Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Pseudonim: Dawied
Imię: Dawid
Skąd: 5237660
O sobie: "Matko! czy są gdzieś jeszcze te ciche godziny Snów o sławie, zwycięstwie, życiu-bezklęsce, marzone i zaklęte: z Bogiem, sławą, synem. Matko! czy są gdzieś jeszcze te jasne godziny? Godziny...zgonów, życia podeptane butem, rozbite na minuty i sekundy bólu, w ostrza broni i walki potrzebą przekute..." K.K. Baczyński "Do matki" Przepraszam z góry za ortografię. A poza tym kwiatek jest kwiatkiem naważniejszym i jest wspaniały, że daje sobie czasami się sprzeciwić i pokłócić (i tak
Napisanych prac:
- wiersze: 112
- recenzje: 3
- wywiady: 3
- proza: 71

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 627 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Brązowy" 22.01.2012
"Wymyśliłam się" 31.12.2011
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010
"Kłamca cz. 5" 03.01.2010
"Wieczne miasto odc.5" 19.08.2009

Inne prace tego autora:
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009
"40 mln dobrych uczynków cz. 4" 16.03.2010
"Uwierzcie cz.7" 03.05.2009
"I nie będziesz miał..." 25.12.2010
"Alex i pytanie o sens życia" 05.02.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna - 6
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth - 6
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 6
"Wiraże [4]" - subtelny demon - 5.66667
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"W zachodzie słońca cz.1" - Lilka
"Ektoplazma na tropie cz. 3" - Dawied
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth
"Anonymous" - Me_Gusta
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna
"Zew natury" - pasieczny14
"Wiraże [4]" - subtelny demon
"Blackwood Village" - Wolf Girl
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna

Kłamca cz.4

Pogodzili się z bukietem kwiatów i ze rzewnym przepraszaniem. Natalia wymogła konieczność poprawy, a Mariusz pokornie przytakiwał głową.
Zaczynały się wakacje. Powietrze nabiera wtedy innego zapachu, a ptaki śpiewają tak, jak pierwszego dnia wiosny. Nowy początek zwiastowany pożegnaniami i pośpiechem do swoich domów. I te pełne autobusy i skacowane twarze, bo przecież rok akademicki należy skończyć hucznie i te uśmiechy po skończonej sesji, i te nic nieznaczące życzenia odpoczynku i świetnej wakacyjnej zabawy – tak, zaczynało się wolne. Teoretyczne rzecz jasna, bo osobiście musiałem skończyć zabawy i wziąć się za robotę. Przepraszam, pracę.
Tego dnia pogoda była piękna. Najładniejszy dzień lata, a był jeszcze wspanialszy, gdy potrafiło się słyszeć śpiew sikor, odgłosy kwiczołów, czy melodię rudzików. To nadaje koloru, gdy widzi się malutkiego kowalika, schodzącego z drzewa głową do dołu, czy dzięcioła walącego wytrwale w drewno. Niebo staje się błękitne jak boska amfibia diamentu i szafiru, a słońce bardziej złociste, jednak najbardziej widać tą zmianę w zieleni, która ożywa i niczym stwór z ludowych bajek, przechadza się pokracznie między naszymi marzeniami. Trzymając za rękę mężczyznę swojego życia, można utonąć i zalśnić pragnąc wieczności.
Tak przynajmniej mówiła mi Natalka, ale podejrzewam, że było to tylko nie spełnionym marzeniem. Ten dzień był dla niej tak samo letni jak każdy inny. Opowiadałem o takim patrzeniu na świat, ale gdy tworzyłem wiersze. Udawałem kogoś innego i potrafiłem oczyma wyobraźni to dostrzec. W życiu nie wychodziło to już tak dobrze.
Z Mariuszem, minęli w atmosferze wielkiego szczęścia, park, krótkim bulwarem dotarli do rynku i wybrali malutką, nieco skrytą w bocznej uliczce kawiarenkę. W objęciach, szepcząc sobie czułe słówka, na kawę i ciasto czekali dokładnie trzy minuty i trzydzieści siedem sekund. Zauważyłem ich, ale zajęty poszukiwaniami pracy, nie zawracałem sobie głowy aranżowaniem spotkania. Jeżeli życie tak będzie chciało, to samo się tym zajmie. Trzymali się za ręce praktycznie cały czas, powtarzając sobie w duchu, że muszą się nacieszyć sobą, że teraz będą widywać się rzadziej pochłonięci pracą i każda sekunda razem jest warta wszystkie skarby naszej malutkiej planety. Według mnie udawali, bo tak powinno to wyglądać, bo przecież zakochani za sobą tęsknią, bo jeden dla drugiego jest jak grawitacja, bez której ulatuję się w próżnie, w nicość. Dlaczego tak myślę? Bo wspólne przesiadywanie ze sobą, ta wyjątkowość, męczyła ich. To nie były rutynowe pocałunki, czy oglądanie filmów.
Oczywiście lekarstwem mógł być seks, ale dla nich było to tak oczywiste, jak śnieg w ten upalny dzień.
Mariusz wyjeżdżał do siebie. W małej wiosce miał zamiar robić wykończenia domów. Po okolicy łatwo było o fuchę, bo namolni działkowicze rozplenili się jak króliki na Nowej Zelandii. Gdyby nie wiek ojca, zostałby w mieście, ale w gospodarstwie miał sporo obowiązków. Właściwie był hipokrytą. Nie studiował, bo go wywalili, ale nie miał odwagi się przyznać, że pracuje fizycznie. Wyrzuty kazały mu wysyłać do domu pieniądze, z rzekomych stypendiów. Całkiem nieźle szło mu kłamanie.
Był wierny Natalii. Choć może nie dorastał mi inteligencją do pięt, to wiedział, jakim wielkim skarbem jest jego dziewczyna. Zdolna, ambitna i pracowita. Podobała mu się, to pewne. Czy by spróbował szukać kogoś innego? Na zabawach bez niej, powtarzał sobie jedynie - lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu”. Nigdy nie chciał myśleć o całym życiu przy niej. Zwyczajnie się bał przyszłości i wysłuchiwania jej żali, które już teraz go wkurzały.
Siedząc przy niej, myślałem o pewnej Kasi, którą miał nadzieję spotkać. Kiedyś bardzo mu się podobała i nic przez lata się nie zmieniło.
Trwali tak do późnego popołudnia, a później zjedli kolację u niej i przytuleni do siebie, zasnęli. Potrzeba bliskości jest czasami bardzo ważna. Wiem, że nawet ważniejsza niż miłość – oczywiście jeżeli ktoś ma takie pragnienia. Ja wolałem skupić się na zarobieniu niezłej kasy, by się zabawiać przez cały długi, akademicki rok. Mariusz swoim chrapaniem wkurzał cholernie Natalkę, a ona, swoim wierceniem budziła go, co niezmiernie go irytowało. Wspólne spanie po ślubie nie było im przeznaczone.
Księżyc pięknie potrafi świecić. Lubię go zawsze, gdy zapala się czerwienią i tak płonie jak ja – na zimno. Przy czerwonym winie niebo pewnie staje się czerwieńsze, ale ja wolałem badać je swoimi wysoko wyciągniętymi rączkami przy wódce. Pić do lustra, z najlepszym gościem jakiego się poznało upijać, to jest wielka frajda i robić tylko to przez to, że się to lubi. Magiczne, metafizyczne doznanie.
Czasami w takim stanie, lubiłem wspominać oszustwa w kartach i wyznawanie prawdy swoim przyjaciołom”. To też sztuka zdobyć czyjeś zaufanie graniem, a później rozpieprzyć to w pył jedynie prawdą, bo prawda nas wyzwoli. Raz chyba pomogłem swoją rolą popełnić samobójstwo jednemu emo. Nie zmieniłem stylu dla kolesia, ale udawałem autorytet, który wie wszystko o cierpieniu i samotności. Później, gdy zobaczył mnie w łóżku z młodszą siostrą, wkurzony nie chciał słuchać, ale kłamstwem o mojej własnej potrzebie bliskości, kupiłem go znów. Żalił mi się, a ja opowiadałem o matce, która mnie biła, o zapracowanym ojcu, o braku sensu istnienia. Mając władzę nad jego kruchym, pozbawionym czegokolwiek ważnego życiem balansowałem kusząc go samobójstwem i ratując. Podobało mi się to, ode mnie wszystko zależało. Później, będąc ciekaw nowych rejonów jego psychiki, powiedziałem mu kim jestem i po co to robiłem. Popłakała się ciotka i pobiegła do domu. Kilka tygodni później podciął sobie żyły. Tak chciało życie.
Natalia pracę znalazła kilka dni później, gdy ja załatwiłem formalności łóżkowe ze swoją przyszłą szefową, a Mariusz dalej szukał zleceń, dość często w barze. Olbrzymia hurtownia napojów Pragnienie” się rozrastała i potrzebowali dodatkowych sprzedawców w okresie letnim. Zostałem menedżerem dzięki faktowi, że szefowa była kiedyś moją kochanką. Złamałem jej serce, ale mimo męża i dzieci nie mogła sobie odmówić nocy ze mną. Cóż, kłamstwo pewnie jest zaraźliwe, ale tak mówiła. Nawet nie wiecie jakie było moje zdziwienie, gdy pierwszego dnia w pracy okazało się, że moją podwładną, a właściwie asystentką, będzie Natalia.
Cóż, życie naprawdę chciało, żeby stała się moim kolejnym dziełem. Uśmiechnąłem się w głębi i zacząłem od roli delikatnego frajera.
- Dzień dobry. Mam na imię Radek i będziemy razem pracować – rozpromieniłem się czarująco i dodałem – miło mi panią poznać.
- Dzień dobry – wyciągnęła rękę i dopiero wtedy ją uścisnąłem. Nie całowałem, bo każdy wie, że szarpanie rąk do całowanie to jedynie brak kultury – Mam nadzieję, że mi pan trochę pomoże. To mój pierwszy dzień – jąkała się zdenerwowana i wyraźnie była zawstydzona.
- Mój również i proszę nie mówić do mnie pan. Jesteśmy praktycznie rówieśnikami – uśmiechnąłem się pogodnie.
- To w takim razi – zawahała się – Radku, mam nadzieję, że dobrze się dogadamy – nieco rozluźniona pozwoliła sobie na nikły uśmiech.
- Też tak myślę.
Wskazałem jej drogę na krótkie szkolenie, a gdy ustąpiłem jej pierwszeństwa w drzwiach, spojrzała mi w oczy i zapytała:
- Chyba kiedyś się już pana... znaczy się ciebie spotkałam – zastanowiła się robiąc zabawny grymas.
- Wątpię, na pewno bym pamiętał taką śliczna buzię jak pani – znów uśmiechnąłem się szeroko, pokazując równe białe zęby.
- Dziękuję – zaczerwieniła się.
Szkolenie było nudne i długie i głupie, ale Natalka słuchała z uwagą skrzętnie notować. Widać było, że jej zależy. Mi też zależało oczywiście, ale ja mam inne metody.
Wieczorem, w pustym mieszkaniu, grała na fortepianie jakąś etiudę Szopena, rozmyślając o przystojnym i uprzejmym mnie. Muzyka ją pochłonęła, a później pod wpływem emocji, zagrała chyba jedną z najlepszych swoich wariacji. Roztrzęsiona wzięła telefon i zadzwoniła do Mariusza.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też i mocno tęsknie – usłyszała w słuchawce.
- Znalazłam pracę – zaczęła i chcąc zapomnieć o interesującym Radku rozmawiała ze swoim ukochanym do północy.
Przed snem pomodliła się, by Mariuszowi udało się wreszcie coś znaleźć, a sama postanowiła, że musi być silna. Silna dla swojego związku i siebie.
Śniła się jej pogoń czerwonym ferrari, prawie trzysta kilometrów na godzinę, wąskimi serpentynami, nad krawędzią morza. Podobało się je to. Rankiem obudziła się zlana potem, ale nie przestraszona.
Wystarczyło tylko skłamać.



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 26.10.2009r.

1     

Sofie 27 10 2009 (13:15:58)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Narracja była super. A właściwie jest. Dialogi, narrator wszechwiedzący, nowa praca. Szkoda tylko, że trochę mi zajęło, nim sobie przypomniałam, o czym była ostatnia. Ta wstrzemięźliwość, która powinna rozpalać zmysły, gasnąca miłość- to mi się podoba. Brakło mi jednak czegoś, czy ja wiem... nuty szaleństwa, erotyzmu. Na dzisiaj pięć.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7329 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1468 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42655 | Użytkownicy: 3312
Online(43): 40 gości i 3 zarejestrowanych: insomniaof, Ismo, quovadis

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl