Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Pseudonim: TheRockerBaby
Imię: Lilah
O sobie: Żyję jak we śnie, z dnia na dzień... Marząc o chwili, gdy odnajdę światło.
Napisanych prac:
- wiersze: 16
- proza: 21

Średnia ocen: 4.0
Użytkownik uzyskał: 77 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Klątwa przeszłości cz. 5" 01.04.2010
"Jedna iskra cz.9" 07.03.2010
"Jedna iskra cz. 5" 22.02.2010
"Jedna iskra cz.1" 14.02.2010
"Życie jest aksamitem i..." 10.03.2010

Inne prace tego autora:
"Życie jest aksamitem i..." 07.03.2010
"Jedna iskra cz.2" 15.02.2010
"Klątwa przeszłości cz. 5" 01.04.2010
"Jedna iskra, cz. 6" 25.02.2010
"Klątwa przeszłości, cz. 2" 17.03.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Dobre kobiety" - Agent - 6
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna - 6
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth - 6
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 6
"Wiraże [4]" - subtelny demon - 5.66667

Najnowsza proza (wszystkie):
"Dobre kobiety" - Agent
"W zachodzie słońca cz.1" - Lilka
"Ektoplazma na tropie cz. 3" - Dawied
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth
"Anonymous" - Me_Gusta
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna
"Zew natury" - pasieczny14
"Wiraże [4]" - subtelny demon
"Blackwood Village" - Wolf Girl

Jedna iskra cz.9

Ledwie znalazła się w parku, to zaraz, szybkim krokiem ruszyła w stronę ciemnej alejki. Usiadła na ławce i zaczęła się nad wszystkim zastanawiać.
Co teraz ma zrobić? Nie spodziewała się, że McCarthy się tak zachowa...
Jakieś szorstkie ręce dotknęły delikatnie jej gardła, a potem ostro się zacisnęły.
Były zimne i przerażające. Jak zimne kajdany bez kluczyków.
Nie wiedziała kim jest ten człowiek. Mogła się tylko domyślać.
Nie mogła oddychać, myślała nieracjonalnie... Wiedziała, że nie jest przygotowana na walkę i nie ma szans.
Zachwiała się i resztkami sił zaczęła wyrywać się z uścisku. W myślach wzywała McCarthy' ego, Vivienne, Melisę...
Lecz Melisy już nie ma... A ona zaraz do niej dołączy. Spotka się z nią w niebie. Wystarczy się poddać, wtedy umrze szybciej.
Jeden charkliwy oddech...
Opadła na ziemię jak marionetka. Czuła pod sobą twardy beton i coś ciepłego spływającego po jej twarzy.
Nadszedł kres jej życia.
***
- Christina! Christy! Chris!
Czy to możliwe? Czy ten słodki głos ją przyzywa? Ale skąd dochodzi? Gdzie jest? Może Melisa tu jest i jej potrzebuje!
,,Meliso, przybywam!'' - pomyślała. - ,,Ale chwila, ona nie żyje! Więc jakim cudem...''
- Otwórz oczy! - przemówił ponownie niebiański głos.
- Boję się! - szepnęła w ciemność.
- Nie musisz - mruknął nieznany głos.
Machinalnie otworzyła oczy. Ciekawość wszystko zwyciężyła. Ciemność opadała, aby ustąpić miejsca ostremu światłu jarzeniówek.
Christina ujrzała Melisę. Siedziała na krześle i była do niego przywiązana. Młody mężczyzna z hiszpańskim wąsem pomógł jej wstać.
- Ładną masz siostrę, Meliso!
- Zawsze była ładna.
- Gdzie jestem?!
- To Eduardo. - stwierdziła Melisa tonem wyjaśnienia wszystkich trosk.
- Ach, Eduardo. - mruknęła Christina, otrzepując ubranie. - A co ja tu do cholery robię? - warknęła.
- Jak to co? Nie mówiliście jej? - spytała Melisa.
- Nie, dopiero się obudziła. - stwierdził Eduardo.
- Ach i dlatego nie mogę się dowiedzieć.
- Jesteś w Bazie.
- Ale co to za baza?!?
- Nie pytaj o nic więcej. - wtrąciła cicho Melisa.
- A niby dlaczego? I jakim cudem ty w ogóle żyjesz? Zginęłaś w pożarze!
Christina krzyczała, bo tylko tak mogła maskować zdezorientowanie. Bała się, była roztrzęsiona i nic nie rozumiała. Chciała ukrywać każdą myśl, ale to w ogóle nie chciało się udać. To było straszne odczucie.
- Nie, ja żyję.
- Może ja mam halucynacje?
- Nie masz, Christy. Ja żyję.
- Ale dlaczego jesteś związana?
- Myśleli, że ucieknę. Ale jak się dowiedziałam, że tu jesteś, to chciałam zostać.
- Melisa! Od kiedy tu jesteś?
- Chyba od trzech tygodni.
Czyli od dnia pożaru. Christina poukładała sobie wszystko. Minęły cholerne trzy tygodnie. A ona cierpiała.
- Porwaliście ją? - rzuciła do Eduarda.
- Nie będę udzielał wyjaśnień. Nie zamierzam.
- Dlaczego zabiliście Pauline?! - wrzasnęła.
- Bo za wiele ci powiedziała - wycedziła kobieta od drzwi.
Christina poszła za głosem. Wbiła mocne spojrzenie w brunetkę. Mściła się spojrzeniem. Chciała oddać ból tamtych dni, każdą niepewność, wręcz przelać ją w brunetkę. Ale potem przyszedł szok i wszystko zniszczył. Zrozumiała, że zna tą kobietę.
- Pani Railway!
- Tak, skarbie.
- Nie! Boże, to pani? I udawała... Nie, to chore! Jak pani mogła?!? Martwiłam się... Myślałam, że Melisa nie żyje!
- Ale żyje.
- Jakim cudem? Jak to, do cholery, było?!
- Całkiem prosto. Wystarczyło podstawić inne dziecko...
- I skazać je na śmierć? Kto to był?
- Tamta dziewczyna? Monica Bradford z naszego osiedla.
- O Boże! Ja ją znałam! Była podobna do Melisy.
- Była.
- Jest pani okropna! Tak beztrosko mówi pani o jej śmierci... Ufałam pani, na litość Boską! Pomagała nam pani!!!
- Pomagała też mi.
Na salę wszedł brzuchaty mężczyzna w garniturze od Versace. Uśmiechnął się perfidnie i uważnie przyjrzał się Christinie.
- Jesteś podobna do Alice.
Alice. Jej matka. Na Boga, skąd on ją znał?!?
- Christy! To jest...
- Cicho, Meliso. Sam z nią porozmawiam.
- Okej - mruknęła Melisa z uśmiechem.
- No kim jesteś? Zaczarowałeś mi siostrę, mnie nie zaczarujesz, lalusiu - prychnęła Christina.
- Dwadzieścia cztery lata temu poznałem piękną kobietę. W teatrze zaczęła płakać podczas ,,Romea i Julii''. Dałem jej chusteczkę, a po spektaklu zaprosiłem na kolację. Rok potem urodziła nam się córka, której nadaliśmy imię Christina. Tak też nazywała się matka Alice.
- Christina Salomea... - szepnęła Christina.
- Właśnie.
- Boże, ty jesteś moim ojcem? - jęknęła.
Wszystkie odczucia: ból, cierpienie, ale i jakaś cząstka radości z powodu poznania ojca, zlały się w jedno. Teraz walczyła sama ze sobą. Nienawiść i dobro stykało się sztyletami i pragnęło wyboru. Ale co ma wybrać? Bała się, bo wiedziała, że cokolwiek wybierze, może być złym wyborem.
- TAK! - ryknęła Melisa, pukając się w czoło.
- Eric Browman, do usług. Kto zawiązał małą? - spytał zagniewany mężczyzna.
Eduardo bez słowa rozwiązał Melisę. Dziewczynka podbiegła do siostry i mocno ją przytuliła.
- Och, Chris, Chris, Chris! - powtarzała, szlochając.
Christina ściskała siostrę, przytuliła ją do siebie i nie chciała wypuścić z objęć. Nie miała teraz na nic siły. Chciała mieć czapkę niewidkę i zniknąć, uciec od tego okropnego świata. Ale musiała się też dowiedzieć. Zebrała w sobie wszystkie siły i ruszyła na odkrycie prawdy.
- Dlaczego ją porwaliście?
- Chciałem was poznać... Mogłem to uczynić tylko dzięki Melisie.
- A nie dlatego, że jesteś mafiozem, masz majątek i chcesz go dalej przekazać? - spytał McCarthy gwałtownie wpadając do pomieszczenia.
- Masz trochę racji. Melisa nadawałaby się do tego celu. Niemniej...
- Takie bujdy zostaw idiotom. - zaśmiał się McCarthy. - Prześwietliliśmy cię.
- Wiem o tym. Jestem winny. Ale pozwól, że...
wszystko wytłumaczę.
- Co? To, że rzuciłeś mamę? Że aż dwa razy ją skrzywdziłeś?! - wykrzyknęła Christina, łamiąc wszystkie zabezpieczenia i wylewając z siebie swój ból.
- To nie tak...
- A jak?!
- Kiedy miałaś roczek, odszedłem. Ale nie na moje życzenie. To twoja mama... To Alice mnie nie chciała. Zakochała się w innym.
- Bzdura! Nigdy nie miała chłopaka!
- Miała. Mało ją znasz! - zaśmiał się. - Tyle lat ją śledziłem. Kiedy zasypiałaś, już będąc starszą dziewczyną, wychodziła z domu na parę godzin. Miała kogoś, ale ciągle udawała, że kochała mnie i cierpiała. To mnie bolało, ale cóż... Pozwoliłem jej żyć po swojemu.
- Tak, pewnie. Zgrywaj niewinnego! - fuknęła wściekle Christina.
- Nie zgrywam, mówię prawdę. Zawsze.
- Bo uwierzę! - parsknęła śmiechem. - Ale mów, mów...
- Ułożyłem sobie na życie na nowo. Z Pauline.
- Zabiłeś ją!
- Bo mnie wydała. Chciałem to przeprowadzić w inny sposób.
- Jakiś subtelny, prawda? Porwanie mnie ciemną limuzyną? Nie bądź śmieszny! Ilu ludzi zabiłeś?
- Nie zabijałem, ale dawałem rozkazy.
- To prawie to samo - stwierdziła zimno.
- Czyżby?
- Stuprocentowo! A pani Railway? Co ona robiła?
- Eveline was obserwowała. Odkąd urodziła się Melisa. Miała wszystkie wiadomości o was...
- Ale skoro cię nie kochała, to czemu miała z tobą drugie dziecko?
- To była dyskoteka. Upiliśmy się jak dwoje nastolatków.
- Wykorzystałeś ją.
- Nigdy tego nie zrobiłem.
- Kochałeś ją? - spytała przerażona, a jej usta drgały.
Jeśli teraz powie, że tak, to musi skoczyć z mostu. Nie wytrzyma tego. Wolała się oszukiwać i wierzyć, że ojciec jej nie chciał. Wtedy mogłaby żyć dalej. Bez bólu, bez idiotycznego cierpienia. Przez te wszystkie lata była zimna. Odcinała się od świata i chciała uciekać. Jeśli odpowie, że tak, to zniszczy jej świat. Oby powiedział, że nie... Nie, nie, nie!
- Tak, ale w rok po narodzinach Melisy, wreszcie pogodziłem się z losem.
Na chwilę zamarła. Poczuła, że musi się zebrać w siłę i walczyć. Ironia była najlepszą bronią.
- Kochanki? - zakpiła.
- Narzeczona - uśmiechnął się z taką samą miną.
- Kto?
- Wtedy Pauline, teraz Eveline.
- Mogłam się domyślić... Nie wierzę w twoją historię! Zmyśliłeś to!
Oskarżenie... O tak, broń zgnębionych. Idealna dla niej.
- Możesz nie wierzyć, nie ma sprawy. Ale ona zawsze pisała pamiętnik. Nie wiem czy robiła to po naszym rozstaniu, ale można spróbować poszukać.
- Jesteś żałosny!
- Po tych wszystkich latach na pewno. Kochałem ją, Christino. Kocham też was.
- Nie wierzę ci! Nigdy nie walczyłeś, nie przyszedłeś.
- A kto chciałby ojca mafioza? Na pewno nie cnotliwa córka Alice. Alice miała zasady, choć czasem je łamała. Ale was, głównie ciebie, wychowała bardzo dobrze.
- Udało się jej.
- Ja to wiem, Christino - rzekł i prędko chwycił ją za rękę.
Kopnął drzwi i pociągnął ją do starej windy. Czuła ostre powietrze, bieg i swoją słabość. Chciała się wyrwać, ale on był silniejszy. Bała się, wręcz drżała na całym ciele. Nie wiedziała, co się dzieje.
- Porwałeś mnie? - wyszeptała dość głupio, ale była otumaniona żalem i przerażeniem.
- Jasne, to niezwykle proste.
- A te słowa?
- Są prawdą, ale nie mogą mnie złapać. Będziesz zakładniczką. Nie martw się, nie zginiesz - mruknął, kłamiąc po raz kolejny w swoim życiu.
Winda zatrzymała się i wyszli na dach budynku. Był płaski. Wokół jakieś stare konewki, sznurek z praniem i mała szopa na narzędzia. Normalny, nowojorski dach.
Eric niecierpliwie pociągnął ją ku krawędzi.
- Widzisz to wszystko? Tam, w dole, jest policja. Ale nie zapominaj, że to piętnaste piętro. Chciałabyś skoczyć? Poczujesz tylko wiatr we włosach, bezwładność, a potem zginiesz. Chcesz tego?
Kręciło się jej w głowie. Kiedy spojrzała w dół, widziała tłumy ludzi, auta stojące na zakorkowanych ulicach. Gdzieś tam był McCarthy i jego świta. Ale to nic nie pomoże. Teraz musi martwić się o siebie. O siebie... Postanowiła zastosować starą, dobrą broń. Może przeżyje.
- Mówiłeś, że mnie kochasz...
- Kocham cię, ale nie mogą mnie złapać. Nie mogą. Ty i tak mnie nie zaakceptujesz. Melisa może tak, ale ty nie.
- Skąd wiesz? Próbowałeś?
- Nie. Po co pytasz, skoro wiesz?
O nie, teraz powiedział za wiele! Wygarnie mu wszystko, niech przez chwilę pocierpi. Ale to gangster, pewnie to po nim spłynie. A szkoda, bo chciała zadać mu ból... Chciała, aby cierpiał jak ona.
- Wychowałam się bez ciebie i cierpiałam widząc tatusiów dookoła. Marzyłam o ojcu, a ty nie walczyłeś nawet o odwiedziny. Chciałam jakiegokolwiek ojca. Mógł być nawet kryminalistą. Zawsze byłbyś moim tatą. Ale teraz... teraz jestem inna. Do cholery, stałam się zimna, bo miłość mamy mi nie wystarczała! Nie potrafię okazywać uczuć. Ciągle ranię. Jestem potworem. Tak jak ty.
- Zamilcz - mruknął sucho i podszedł do małej szopy z narzędziami. Wydobył z niej megafon i zaczął mówić. - Uwaga! Jeśli odstąpicie, dacie mi prawo odejścia, to ją nie zabiję! Wiem, że jesteście podstępny, do cholery! Ale wiem też, że McCarthy ma słabość do mojej córeczki... To jak, McCarthy?
- Nie! - krzyknęła przerażona Christina. - NIE, NIE, NIE!!!
Nie chciała, aby popełniał błąd. Ona zginie, lecz go aresztują. Tego chciała. Melisą może zaopiekować się Vivienne albo Michael...
Jej głos zagłuszał megafon. Wykrzykiwała swoje słowa, lecz była mało słyszalna. Zaczęła go bić, walczyć o megafon, ale on był silniejszy. Odepchnął ją brutalnie, tak, że spadła na beton i rozbiła sobie rękę.
Słona krew trysnęła strumieniem. Nie mogąc zatamować krwawienia, Christina chwyciła jakąś szmatkę i przyłożyła ją do rany. To musiało wystarczyć.
Z dołu usłyszała krzyk: ,,Zgoda, Browman! Najpierw Christina! Pozwól jej wyjść.''
McCarthy... - myślała resztkami sił, starając się skoncentrować. Nie było to łatwe, gdyż ręka pulsowała coraz bardziej.
Podbiegła od tyłu, chwyciła za megafon, lecz po raz kolejny się nie udało. Upadła. Bolało coraz bardziej. Chciała się rozpaść, wręcz miała takie wrażenie, że za chwilę zginie. On coś mówił, dyskutował. Słyszała go jak przez mgłę. Ale teraz, teraz wiedziała, że warto walczyć.
Poczuła w sobie siłę lwa. Chwyciła siekierę i podbiegła ku niemu. Niestety, pulsująca głowa i ręka zrobiły swoje. Minęła się z celem, siekiera wypadła jej z rąk i zleciała z dachu.
Czuła dotyk powietrza, może nawet Bożych rąk. To było piękne uczucie. Takie przejmujące. Leciała i wiedziała, że to się nie skończy. Myślała, że właśnie idzie do nieba. Nie rozumiała, że znajduje się w powietrzu i zlatuje coraz niżej i niżej.
Potem poczuła coś miękkiego. Myślała, że to obłoczki rozpogodzonego nieba. Zaraz ujrzy Boga...
Lecz ciągle go nie widziała. Zaczęła się niepokoić. Wtedy usłyszała głosy i zobaczyła twarze. Zrozumiała, że żyje i dlaczego tak jest. Rozstawiono trampolinę, ot co.
Do Christiny podbiegła zmartwiona Melisa. McCarthy i jego świta szybko zaaresztowali Erica i wzięli go na posterunek.
Z oczu Christiny wytrysnęły łzy. Aby je ukryć, mocno przytuliła Melisę.
***
- Nie wiedziałam, że źle robię. Ogień jest piękny - spowiadała się Melisa do cichej Christiny. - To Greg mnie namówił. A potem znowu go widziałam. On jest dzieckiem pani Railway i JEGO.
Melisa nadal nie mogła przywyknąć do myśli, że jej ojcem jest gangster. Mimo, że miała więcej czasu na zapoznanie się z tym, to wciąż się nie udawało.
- Greg? - powtórzyła głucho Christina.
- Tak. Eduardo gadał, że oni to zaplanowali. A ON kiedyś do mnie przyszedł i mówił, że chciał dobrze, a wyszło źle. Aha i jeszcze to, że ty jesteś jak nasza mama. A ja nawet nie wiem, bo przecież umarła jak byłam mała.
- Coś chyba pamiętasz - szepnęła Christina.
- Jak mnie trzymała za rękę. Śpiewała o perłach... I miała loki jak ja!
- Nawet tańczyła!
- Była ładna, prawda?
- Tak, bardzo. Ja jestem podobna do... Erica.
- Och, tak się bałam. Myślałam, że...
-...że mnie nie zobaczysz? Ja też miałam to odczucie. Że umarłaś i mnie zostawiłaś. Kocham cię, Mell.
- A ja ciebie - zapłakała Melisa i wtuliła się w miękkie ciało siostry.



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 07.03.2010r.

1     

Zuanshie 07 03 2010 (14:41:08)

Nie rozumiem, jaki jest sens dodania tej części, jeżeli poprzednia została odrzucona? Mam nadzieję, że poprawisz ją [chodzi mi o 8].

TheRockerBaby 07 03 2010 (13:24:44)

To jeszcze nie koniec, bo będzie dziesiąta, ostatnia część. ;)

Groszek 07 03 2010 (12:56:07)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Na początek moje uwagi: "Były zimne i przerażające. Jak zimne kajdany bez kluczyków. " - dwa razy obok siebie użyłaś tego samego przymiotnika. To czyni tekst niespójnym. "- Boję się! - szepnęła w ciemność." - wykrzyknienie gryzie mi się z szeptem.. to jest wewnętrzna sprzeczność. Znów w dialogach robisz ten sam błąd: "- To Eduardo. - stwierdziła Melisa tonem wyjaśnienia wszystkich trosk." Będę Ci go wytykać, do momentu, kiedy wreszcie posłuchasz moich rad. No i w tym zdaniu brakuje mi wykrzyknika: "- Bo za wiele ci powiedziała - wycedziła kobieta od drzwi. " Skoro wycedziła, to powiedziała coś ostro. Tymczasem zabrzmiało to bezbarwnie, obojętnie. "- Uwaga! Jeśli odstąpicie, dacie mi prawo odejścia, to ją nie zabiję! Wiem, że jesteście podstępny, do cholery!" - po pierwsze "jej nie zabiję", a po drugie "podstępni". Nie jest to najlepsza część tego opowiadania, ale nie zawiodłaś mnie. Spodobał mi się koniec, fajnie wszystko opisałaś, dialogi wypadły naturalnie, wciągnęłam się i teraz mi szkoda, że to koniec. Z minusem :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7333 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42668 | Użytkownicy: 3312
Online(22): 17 gości i 5 zarejestrowanych: Krzyku_1993, quovadis, Pawlak, Evil_Angel, Totek

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl