warto go przeczytać
Rozglądała się po małym, nieschludnym gabineciku. Ściany były musztardowe, zupełnie jak w tych ohydnych stołówkach czy szkołach. Pośrodku pokoiku stało małe, brudne biurko. Wokół, na półkach i na podłodze walały się akta i szpargały.
Teraz otworzyła szerzej oczy i dokładnie przyjrzała się pomieszczeniu. Mężczyzna, którego nie znała, siedział na krześle za biurkiem. Nagle wielką ciszę zakłóciło skrzypienie rozklekotanego krzesła. Spojrzała na faceta i przypomniała sobie, że po pożarze odwieziono ją na posterunek policji.
- Po co tu jestem? - spytała oniemiała.
- Wreszcie! Siedzimy tu od dwudziestu minut. Siedzisz i myślisz... Musisz złożyć zeznanie.
- Dla pana jestem panią. - przemówiła wyniośle, opanowawszy natłok myśli.
- Okej. Coś ty taka drażliwa? Nazywa się pani...
- Christina Romano.
- Christina Jeanette Romano. Musimy wpisać drugie imię, a właśnie takie figuruje w pani aktach.
- I tak go nie używam.
- Wiem. Kto normalny używa drugiego imienia...
- Moja ciotka... - mruknęła cicho, przypomniawszy sobie o wielkiej cioci Adeli. Była aktorką na Broadway'u, wielką gwiazdą. Dostawała role w najlepszych sztukach i wyznała niezłomne, artystyczne zasady. Była wzorem i dla niej, i dla Melisy.
- Niech pani zezna, co wie w tej sprawie.
- Cóż... Byłam wtedy w pracy. Nagle zadzwoniła sąsiadka.
- Jak siÄ™ nazywa?
- Pani Railway. Eveline Railway.
- Co powiedziała?
- Powiedziała, że pali się dom i że nie znalazła Melisy... - dziewczyna rozpłakała się.
- Proszę pani. Ja wiem, że to...
- Nic pan nie wie! Ona była... była dla mnie kimś ważnym!
- Ale... Musi się pani uspokoić i wszystko zeznać.
Wymruczała przekleństwo i zaczęła mówić.
- Biegłam najszybciej jak mogłam, ale kiedy tam dotarłam... to blok już się spalił. Strażacy dogaszali pożar, ale nie było czego ratować. Odszukałam panią Railway i... zapytałam ją. Nie odnaleźli Melisy. Podbiegłam i chciałam wejść do budynku... Nie pozwolili mi. Na miłość boską, dlaczego mi nie pozwolili?!?
- Pani Romano... Oni nie mogli. Takie pożary są niebezpieczne, każdy to wie.
- Wiem! Więc moja siostra, jako jedyna, mogła zginąć?!? Do cholery, to niesprawiedliwe! Co to są za służby?
- Proszę się uspokoić! Co jeszcze pani wie?
- Tylko tyle. Ona nie żyje.
- SkÄ…d pani to wie?
- Na pewno. Nigdzie jej nie ma. Ciało jest pewnie w środku.
- Dowiemy się, gdy rozpocznie się rozbiórka.
- Ona nie żyje!
- Jak siÄ™ nazywa?
- Melisa. Melisa Jane Romano.
Zapisał imię i nazwisko, po czym spojrzał na nią uważnie. Czuła, że lustruje ją wzrokiem. Spojrzenie funkcjonariusza było dziwne.
- Ile ma pani lat?
- Kobiety o wiek się nie pyta. - odpowiedziała starą gadką i lekko się uśmiechnęła.
- No to ile ma pani lat?
- Albo jest pan głuchy albo nie zna pan obyczajów.
- Czasy siÄ™ zmieniajÄ….
- Nie dla mnie. Proszę do mnie zadzwonić, kiedy... kiedy ją odnajdziecie.
- A numer?
- Numery są w aktach. - szepnęła i ledwo-ledwo, wręcz bezwładnie jak lalka, wysunęła się na korytarz. Nie miała sił. Mogła udawać, że wszystko jest w porządku, ale tak nie było. Kochała Melisę. Lecz ona znikła. Pewnie umarła w gruzach. Tak, czuła to. Co się zapaliło? Oparła się o ścianę i zawirowało jej w głowie. Opadła na ziemię jak szmaciana lalka.
Ocena: 3.5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 15.02.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7333 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42668 | Użytkownicy: 3312
Online(25): 18 gości i 7 zarejestrowanych:
pasieczny14, quovadis, Pawlak, Evil_Angel, Totek, dusfluran, subtelny demon