warto go przeczytać
Obudziły mnie ciche szepty. Jego szepty. Przestraszyłam się. Zagryzłam wargi i naciągnęłam na siebie kołdrę. Pragnęłam rozpłynąć się, być niewidzialną. Przez materiał czułam, jak wpatruje się we mnie. Ręce zaczęły się trząść, znów ogarniała mnie panika.
- Nie… - wzdychałam. – Nie, zostaw mnie! Odejdź.
On nie zamierzał mnie zostawić. Co więcej, dla niego zabawa się dopiero zaczęła. Podszedł do mojego łóżka i nachylił się. Zaczął mnie gładzić po twarzy, po czym ześlizgiwał się w dół. Swój rozkoszny taniec zaczął od ust, przez przełyk, aż do końca żołądka. Szarpałam się i rzucałam na łóżko, kropelki potu wystąpiły na całym ciele. Połyskiwały i mieniły się w odbiciu księżyca. Jakże cudowne. Rozdrażniony brakiem należytej uwagi, zachichotał, wbijając igły w moje brzusze. Załkałam. Łzy pokryły zarumienione od bólu policzki, jakże parzące.
- Boli – wrzasnęłam. – Boli!
Nagle w pomieszczeniu zapanowała cisza, bolesne promieniowanie ustąpiło. Odrzuciłam pościel na bok i niepewnym wzrokiem obserwowałam pokój. „ Poszedł sobie - pomyślałam z radością. – Nie jestem taka słaba, jak myślałam. Poszedł sobie…”. Z uśmiechem na twarzy opadłam na poduszkę, wzięłam głęboki wdech i przeczesałam włosy.
- To będzie cudowna noc – mruknęłam sennym głosem. - Pierwsza od tak dawna.
*
Promienie słoneczne zaczęły przedzierać się przez żaluzje. „O, tak! – pomyślałam. – Nowy, piękny dzień”. Przeciągnęłam się, a kąciki ust znacząco się podniosły. Byłam szczęśliwa. Złapałam za leżący na szafce obok amulet i przycisnęłam go do klatki piersiowej. Popatrzyłam w sufit i wybuchnęłam gromkim śmiechem.
- Wygrałam - syknęłam. – Słyszysz?! Wygrałam!
Podniosłam się z łóżka i, jak małe dziecko, zaczęłam na nim skakać. Cieszyłam się i miałam wielką ochotę podzielić się tą dobrą wiadomością z innymi, kiedy…
- Nie, nie, nie, nie – mówiłam jak opętana. – Do jasnej cholery, nie!
Mój śmiech przeistoczył się w histerię. Zdruzgotana opadłam na materac i zaczęłam walić w niego pięściami.
- Kurwa, czemu ja? – krzyczałam ze łzami w oczach. – Czemu…? Ja…?
Opanowałam się na tyle, aby móc spojrzeć trzeźwym wzrokiem na rzeczywistość. To on wygrał, nie ja. To on znów dopiął swego, a dowodem tego były porozrzucane na dywanie resztki jedzenia i … I moje wymiociny.
*
„Potrzebuję pomocy” te słowa nie raz, nie dwa pałętały się w mojej głowie. Tylko jak o nią poprosić? I kogo? Przecież nikt mi nie uwierzy. Kto przy zdrowych zmysłach potrafi pojąć, co mnie nęka? Co każdej nocy zżera mnie od środka? Co mnie niszczy? Sama tego nie rozumiem, sama nie potrafię odpowiedzieć sobie na te i wiele innych pytań, więc jak ktoś z poza tego syfu może mi pomóc? Na początku byłam twarda, myślałam, że sobie z tym poradzę. Że dam radę. Ale nie daję. Do cholery jasnej, nie daję! Z dnia na dzień obumieram. Czuję coraz większą pustkę. I tą bezsilność. Wypalam się. Ja wiem. O to mu właśnie chodzi. Chce mnie zniszczyć. Wcześniej walczyłam, a teraz? Bywa, że bezwiednie ulegam. Już nie potrafię odróżnić jawy od rzeczywistości. „Potrzebuję pomocy”, tylko gdzie?
*
- Cześć, Majka. Znajdziesz dla swojej starej kumpeli trochę czasu? – wymamrotałam do słuchawki słodkim tonem.
- Coś się stało?
Jej pytanie było do przewidzenia. W końcu dzwonię do niej po miesiącu ciszy.
- Nie, czemu miało się coś stać? To już nie można umówić się z psiapsiółką na ploty? – wymusiłam grymas uśmiechu na twarzy. – Więc? Za godzinę pod „Gargamelem”?
- Em. Tak, jasne. Za godzinę. Pod „Gargamelem” – wydukała jednym tchem.
- No to cześć.
- Tak, do zobaczenia.
*
Majka jest w stanie mi pomóc. Czemu ona? Sama tego jeszcze nie wiem.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 26.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7329 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1466 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42651 | Użytkownicy: 3312
Online(39): 37 gości i 2 zarejestrowanych:
Faun, Janek Freund