warto go przeczytać
Pseudonim: anyway
Ciągle leżę, a upragniona śmierć nie przychodzi. Ile czasu już go nie ma? Miesiąc? Rok? A może godzinę? Nie widzę różnicy. Każda sekunda, każda minuta i godzina bez słodkiego głosu, zapachu frezji i arbuzów, cudownych ust i onyksowych oczu jest męką. Czuję się coraz gorzej fizycznie i psychicznie. Dusząca tęsknota do aniołka zalewa mi płuca swoją lodowatą gęstością, uniemożliwiając normalne oddychanie. Ruki, Ruki, Ruki... Uporczywie powtarzam sobie, że nie byłeś tylko iluzją, stworzoną z samotności. Że nie przyśniła mi się słodka pieszczota twoich ust. Że złote kryształki to nie tylko lśniące drobinki kurzu, choćby wydawało się to logiczne. Istniejesz, skoro pamiętam twój oszałamiający zapach, paraliżujące umysł, delikatne muśnięcia nagiej skóry. To dowód. No i... Mam jeszcze to piórko. Bladozłote, ozdobione anielską aurą. Leży w mojej otwartej dłoni, słodząc mi skórę swoim ciepłem. Anielska delikatna siła wnika w ciało, od dłoni, po serce, dając mi namiastkę jego dotyku.
Zaciskam dłoń na piórku. Moje ciało zaczyna wypełniać słodycz... Mdląca, nieprzyjemna, cierpka... Tracę władzę nad ręką, kiedy staram się wypuścić tę cząstkę Ruki\\\\'ego. Ręka zaciska się mocniej, niewiarygodnie mocno, jak na tak słabego człowieka. Zaczynam szybciej oddychać, bez skutku. Gardło klei się obrzydliwą mazią. Duszę się. Czuję jak moje płuca rezygnują z walki o moje życie, oddając mnie w śliskie dłonie ciemności, które coraz bardziej oszałamiają mój umysł. Przed oczami stają mi czarne plamki. Moja dłoń niespodziewanie się rozluźnia, uwalniając mnie tym samym od piekielnej słodyczy. Łapię zachłannie oddech, rozkoszując się chłodnym powietrzem. Słyszę obok nerwowe głosy, czuję szarpanie w okolicach nadgarstków i wstrzykiwany mi w krew lek. Powoli mój umysł ogarnia tępe wrażenie niemocy. Zastanawiając się, co Ruki chciał mi tym piórkiem przekazać, zapadam w niespokojny sen.
Budzę się zlany zimnym potem, drżący i obolały. Bezwładne ciało już nawet nie boli. Jest tylko jakby bardziej sparaliżowane, nie mogę obrócić nawet głowy. Obok dłoni dostrzegam piórko. Błyszczy się i mieni bardziej niż zwykle. Nasuwa mi się na myśl podekscytowane spojrzenie aniołka. Czyżby Ruki przewidział taki obrót zdarzeń? Co on chce właściwie zrobić? Nie rozumiem go. Gdyby to wiedział, na pewno spojrzałby na mnie spode łba, prychając z litością. Wyglądał tak uroczo, gdy to robił. Jak małe, rozkapryszone dziecko, które nie może pojąć głupoty rodzica, gdy ten nie rozumie kolejnej kreskówki. Uśmiecham się na samą myśl. Aniołku, co ty ze mną robisz? Dlaczego tak mnie zmieniłeś? Szczerzę się idiotycznie, rozmyślając o swojej tępocie. Tymczasem w głowie zasuwa mi się hebanowa kurtyna. I już nie myślę. Nie czuję. Nie istnieję.
Ruki!
Gdy otwieram oczy w sali panuje mrok i cisza. Ciało pulsuje urwanym bólem. Sięgam ślepo w miejsce, gdzie powinno leżeć piórko, i rzeczywiście, czuję jego miękkość pod opuszkami palców. Gładzę je chwilę, krzywiąc się pod łagodną słodyczą, po czym pewniej biorę w garść. Udusić się tym paskudztwem, tego pragnę. Nagle czuję delikatną dłoń, otwierającą moją, i wyjmującą pióro. Strach wymusza dziki rytm na moim sercu. Nikt nie widzi tego pióra, tak jak nikt nie widzi Ruki\\\\'ego! Więc... To może być tylko... Zbieram w sobie cała siłę, jaką posiadam, całe moje zdrowie. Otwieram usta i chrapliwie wystękuję:
- R... Ru... ? - Opadam wykończony na poduszkę, oddychając szybko. Niemowa, kaleka, żałosny, skazany na milczenie trup pokonał na chwilę swoją słabość. Osoba, którą się kocha jak szaleniec jest tego warta. Tak, kocham mojego aniołka. Chciałbym wykrzyczeć te słowa. Kocham go. Kocham go, a on tu jest, wreszcie jest, by mnie zabrać... Moje nozdrza uderza piękny zapach. Zaskoczony, wyczuwam subtelną woń białej czekolady. Nade mną zwisa czarna czupryna. Gorzkie, bolesne rozczarowanie, wyciska łzy z moich oczu. Kim więc jest osoba, widząca piórko? I gdzie do cholery jasnej jest Ruki?!
- Nie mogę uwierzyć, że naprawdę to zrobił - szepcze aksamitny, mocny głos, tak niepodobny do uroczych dzwoneczków głosu mojego aniołka. - A ty przypadkiem nie miałeś być niemową?!- Zwrócił się do mnie z jakąś dziwną pretensją i oskarżeniem, jakby chciał, abym zaczął się pokornie tłumaczyć. Niestety, koszmarny ból gardła i ucisk klatki piersiowej nie pozwalają mi nawet pomyśleć o mówieniu. Nie, już więcej nic nie powiem, nie w tym życiu.
Salę nagle wypełnia światło, a ja mrużę oczy, by przyzwyczaić je. Mężczyzna przede mną ma kruczoczarne włosy, wdzięcznie rozczochrane. Bezdenne, czarne oczy. Taką samą jak Ruki tunikę, a otoczony jest srebrzystą aurą. Dumny i majestatyczny, choć poza surowością widać wesołe, kolorowe przebłyski. Jakby za wszelką cenę pragnął pozować na autorytet dla innych aniołów. Bo z pewnością jest aniołem. I z pewnością nie jest Ruki\\\\'m.
- Rozumiem, więcej już nie powiesz. Zwłaszcza mi - Uśmiecha się z zadumą, bije od niego niespodziewana sympatia. - Jestem Aoi. Moim zadaniem jest przytrzymać cię przy życiu, i pilnować powrotu do zdrowia. Nie pozwolę ci umrzeć, choć jak widzę - unosi dłoń z blednącym piórkiem- Ruki miał, co do tego inne plany.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 03.09.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7329 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42657 | Użytkownicy: 3312
Online(40): 36 gości i 4 zarejestrowanych:
Wojtex81, Yenna, szon, Pawlak