warto go przeczytać
Siedziała na stołku i miała wszystkiego dość. Po raz pierwszy zdała sobie sprawę, jak bardzo zmarnowała swoje życie. Zwariowany układ, ot co. Teraz pragnęła odmiany, ale już nic nie mogła zrobić. Co innego napisała za nią scenariusz życia. Mogła coś zmienić, ale nie miała dostatecznej motywacji.
- Jestem idiotką - szepnęła kobieta i z bezsilności opadła na podłogę.
***
Joanna trzasnęła drzwiami. Kiedy usłyszała charakterystyczny huk, poczuła się trochę lepiej. Nowina uderzyła w nią jak grom z jasnego nieba. Zaczęła się bać. Po raz pierwszy dopadł ją tak ogromny strach. Życie znowu zaczęło się zmieniać. Już nie mogła grać wrednej kobiety. Nie teraz, kiedy musiała podjąć jedną z ważniejszych decyzji w życiu. Mężczyzna, który przed chwilą wyszedł, był znajomym matki. Stanął przed nią z poważną miną i przemówił po hiszpańsku. Na szczęście znała ten język.
- Hola. Yo sé que yo no lo sé, pero a quién le importa. Soy un amigo de su madre. Amigo, no amante. Ella quiere verte. Nosotros sufrimos. No ha estado en contacto con usted, porque tenÃa miedo de que su declive después de todo, lo que hice. Usted y Rosa. Todo lo que sé quot. Ella muere... (Witaj. Wiem, że mnie nie znasz, ale to nieważne. Jestem przyjacielem twojej matki. Przyjacielem, nie kochankiem. Ona pragnie siÄ™ z wami zobaczyć. Bardzo cierpi. Nie kontaktowaÅ‚a siÄ™ z tobÄ…, bo baÅ‚a siÄ™, że jÄ… odrzucisz po tym wszystkim, co wam zrobiÅ‚a. Tobie i Rosie. Ja wszystko wiem. Ona umiera...)
-El Sr. mentira! Ella siempre me manipulan. No creo... (Pan kłamie! Ona zawsze mną manipulowała. Nie wierzę...)
- Piensa lo que quieras. Enviar esta noticia, a pesar de su hermana. (Myśl, co chcesz. Przekaż tą nowinę chociaż swojej siostrze.)
Szybko podał adres i jak strzała wypadł z mieszkania. Trzasnęły drzwi, a ona pozostała sama ze swoim bólem i okropnym cierpieniem.
Co wybrać? Złość i ból czy pojednanie?
Podniosła słuchawkę telefonu i wykręciła numer Rosy.
***
Trzy poważne dziewczęta weszły do małego pokoiku. Nie znały tego mieszkania, tego miejsca. Z początku się bały. Nie wiedziały na co choruje matka, co się w ogóle dzieje.
Na widok bladej i chudziusieńkiej matki, Eliza mocno ścisnęła rękę Joanny, zaś Joanna Rosy. Trwały w swoim uścisku. Trzy wierne siostry.
- Jesteście - rzekła słabo kobieta.
- Tak. Ten facet powiedział, że umierasz - powiedziała Joanna.
- Umieram. Tak, ja umieram - powtarzała bezwiednie matka.
- To Eliza. Może ją pamiętasz... Po narodzinach nazwałaś ją Gertrudis - przemówiła Rosa, ściskając rękę dziecka.
Kobieta poruszyła się niespokojnie. Na jej bladej, umęczonej twarzy odmalował się delikatny uśmiech, który szybko zaczął kolidować z przerażeniem i poczuciem winy.
- Gertrudis... - szepnęła.
Dziewczynka nie zastanawiała się dłużej, tylko podbiegła ku matce i delikatnie usiadła na jej łóżku. Kobieta niezgrabnie wyciągnęła rękę i objęła córkę. Połączyły się w jedno. Wreszcie matka puściła córkę, a córka matkę. Na twarzach obu odmalowywała się wielka radość ze spotkania po latach.
- Joanna, Rosa... Chodźcie do mnie.
Rosa skinęła głową i z uśmiechem podeszła ku matce. Przytuliła ją.
Tylko jedna Joanna stała z boku, wpatrując się w matkę przerażonymi oczyma.
- Joanna Lucia... - przemówiła matka. - Rozumiem, że masz żal o to wszystko, ale chcę się z tobą pożegnać.
- Nie potrafię. Nie potrafię... - wyszeptała Joanna i uciekła z mieszkania.
***
Wybiła północ. W małym pokoiku lśniły delikatne cienie rzucane przez zabytkowy zegar. Joanna pragnęła zniknąć, lub zakopać się toporem w jakimś odludnym miejscu. Nie mogła w to uwierzyć. Matka umrze... Chce się pojednać. Po tym wszystkim, co uczyniła. A ona odrzuca tą dłoń. Jak powinna była się zachować? Paść w ramiona matki i udawać, że nic się nie stało? Być obłudnicą jak Rosa? Joanna nie miała sił myśleć. Pragnęła śmierci.
Zadzwonił dzwonek. Przerażona kobieta zerwała się na równe nogi i okryła szlafrokiem. Przedstawiała nieciekawy widok. Spuchnięta, nieuczesana... Ale miała to gdzieś. Czuła, że to tylko sąsiad.
Czekała ją niespodzianka. Na progu stał Adrian. Milczał. Na ramionach swobodnie spoczywała czarna, motocyklowa kurtka, zaś w rękach mały bukiet. Joanna chciała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale nie miała sił. Zamiast tego wydusiła tylko nikłe:
- Co ty tu robisz?
- Jestem, bo muszę. Jestem też, bo chcę - odparł tajemniczo i bez ceregieli wszedł do mieszkania.
Joanna poddała się i zaparzyła herbatę.
- Czego chcesz? - odważyła się spytać, kiedy podała dwa kubki parującego naparu.
,,Zmieniła się.'' - pomyślał. - ,,Głos jej drży.''
- Dzwoniła do mnie Rosa. Co to za spojrzenie? Myślisz, że jej nie znam? Znam od dawna.
- Cudownie. Ale o co ci chodzi?
- Wiem o wszystkim. Przyszedłem, bo... musisz to przemyśleć. Ale obiektywnie, Joanno, obiektywnie...
- Czyżbyś zmienił zdanie co do mojego imienia?
- Jakbyś zgadła, Joanno Lucio.
Joanna obrzuciła go uważnym spojrzeniem. Czego on tu chciał? Przekonać, że musi pogodzić się z matką? Nie da rady!
- Musisz zachować obiektywizm. Przepraszam za to, że zachowywałem się jak świnia. Chociaż ty też nie byłaś aniołkiem.
- Wiem. Przepraszam - wyszeptała.
- Wreszcie. Musisz zobaczyć się z matką. Musisz wysłuchać jej słów. One ci dopomogą. Nie musisz się godzić, tylko jej wysłuchać.
Nie wiedziała kiedy to powiedziała, ale cóż, stało się.
- Zgoda - odparła pewnym głosem.
***
Chemoterapia była bardzo męcząca. Z dnia na dzień matka była coraz bardziej wykończona. W jej oczach widoczne było zagubienie. Postawa już nie była taka jak kiedyś. Garbiła się, oddychała ciężko i chrapliwie.
Joanna, zgodnie z obietnicą, poszła do matki i zaczęła z nią rozmawiać. Bała się na nią patrzeć, wciąż ogarniała ją chora niemoc. Matka tłumaczyła się, że to alkohol tak ją wyniszczył. Pomimo, że je kochała, zbyt często poddawała się licznym nałogom. Mówiła, że to jej wina i ona doskonale o tym wie. Dziś ma tego skutek. Wyniszczenie organizmu, cierpienie i raka. Joanna grała odporną, ale po każdej takiej wizycie, przepłakiwała parę godzin i z bezsilności zaczynała się modlić o dobre rozwiązanie. Pomogło jej spotkanie z matką Gertrudis. Teraz dziewczynka zarządzała zmiany imienia. Chciała nazywać się tak, jak zaplanowała matka.
Pewnego dnia Joanna przyszła porozmawiać z Gertrudis. Niestety, była z koleżanką na pikniku za miastem. I nie wiedzieć czemu, Joanna zaczęła rozmawiać z jej przybraną mamą.
- Moja matka umiera...
- Wiem, Gertrudis mi mówiła. Ostatnio ciągle się zastanawiam, dlaczego ja zmieniałam jej imię! Przecież jest takie piękne! Twoja matka musi być wspaniałą kobietą.
- Sama nie wiem. Wciąż się boję. Wciąż jej nienawidzę. Odgrywała się na nas i ciągle straszyła. Tak ma wyglądać miłość do dziecka?
- Pozwól, że ja ci coś opowiem... Odkąd pamiętam, moja mama mnie biła. Ojciec wcześnie umarł. Ona była wściekła, żyłyśmy bardzo biednie. Uważała, że przeze mnie zawaliła ambicje, że jestem jej kulą u nogi. Znienawidziłam ją i zaczęłam uciekać. Byłam oziębła i zła dla wszystkich. Wszyscy mnie szanowali, ale tylko ze strachu dla mojego ciętego języka. To nawet nie był porządny, zapracowany szacunek. Tak czy inaczej, mając osiemnaście lat uciekłam tutaj na studia. Żyłam spokojnie, ukończyłam kierunek, znalazłam pracę i wyszłam za mąż. Potem okazało się, że moja matka nie żyje. Dostałam depeszę od ciotki, że zostawiła mi w spadku parę złotych kolczyków i list. Pojechałam na pogrzeb, a potem otrzymałam spadek. Kolczyki szybko odrzuciłam na bok, ale list przeczytałam. I wiesz co? Napisała, że zawsze mnie mocno kochała, tylko nie umiała tego okazać. Że przeprasza i teraz wie, że źle zrobiła. Pisała też, że wie, że ja postąpię inaczej. Będę mądra i szlachetna.
- Taka pani jest - mruknęła Joanna i zerwała się na równe nogi.
***
Kobieta spoglądała za okno. Słabe powiewy letniego wiatru dochodziły do jej łóżka i dawały trochę orzeźwienia. Martwiła się. Tak bardzo pragnęła porozmawiać trochę z Joanną, a tymczasem zjawiała się raz na dwa dni. Siedziała krótko i była oziębła. Ona wiedziała dlaczego. Rosa i Gertrudis szybko jej przebaczyły. Rosa trochę się jeszcze wahała nad jej postawą, ale przebaczyła. Gertrudis wybaczyła to, że musiała ją porzucić. A Joanna, jej pierwsze, pierworodne dziecko, odrzuciło jej prośbę. Zawsze najbardziej kochała Joannę. To było takie dziwne. Joanna była skryta, zawierała w sobie tajemnicę. Kiedy nie potrafiła jej odkryć, atakowała jeszcze bardziej, a Joanna zamykała się w swojej skorupie. Odrzucenie po latach bardzo bolało.
Usłyszała cichy szelest drzwi. Odwróciła się i zobaczyła swoją najstarszą córkę. Bezwiednie ściskała w palcach kawałki drewna. Miała zakrwawione palce od drzazg. Kobieta przeraziła się na jej widok. Lecz Joanna nie zważała na nic. Podeszła do niej i mocno przytuliła.
Kiedy wyrwały się z tego uścisku, poczuły między sobą jakąś cząstkę większej więzi. Wreszcie zaczęła rosnąć.
***
Od tamtego wydarzenia, Joanna codziennie zjawiała się u matki. Rozmawiała z nią i pytała o samotne lata. Szybko chciała nadrabiać każdą zaległość. Matka zaczynała się więcej śmiać i zdawało się, że przeżyje.
Pewnego dnia zapytała córkę o to, czy ją kocha.
- Kiedyś myślałam, że nie, ale dzisiaj mogę odpowiedzieć, że... tak.
- Dobrze. Ja też cię kocham. Powiesz wszystko dziewczynkom? Przekaż, że je kochałam. Jesteś najstarsza, najmądrzejsza... Och, Joanno... Nawet nie wiesz jak żałuję tych lat...
- Åšpij, mamo. Potrzebujesz snu.
- Tak, potrzebujÄ™...
Jak się okazało, ta rada okazała się zabójcza. Matka umarła we śnie. Nazajutrz Joanna czuła się, jakby ktoś przejechał po niej walcem, a potem nakazał tańczyć w trykocie po Broadwayowskiej scenie.
Joanna nie miała na nic siły. Zdobyła się tylko na to, aby wybiec z mieszkania i pobiec czym prędzej ku jedynej osobie, która potrafiła ją zrozumieć.
***
Szybko zadzwoniła do drzwi. Nie miała czasu na chwile, ani na sentymenty.
Kiedy otworzył jej drzwi, rzuciła się na niego i topiła samotność w zbliżeniu. Miała tego dość. Chciała uciec od bólu i cierpienia. Matka, z którą się pogodziła, już nie żyła. Teraz był tylko Adrian. Już nie zabawka.
Czuła się inaczej. Teraz wszystko toczyło się szybciej. Joanna przyśpieszała sekundy na zegarze i nadawała im inny sens.
Nazajutrz obudziła się ze świdrującą głową. Miała wrażenie, że już nigdy nie poczuje się dobrze. Otworzyła oczy i napotkała kpiące spojrzenie Adriana.
- Witaj, śpiochu. Może mi wytłumaczysz, dlaczego byłem tylko erotyczną zabawką? Zwykłym przystankiem, który koi ból?
Joanna spojrzała na niego zagubiona. Po raz pierwszy nie miała odpowiedzi. Bała się rzec cokolwiek. Gapiła się na niego z szeroko otwartymi oczyma.
- Rozumiem, Joanno Lucio. Jesteś porąbana, słowo daję.
Joanna jak rażona gromem, szybko zerwała się z łóżka, ubrała się w pośpiechu i wypadła na ulicę.
Padał ostry deszcz. Oblał ją całą i nie dał chwili oddechu. Zaczęła biec. To ją bolało. Najbardziej bolało to, że on miał rację. Wykorzystała go. Myślała, że namiętnością utopi ból duszy. Nie udało się. I on to doskonale wiedział. Miał pełne prawo kpić.
Co ona sobie myślała?!? Cholerna psychopatka! Nienormalna, zdemoralizowana dziewucha! Matka! O tak, Joanna po raz pierwszy zobaczyła w sobie coś z matki. Kochały wykorzystywać ludzi, ale potem przez to cierpiały.
Poczuła silny uchwyt na ramieniu. Zanim zdała sobie sprawę, upadła w kałużę. Zaklęła i dopiero wtedy spojrzała za siebie.
Stał tam Adrian ze skruszoną miną.
- Uciekłaś. Tak zwyczajnie uciekłaś, a ja chciałem ci tyle powiedzieć.
- Odczep się. Nie po-potrzebuję litości! - warknęła ostro.
- Nie udawaj, Joanno Lucio. Teraz jesteś inna, ja to wiem. Dlatego teraz mamy większe szanse.
- Jacy my? - syknęła ze złością.
- Dobrze myślisz, tylko to ukrywasz. Joanno, przestań się zgrywać. Kocham cię, tylko ciebie kocham. Więcej tak nie będzie. Aby uniknąć bólu i rozstań, zamierzam cię ubezwłasnowolnić. Ślub w najbliższym, możliwym terminie.
- Ty chyba oszalałeś! Ty idioto, ty...
- Kocham twoje poczucie humoru. Kocham te kpiące spojrzenie, wyrafinowany, ostry język... Finezję i twój wygląd. A w przemoczonych ciuchach jesteś strasznie sexy - mruknął.
- Ale ja...
- Jeśli chodzi o oświadczyny, to chyba wystarczy. Już klęknąłem. Oboje klęczymy, Joanno.
Spojrzała w dół i przekonała się, że ma rację. Klęczeli w wielkiej kałuży wody.
- Tak! O Boże, Boże... Tak!
- No to załatwione!
Pocałował ją najmocniej jak umiał, wkładając w to całą swoją namiętność. Przez myśli Joanny przewinęła się cudowne sformułowanie, że wszystko będzie lepszym, chociaż matki już nie ma. I kropka.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 01.04.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7334 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42669 | Użytkownicy: 3313
Online(34): 22 gości i 12 zarejestrowanych:
subtelny demon, Leer, Me_Gusta, breloczek24, Pawlak, insomniaof, seska, cliché, Krzyku_1993, dusfluran, Ismo, RattyAdalan