Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Pseudonim: Ironiczna
Imię: Anna Łucja
O sobie: "Nikt nie chce przeszłością żyć, nikt nie chce wdychać kurzu, dziś świat - rękawica, jutro barwy oszołomią zmysły..."
Napisanych prac:
- wiersze: 155
- artykuły: 1
- proza: 131

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 561 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Cztery dobre wróżby - epilog" 06.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 17.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 27.12.2011

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 10.01.2012
"Wrzeciono na polu makowym..." 25.12.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 17.11.2011
"Wrzeciono na polu makowym..." 01.01.2011
"Rubinowe lato cz. 1" 22.09.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Dobre kobiety" - Agent - 6
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna - 6
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth - 6
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 6
"Wiraże [4]" - subtelny demon - 5.66667

Najnowsza proza (wszystkie):
"Dobre kobiety" - Agent
"W zachodzie słońca cz.1" - Lilka
"Ektoplazma na tropie cz. 3" - Dawied
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth
"Anonymous" - Me_Gusta
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna
"Zew natury" - pasieczny14
"Wiraże [4]" - subtelny demon
"Blackwood Village" - Wolf Girl

Pogrzebana w jasności cz. 1

Dwadzieścia kropel. Wypływają powoli, tak dostojnie i majestatycznie. Z czasem nabieram pewności, że mają jakąś etykietę. Zaczynam też myśleć, że woda to nadzwyczajny żywioł. Żywioł, który wtłacza w ludzi Boży dar – życie…
Te krople są jak łzy. Moje łzy, łzy mórz, jezior i rzek. Za nią…
Ale do opowieści znowu wkrada się moja wyobraźnia i przemyślenia. Nie powinnam tego robić, tylko mówić sucho i nieprzystępnie. Co z tego… Nie, jednak nie chcę mówić tak od razu. Może zacznę od początku, od tej pierwszej, spokojnej części, która miała w sobie jakąś część idylli. Prawdziwe, boskie życie zaczęło się dużo później, wraz z nią…

Na początku byłam tylko ja. Egoistyczna, młoda i jednocześnie cicha studentka, której celem była tylko nauka i zdobycie dobrej pracy. Potrafiłam godzinami przypominać sobie słowa profesorów, rozmyślać nad nimi, analizować i pisać sobie coraz więcej notatek. Chciałam być doskonała i całe swoje popołudnia, aż do głębokiej nocy, poświęcałam nauce. Wierzyłam, że w przyszłości odniosę zasłużony sukces. Zupełnie zawalałam swoje życie towarzyskie. Nie jeden raz miałam ochotę gdzieś wyjść, zadzwonić po koleżanki ze studiów, które odnosiły się do mnie bardzo miło. Jednak ciągle się powstrzymywałam. Wizja bogatej, dobrze prosperującej kobiety, napełniała mnie dumą. Uzależniłam się i nie umiałam się od tego uwolnić.
Mimo, że moim kierunkiem była psychologia, miałam nadzieję założyć porządną kwiaciarnię, a z czasem rozszerzyć ją do filii rozsianych po całej Polsce. Jednak los uparł się, żeby mi ten plan zaprzepaścić.
Któregoś dnia wracałam jak zwykle rozradowana z uczelni. W zapuszczonych dłoniach wypchane siatki zakupów, na wychudzonym ciele pierwsza lepsza, bura sukienka, narzucana rankiem w pośpiechu. Do domu było już niedaleko, kiedy, tuż przed moimi oczami, jakiś chłopak na rowerze wjechał z impetem w latarnię. Rzuciłam się ku niemu, gdyż to dość niecodzienny widok.
Jego przymknięte powieki wytworzyły wokół niego jakąś dziwną aurę. W powietrzu wyraźnie coś czułam… O, mam! Dramatyzm! Dramatyzm nieokiełznany, rozwiewający żagle i fale mórz… Miał włosy jak hebanowe wióry. Idealnie zbudowany, nie podkreślający swej idealności ubiorem. Równa się – skromny. Kiedy zdecydował się na mnie spojrzeć, ujrzałam szare, doskonałe w szczegółach oczęta. Uśmiechnęłam się do niego.
- Dziękuję – rzekł.
- Za co? – spytałam z ciekawością. Nawet palcem nie kiwnęłam, aby mu dopomóc. Ledwo się zorientowałam, już leżał na ziemi. Więc za co dziękował?
- Dziękuję Bogu – odparł z zawadiackim uśmiechem.
- Za to, że nie ma pan guza, prawda? – wytłumaczyłam sobie cicho.
- Nie. Zbyt wiele razy byłem narażony na śmierć. Dziś mam o wiele lepsze powody do dziękowania.
- Hmm, ciekawe…
- Niech pani nie powątpiewa. To prawda.
- Skoro tak. Nie uderzył się pan?
- Nie. Tylko kierownica…
Oboje zerknęliśmy na rower spoczywający u jego stóp. Z dawnej świetności czarnego sprzętu nie pozostało wiele. Kierownica dramatycznie się wygięła, hamulec zerwał, wypuszczając swego właściciela z bezpiecznych objęć motoryzacji.
- No tak. Tylko na złom. Jeżdżę na nim od piętnastu lat…
- Rzeczywiście szkoda – odparłam takim tonem, jakbym prosiła o sok w sklepie.
- Szkoda, ale nie tak wielka jak się spodziewałem. Mam rekompensatę.
- Rekompensatę? Dziwne… Muszę już iść. Aha, niech pan lepiej pójdzie do lekarza, mocno się pan uderzył…
Odeszłam, mając w pamięci te piękne cienie rzucane przez zbyt długie, jak na mężczyznę, rzęsy.
Nazajutrz przestałam o nim myśleć. Ponownie zapadłam w wir pracy, całą swoją energię poświęcając panu profesorowi. Wytrwale słuchałam, chociaż marzyłam o szklance coli i krótkiej drzemce. Nocne wkuwanie znowu dawało mi się we znaki.
Kiedy zajęcia dobiegły końca, wybiegłam z Uniwersytetu jak wariatka, nagle odrodzona. Już miałam ruszyć ku przystankowi, kiedy zobaczyłam tamtego poszkodowanego rowerzystę. Ledwo zerknęłam w jego stronę, on już do mnie podjechał, cały w uśmiechach.
Co mogłam zrobić? Odwzajemniłam uśmiech…
Był czarujący, mówił miłe słówka i zachowywał się tak, jakbym była najważniejszą osobą w jego życiu. Kiedy zaproponował kawę, zgodziłam się bez wahania.
Wybrał małą, cichą kawiarenkę w stylu retro. Słuchając jego opowieści o pracy informatyka (dopiero od pół roku, bo ledwo skończył studia), marzyłam, że wszystko znowu będzie pięknie. Nie będę samotna, zyskam dobry zawód, zajmę się tym, co lubię i poznam smak prawdziwej miłości. Czymże jest ten Marcin, który porzucił mnie w liceum dla innej? Imitacją. Zwykłym idiotą z durnych seriali puszczanych na kablówce.
Mijały tygodnie, a on zalewał mnie falami czułości. Omotał mnie tak, że wkrótce poczułam, że nie mogę bez niego żyć. Powoli zawalałam studia, spędzając z nim cały swój czas. Jakoś zaliczałam – na czwóry, ale to nie był szczyt marzeń. Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo rezygnuję z marzeń. Jednak uśmiech Kamila wynagradzał mi wszystko. Byliśmy jednością opasaną przez słońce. Przy pocałunkach nasze rzęsy splatały się w jedno. Łapaliśmy swoje uśmiechy, czułe słówka, zwykły dotyk dłoni, a pocałunki zawijaliśmy w papier razem ze śniadaniem.
Wieczorami szeptałam słowa niczym z piosenki Secondhand Serenade ‘Your Call’. Marzyłam, że usłyszę to wahanie w głosie, drganie tęsknoty i poczuję wariację umysłu.
Jednak los postanowił wysłać mnie na bitwę. W ciągu paru miesięcy przeżyłam wiele piekielnych prób.
Tamtego wieczoru Kamil zadzwonił do mnie z prośbą, abym poszła przejść się z nim do parku. Znaliśmy jedno, piękne miejsce, często opuszczone i bez dziwnych typów. Wielki świat piękna tylko dla nas… Ledwo weszliśmy przez bramę, Kamil zaprowadził mnie na wapienne wzgórze. Gdybyśmy podeszli trochę bliżej zbocza, moglibyśmy łatwo spaść, gdyż w dole rozciągał się majestatyczny kamieniołom. Tak, to była niebezpieczna przepaść, ale jakże urocza z tymi kępkami traw, krzewów i kwiatów wystających ze skalnych szpar.
- Kochanie… Wiem, że oboje uznajemy to miejsce za wyjątkowe. Ale chciałem, żeby było jeszcze bardziej wyjątkowe… Ono na to zasługuje, tutaj jest jakaś aura… Tyle razy tutaj rozmawialiśmy. O wszystkim. Wiem, że znamy się dopiero siedem miesięcy, ale czuję, że to jest wielka miłość. Ty jesteś dla mnie wszystkim. I to nie są jakieś czcze słowa, tylko najszczersza prawda. Nie wiem, czy uznasz mnie za godnego ciebie… Bardzo często nie umiem wierzyć. Pomyślałem, że skoro skończyłaś już studia i za chwilę z pewnością znajdziesz pracę, moglibyśmy… Nie będę wiele mówić, Ewo… Wyjdź za mnie!
Wcześniej potrafiłam się delikatnie uśmiechać, wyobrażając sobie, że prosi mnie o to, abym z nim zamieszkała. Ale teraz życie zrobiło się zbyt brutalne. Nigdy nie zamierzałam wychodzić za mąż… Marzyłam o samotnym życiu bez kłopotów i zła. Ubzdurałam sobie, że bez miłości i mężczyzn zaznam wszystkiego. Chciałam tylko kochanka i człowieka, z którym mogłabym czasem porozmawiać. Ewentualnie dopuszczałam do siebie mieszkanie z takim ukochanym, ale bez ślubu. Nie chciałam się oddawać jednym papierkiem. Marzyłam o głębokiej niezależności…
Zlustrowałam go dokładnie wzrokiem i moja mina na chwilę przestała być zimna i złowroga. Szare oczy były pełne nadziei, a ja miałam je zawieść… Jak to zrobić, aby go nie zranić? No jak? Przecież cokolwiek bym uczyniła, zawiodłabym go. Nie odszedłby, ale miałby żal. Jak tego uniknąć? Wreszcie postanowiłam powiedzieć prawdę. Jeśli kocha – zrozumie. Jeśli nie - jego sprawa.
- Kamil… Wybacz, ale… Nie mogę za ciebie wyjść – wydusiłam na jednym oddechu.
Zerwał się z kolan i wbił we mnie zbolałe spojrzenie. A jednak sromotnie go zawiodłam.
- Dlaczego?
Jedno słowo, a tyle w nim bólu. Jak można to zrobić? Chciałabym się nauczyć tej sztuki. Wiem, że zachowałam się nieczule… Wiem, że wszystko było wtedy inne. Wszystko wiedziałam, a wciąż popełniałam błędy. ‘Dlaczego?’
- Bo jestem idiotką – odparłam i uciekłam ze łzami w oczach.



        Dedykacja: Aubrey\\\' owi... Dziękuję, że coś mi uświadomiłeś ;)

Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 04.08.2010r.

1     

Groszek 04 08 2010 (22:34:52)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Na początku było trochę nudnawo, wprowadzenie do akcji jest za mało żywe, radziłabym uważać na to w następnych opowiadaniach, bo ostatnio zauważyłam, że Ci się to zdarza. Może taki okres masz, ale to jest przecież do wypracowania ;) Na pewno o wiele lepiej niż w poprzednio dodawanych pracach, więc w moim odczuciu chyba wychodzisz na prostą. W dalszej części tekstu zaczyna się robić ciekawie, chociaż nie ukrywam, że zrobiłabyś lepiej, przedstawiając historię znajomości Kamila i Ewy w kilku częściach, bo sam opis niewiele przedstawia czytelnikowi, lepiej, żeby odczuł to wszystko na własnej skórze, bo jak dla mnie jest tak trochę dziwnie - poznają się i nagle ni stąd ni zowąd on prosi ją o rękę. Styl opisów mniej więcej trzech czwartych tekstu jest godny pochwały, taki przewrotny, miejscami nawet zabawny. To zakończenie sprawiło, że będę czekać na następną część :) mocna czwórka.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(9): 9 gości i 0 zarejestrowanych:

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl