich ramionkach córeczki.
Mijały lata, a moje dziecko dorastało. Pamiętam wiele zdań wypowiedzianych przez córkę. Choćby tą sytuację, kiedy zachowała się niezwykle nierozważnie jak na nią. Miała wtedy trzy latka.
Szłyśmy zapchaną ulicą. Obie ubrane w dżinsy i top, dłoń w dłoni, uśmiech na ustach. Matylda właśnie opowiadała mi o swojej koleżance Julce.
- Mamo, ona jeśt fajna! – stwierdziło dziecko jednogłośnie. – Pożyciła mi swojego smoka! Jest taki miękki… - zaśmiała się.
- To ten fioletowy? – spytałam, przypominając sobie kolekcję pluszaków, zapychającą pokoik dziewczynki.
- Tak. Lubię go. Kupiś mi takiego?
- Jasne, jeśli tylko się dowiesz, gdzie ona go kupiła.
- Zapytam się.
Nagle przed oczami mignęła mi fascynująca wystawa. Jak oniemiała, przylepiłam się do szyby, zapominając o dziecku. Kiedy wreszcie dokładnie się przypatrzyłam, Matyldy nie było. Przerażona, nawoływałam ją, pytałam przechodniów, ale wszystko było na nic. Akurat byłyśmy w centrum miasta, gdzie przewijały się tysiące ludzi na minutę.
Po raz pierwszy zrozumiałam, że nieraz nie poświęcam jej tyle uwagi, co powinnam. Już przestałam się na nią gniewać, dawno przestałam. Jej pierwsze uśmiechy, ufny dotyk i spojrzenia oraz tulenie się, sprawiło, że zakochałam się w niej miłością trwałą i nieprzerwaną. Teraz dziwiłam się, jak można jej było nie kochać, w ogóle – nienawidzić. A potem już ją kochałam, ale bardziej skupiałam się na tym, żeby miała wszystko, co jej potrzebne, pod ręką. Przestałam jej słuchać. Słowa Matyldy wpływały do mnie, ale potem uciekały gdzieś jak przestraszony, zbłąkany królik. Dopiero tam zrozumiałam, że ciepłe obiadki i zabawki to jeszcze nie prawdziwe macierzyństwo. Trzeba słuchać, rozumieć, prowadzić przez życie…
Zrozpaczona rzuciłam się w tłum. Przecież ktoś musiał ją odnaleźć. Przerażona rozpytywałam przechodniów, targałam za rękawy i wyrywałam sobie włosy z głowy. Szybko przypominałam sobie angielskie zwroty i rozmawiałam nawet z cudzoziemcami. Jednak nigdzie nie było śladu dziecka… Usiadłam na krawężniku i zaczęłam płakać. Nie miałam pojęcia, co bym zrobiła bez niej. Jednak kiedy po dłuższej chwili spojrzałam w niebo, zobaczyłam dużą grupę ptaków, która beztrosko przelatywała nad miastem. Układały się w krzyż… Wiedziałam, że to dziwne, ale ten widok dał mi jakąś nadzieję. Pełna jakiś mglistych pomysłów, poszłam dalej… Rzeczywiście, już przy przystanku ujrzałam ją w towarzystwie jakiejś pani, która obcierała łzy mojemu dziecięciu i próbowała ją pocieszyć. Jak szalona dobiegłam do niej, mocno przytuliłam i wzięłam w ramiona.
- Moja ty najsłodsza… Nigdy więcej cię nie zgubię!
- Myślałam… Myślałam, że pośłaś! – zarzuciło mi przerażone dziecko i mocno wtuliło się w szyje.
- Nie. Musiałaś puścić moją dłoń… Och, tak się o ciebie bałam!
Jeszcze parę razy Matylda doprowadzała mnie do łez.
Czteroletnie dziecko ufnie siedzi na huśtawce. Zaczynam ją huśtać, jednocześnie opowiadając zabawną historyjkę. Ona tak lubi mnie słuchać, a ja tak rzadko naprawdę mówię do niej. Czymże są zwykłe polecenia? W kółko słyszy: ‘Umyj ręce’, ‘Przynieś trzy widelce, będziemy jeść’, ‘Nie wolno ci tego jeść!’, a czasem nawet ‘Uśmiechnij się!’.
Chwilami się zastanawiam, jak ona mogła mnie tak słuchać, kiedy nakazywałam głupoty…
Ale cóż, wróćmy do tamtej chwili. Ufny uśmiech, zasłuchane uszy…
- I co było z tą Lidką?
- Znalazła swojego księcia. Jak wszystkie… A Wabik ciągle był z nimi, dorobił się czeredy szczeniaków i wylizywał Lidce, księciu i małemu Gabrysiowi nogi.
- Mamoo, a tata jest twoim księciem?
Myślałam, że zemdleję, ale wiedziałam, że muszę odpowiedzieć jej na to pytanie z rozmysłem. Ucichłam na chwilę, złapałam powietrze w płuca i wydukałam:
- Tak…
- Boisz się? – spytała, przenikając mnie swoim współczującym wzrokiem.
- Czego, kochanie? – pytam, próbując wszystko maskować. Chcę ją oszukać, ale nijak mi to wychodzi.
- Mamo! – powiedziała ostrzegawczo Matylda i uważnie lustrowała mnie wzrokiem.
Zaczęłam płakać, a ona mnie przytulała…
Mimo takich sytuacji, nie zawsze potrafiłam jej pokazać swoją miłość. Ciągle przypominałam sobie sytuacje z przeszłości i w kółko wiązałam je z córeczką. Nie żałowałam, ale… w sercu czaił się jakiś odcień przygnębienia… Dziś wiem, że niesłusznie. Żadna z moich decyzji nie miała racjonalnych powodów, a potem skutków. Życie dało mi policzek, ale ja nawet nie mam siły mu oddać…



        Dedykacja: Mojej prawdziwej, kochanej kuzyneczce Matyldzie... ;)

Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 06.08.2010r.

1     

Kredka 06 08 2010 (21:02:50)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to podobieństwo tej historii do cyklu "Na niebie ciemne chmury..." oraz "Połączymy się na drodze między piekłem a niebem". Za bardzo dałaś porwać się schematom, stoisz w miejscu, jakby zabrakło Ci pomysłów, albo jakbyś pisała na siłę. Sam styl narracji i wyraźne uczucia to jednak nie wszystko - oprócz tego trzeba czytelnika zaciekawić, wciągnąć, porwać w łapska i nie wypuścić. Zdaję sobie sprawę, że w opowiadania przelewasz część siebie, i bardzo się z tego cieszę. Pamiętaj jednak o powiewie oryginalności, którego po prostu nie może brakować. Szanuję Cię jako autorkę i lubię jako osobę; wiem, że potrafisz stworzyć coś piękniejszego.
Cała opowieść jest z jednej strony normalna, a z drugiej - urokliwa. W wielu momentach wkradał się banał, ale nadrabiałaś językiem i sposobem przedstawienia sytuacji. Doskonale można się wczuć w postać młodej studentki, rozdartej między pragnieniem niezależnego życia, a wewnętrznym poszukiwaniem miłości i oddaniem do córki. Z jednej strony filozofka, z drugiej przeciętna dziewczyna, która szczęśliwie znalazła odpowiedniego mężczyznę. To wszystko jest na swój sposób żywe, co się chwali.
Czego nie mogę Ci zarzucić? Nadmiaru błędów. Albo kompletnie dałam się porwać uczuciom Ewy (bo ich ukazywanie i modelowanie, jak już mówiłam, opanowałaś świetnie), albo praca była zupełnie poprawna. Gratulacje.
Wychodzi na czwórkę. To wciąż nie jest to, ale prócz fabuły niewiele można Ci wytknąć. Pozdrowienia i powodzenia w kontynuacji (:


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(9): 9 gości i 0 zarejestrowanych:

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl