warto go przeczytać
Opublikuję tutaj zadanie z pierwszej klasy gimnazjum, które zadała mi moja polonistka dwa lata temu, po przeczytaniu 'Małego Księcia'. Dokładny temat: Napisać ostatni rozdział 'Małego Księcia'. (Przy okazji powtórek do szkoły, znalazłam tego masę i zapoczątkowuję nową serię 'Zadania z języka polskiego')
Planeta nic się nie zmieniła. Blond-włosy chłopiec oglądał ją ze wzruszeniem.
Już zawsze będzie trwał przy wygasłych i działających wulkanach. Będzie z nimi na dobre i na złe. Mimo to, ciągle zadawał sobie pytanie, czymże są kratery wobec róży, która z wielkim zniecierpliwieniem oczekuje jego przybycia?
Mały Książę ominął wulkany i pobiegł ku róży.
Jakież było jego zdziwienie, gdy w miejscu przeznaczonym dla ukochanego kwiatu, zastał także inny, zupełnie nieznany.
Był drobny. Miał cieniutką, zieloną łodyżkę i małe płatki, tak drobne i cienkie jak nitki babiego lata na wietrze. Kolorem przypominały mu niebo w wesoły, pogodny dzień.
Podszedł bliżej, chcąc dokładnie zbadać dziwne zjawisko. Jego usta lekko się otworzyły, bowiem zdziwienie jeszcze nie minęło.
Róża uchyliła kielich, ukazując swoje piękne, rubinowe płatki, w których czaiły się jej wdzięki.
- Witaj - przywitała Go.
- Witaj... i ty także dziwny kwiecie. Wybacz, nie znam cię.
- Ten kwiat przybył tu niedawno. Małe, zagubione nasionko opadło i wybrało Twoją planetę na swoje zamieszkanie. Jego płatki są schowane. Dotychczas odezwał się tylko raz - referowała róża, rzucając dziwne spojrzenia lazurowemu kwiatu.
- I cóż powiedział? - zapytał Mały Książę.
- Dziwne słowa... 'Szczęście przyjdzie samo. Nie warto go szukać!'
- Szczęście przyjdzie samo. Nie warto go szukać - powtórzył chłopiec, aby zapamiętać.
- Tak. Te słowa… One dały mi przestrogę. Dotychczas bawiłam się z motylkami i próbowałam zawrzeć znajomości z gąsienicami - mówiła róża zupełnie innym tonem niż zwykle.
- I co?
- Tylko tyle powiedział. Dzięki niemu się zmieniłam! To było niezapomniane... - rozpłakała się róża.
Mały Książę pocieszał ją jak tylko mógł, a gdy tylko przezwyciężył onieśmielenie, odezwał się do nieznanego kwiatu.
- Kim jesteś?
Niestety, ten ani drgnął. Dopiero za drugą próbą złapania kontaktu, przeciągnął się i sennie rzekł:
- Przepraszam, nie usłyszałam cię. Byłam tak bardzo zmęczona. To była długa podróż.
- Jaka podróż? - zaciekawił się Mały Książę.
- Przybyłam z Ziemi. Jestem wspomnieniem przeżytej przez ciebie przygody. Pamiętasz wydarzenia na pustyni? Lotnika? Ty mu zostawiłeś śmiech, on tobie wspomnienia.
Mały Książę dziwnie załkał. Tak przynajmniej oceniłby to postronny obserwator. Jednak prawda była nieco inna. Nie były to łzy ani cierpienie. Po prostu śmiech. Nie histeryczny, ale śmiech osoby szczęśliwej. W sumie był to dobry sposób na podziękowanie spotkanemu człowiekowi. Dodatkowa dawka radości.
Kwiat cierpliwie zaczekał, aż chłopiec umilknie. Dopiero potem kontynuował opowieść.
- On nie wiedział, że ja tu będę. Nadal nie wie. Tak się po prostu zdarzyło. To przez jego tęsknotę.
- Rozumiem - odparł Mały Książę.
- To nie wszystko. Nazywam się Niezapominajka i jestem symbolem twojej przygody. Na Ziemi jest wiele takich jak ja. Dla każdego jestem symbolem innego wydarzenia.
Teraz Książę wiedział już wszystko. Troskliwie zajął się kwiatami, dzieląc pomiędzy nie wystarczająco dużo uwagi. Kiedy uporał się z wulkanami, przyszły mu nowe, trudniejsze zadania. Mimo to żył szczęśliwie, ciesząc się każdym dniem, myśląc nad przeżytymi przygodami i wyciągając nowe wnioski z pomocą wspaniałej mentorki - Niezapominajki.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 07.09.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(10): 9 gości i 1 zarejestrowanych:
Ismo