warto go przeczytać
Przez szerokie okno zauważyła iście marmurową postać. Była dopracowana w najmniejszych szczegółach. Jej długie, ciemne loki były istnym bóstwem, dopełnieniem szlachetnej postaci. Usta wyginały się w lekkim, zmysłowym uśmiechu, który sprawiał, że faceci lgnęli do niej, jak muchy do miodu.
Nagle elegancki duszek opuścił swoją powłokę i przemienił się w diabła tasmańskiego. Dziewczyna biegła coraz szybciej, aż wreszcie wpadła do kawiarni.
Joannę ogarnęło przerażenie, lecz nie pokazała tego po sobie, tylko lustrowała tony klientów. Dziewczyna podeszła do jej stolika i z nonszalancją zebrała fałdy boskiej, krwistoczerwonej sukni aż do stóp.
- Ach, Rosa - mruknęła zimno Joanna.
- Witaj, siostrzyczko!
- Przyrodnia. Przyszywana - burknęła Joanna i zapaliła papierosa.
Zawsze ukrywała prawdziwe uczucia. Uwielbiała maskaradę. Słodką, dobrą maskaradę pełną ironii, odmienności i zimna.
- Przyszywana, ale z innego ojca. Matka przecież ta sama - odparła wesoło Rosa.
- Ona się mnie wyrzekła. Nie pamiętasz?
- Tak jest z hiszpankami - jęknęła Rosa. - Mnie też się czepiała. Przez cały ten rok mieszkałam z ojcem, ale teraz wynajęłam sama mieszkanie.
- Sama? - mruknęła obojętnie Joanna.
- Pewnie. Stuknęła mi już dwudziestka. Tak dawno cię nie widziałam... Cały rok! Więc nawet nie wiesz na jaki kierunek idę!
- Niby jaki?
- Znaczy już na nim jestem. Poszłam na filologię angielską - zaśmiała się Rosa, brzęcząc cicho czarnymi bransoletami.
- Ty i angielski?
- Tak, wiem, wiem. Jestem bardziej hiszpanką, po naszej cholernej matce. Nienawidzę się za to. Ostatnim razem, kiedy ją widziałam... Byłam wściekła. Nadal jestem! Przecież to przez nią stałam się podlotkiem! Moda, szpan... Ale teraz... Teraz wiedza zwycięża. Chcę studiować ten kierunek.
- Ale filologia?
- Kultura i sztuka to ważne rzeczy.
- Dziedziny. Idealne dziedziny.
- Tak, tak, Asiu. Wiem, że zaraz wygłosisz mi wykład o twojej ukochanej historii.
- Joanna Lucia, Rosa.
- Przestań! Przypominasz matkę, kiedy wpadasz w ten ton! Zaraz potem szła na podryw i wracała pijana.
- I tak pojawiła się ONA. Gdyby matka była normalna, to wszystko byłoby ok.
Mówiąc ONA, Joanna miała na myśli kolejną przyrodnią siostrę, niejaką Gertrudis. Owoc gorącego romansu matki na dyskotece. Dziewczyna mieszkała z rodziną zastępczą. Z pochodzenia była hiszpanką i greczynką. Matka poderwała młodego, umięśnionego Greka. Gertrudis była Greczynką z ciała, lecz twarz zachowała dla hiszpańskich cech. A mianowicie dla twarzy. Pochodzenie matki odbijało się w oczach, kościach policzkowych i smukłych usteczkach Gertrudis.
- Nie wspominaj mi o NIEJ. Kiedy o tym myślę, robi mi się słabo. Nie zapominaj, że ze mną stało się podobnie.
- Ale matka kochała twojego ojca. Mojego tylko wykorzystywała - odparła obojętnie Joanna, nie okazując jak bardzo boli pogarda matki do jej ukochanego taty.
- Też prawda - stwierdziła cicho i wolno Rosa. Bała się przekroczyć jakąś granicę, bo Joanna była na tym punkcie przewrażliwiona. Według Rosy była szkodliwą dziwaczką, którą niezmiernie kochała. Rosa uwielbiała niezłomny charakter o cztery lata starszej Joanny. Sama była zwariowanym i roześmianym podlotkiem, który w życiu kierował się modą i życiem towarzyskim. Joanna była jej przeciwieństwem. Owszem, tak jak i ona, była niespokojna. Ale pomimo tej cechy, potrafiła opanować swoje napady furii. Rzadko zdarzało się jej naprawdę wybuchnąć.
Rosa kochała każdą cechę Joanny. Nigdy się nie przyznała, ale dla niej to była jedyna, wymarzona siostra. Indywidualność jakich mało.
- Widzisz... - zaczęła Joanna.
- Widziałam ją tylko raz, ale nie mam z nią kontaktu - powiedziała Rosa, popijając gorące cappucino.
- Kogo widziałaś? - zdziwiła się Joanna.
- Gertrudis - mruknęła Rosa.
- A ja nie chcę jej widzieć, ani znać. Nie chcę - stwierdziła cicho Joanna.
- Nie zrobiła nic złego.
- Wiem, ale to i tak okropne. Ty urodziłaś się po rozwodzie taty z matką. Ale matka była z tobą w ciąży podczas rozprawy. To mnie bolało, zawsze bolało. Nie rozumiałam tego dobrze, ale i tak czułam jakiś odcień bólu. Myślałam sobie: ,,Co się stało z moją mamą?''. Wtedy była jeszcze w miarę normalna. Znaczy... Przed tymi wszystkimi kłótniami i rozwodem. Czasem piła, ale nie tak jak potem. Nie lubiłam was. Wtedy jeszcze nikogo nie nienawidziłam. Ale potem poznałam i ciebie, i twojego ojca. Polubiłam cię. Tak, jak dobrą koleżankę. Miałam pięć lat, ale już wiedziałam, że wszystko się zmieniło.
- Ja cię kochałam i wciąż kocham, Joanno.
- Miło słyszeć - odezwała się sucho Joanna.
- Uważam, że... albo nie. Dziś wieczorem sprawdź naszą klasę.
***
Odkorkowała butelkę i ostrożnie nalała ciemnoczerwony płyn. Usiadła przed komputerem i czekając, aż system się załaduje, sączyła wino.
W pierwszym odruchu pomyślała o Adrianie. O jego twarzy. Takiej sfrustrowanej, takiej złowrogiej. Taki był tylko w kłótniach i w łóżku. Jak zwierzę. Sfrustrowane zwierzę okazujące prawdziwego siebie.
Skarciła się w duchu.
Dlaczego tak często go wspominała? Czyżby po raz pierwszy zaciekawiła się osobnikiem płci męskiej? Nie, to nie było możliwe. Postanowiła zapomnieć o wszystkich wątpliwościach i łyknęła jeszcze wina.
Stary rzęch wreszcie się uruchomił. Nie było ją stać na nowoczesny sprzęt. Włączyła Internet i przeglądarkę. Puściła muzykę z Wrzuty i oddała się cudownemu lenistwu. Kochała te chwile, kiedy ginęła w wirtualnym świecie. Kursowała po różnych stronach i zapominała o wszystkich wątpliwościach. W tym momencie, poprzez zamroczony winem mózg, przypomniała sobie o prośbie Rosy.
,,Sprawdź naszą klasę.''
Sprawdzi, jakżeby inaczej. Szybko się zalogowała i zaraz odnalazła nową wiadomość. Była od Rosy.
Joanno, o nic nie pytaj, tylko kliknij w ten link, dobrze? Przejrzyj to uważnie i podejmij decyzję. To ważne. Kocham cię. Twoja Rosa.
Nie miała pojęcia o co chodzi, ale posłusznie kliknęła w link. Zaciekawiona spojrzała na wyświetlone zdjęcie, ale nie poznawała w nim nikogo znajomego. Wtedy zerknęła na nazwisko.
Eliza Kamieńska.
To dalej nic nie mówiło. Zaczęła lustrować dane owej dziewczyny i intensywnie myśleć o co chodziło Rosie. Jej umysł był przytłoczony dużą dawką wina. Była pijana, wiedziała to. Ale starała się rozwikłać zagadkę.
I wtedy zerknęła na pseudonim.
Gertrudis.
Miała wrażenie, że ktoś uderzył ją młotkiem. Chciała zemdleć, opaść, zapomnieć, ale to nic by nie dało. Gertrudis... Czyżby to była ta Gertrudis?
Joanna z wrażenia rozlała kieliszek wina, ale wcale się tym nie przejęła. Jak hiena rzuciła się czytać opis dziewczyny...
,,Jestem, jaka jestem. Żyję wśród świetnych ludzi, mam całe masy pomysłów. Kocham wariactwa na deskorolce i pływanie. Moją pozaszkolną pasją, a zarazem najlepszym przyjacielem jest kundelek Bruno.''
Zwyczajny, prosty opis.
,,Pewnie to przezwisko'' - myślała Joanna, drżąc na całym ciele.
Nie chciała mieć żadnych złudzeń. Może to był wpływ alkoholu, a może jej dziwnego podejścia do życia, ale napisała do niej wiadomość. Po prostu kliknęła ,,Napisz''. Nie bała się tego uczynić. Wino napełniło ją dziwną, niespotykaną siłą. Zwykle udawała. Nawet w zaciszu mieszkania. Tak bardzo wczuwała się w rolę zimnej, nieprzystępnej, że chwilami się nią stawała. Teraz wino jej dopomogło. Nie pamiętając, co było dalej, wysłała wiadomość, zgasiła komputer i poszła spać.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 17.03.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7334 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42669 | Użytkownicy: 3313
Online(32): 19 gości i 13 zarejestrowanych:
subtelny demon, Leer, Me_Gusta, Dawied, breloczek24, Pawlak, insomniaof, seska, cliché, Krzyku_1993, dusfluran, Ismo, RattyAdalan