warto go przeczytać
Pseudonim: Pyriel
Słowem wstępu. Jest to mój debiut literacki.
Liczę na konstruktywną krytykę :)
Błażej Czyżykiewicz właśnie wraca do domu (o ile wynajmowaną klitkę można nazwać domem). Niesie w ręku biodegradowalny tobołek, a w nim jakąś podrzędną whisky z supermarketu, pół bochenka chleba i paczkę parówek.
W jego głowie w kółko krąży jedno zdanie, wdzierające się w najgłębsze zakamarki umysłu, nie dające mu spokoju, sprawiające ból.
– Mam dość. - Błażej miał dość wszystkiego, nie pasował do tego świata, brzydził się nim, gardził ludźmi. Celem jego egzystencji było przetrwanie (najlepiej w samotności).
Nie potrafił kochać albo wmówił to sobie po tylu nieudanych razach. Był cholernym pesymistą.
Kiedyś po kilku piwach usłyszał od swego jedynego przyjaciela:
- Czyżyk, wiesz Ty co? Studiowanie filologii polskiej do tego zobowiązuje, więc powiem to wreszcie, jesteś współczesnym Werterem! Pieprzony wariat z Ciebie, ohydny dekadent, męczysz już mnie. Gościu, wyłaź z nami częściej… Jak długo będziesz tak żył, w ciemności, osamotniony? Pora się uśmiechnąć, powiedzieć sobie „carpe diem” – rzekł chwiejnym głosem Maurycy (znali się praktycznie od zarania dziejów).
- Stary, wypiłeś już dość. Pieprzysz, nie jestem ani dekadentem, ani tym bardziej pieprzonym Werterem. Po prostu uważam, że intelektualnie nikt nie sprosta mym wymogom. Chodź, podejdę z Tobą na przystanek - powiedział Czyżyk, biorąc pod ramię swego towarzysza.
Dobrze wiedział, że biedny Maurycy miał rację, ale cóż. Nigdy się do tego nie przyzna.
Kroczył powoli, słońce zachodziło, zbliżała się noc…
Rozległ się trzask zamykanych drzwi. Pierwsze, co zrobił, było włączenie tej diabelskiej maszyny – komputera.
W międzyczasie, kiedy system się ładował, rozpakował zakupy, otworzył whisky, nalał sobie trochę do szklanki, wyciągnął zgiętego papierosa i tak przygotowany zasiadł przed monitorem.
Upił łyka, delektował się tym tanim alkoholem, zaciągnął papierosem. Jaką dumą napawała go umiejętność puszczania kółeczek.
Wszedł na swoją skrzynkę.
– No tak, a któż taki miałby do mnie pisać - orzekł zamykając stronę.
Włączył odtwarzacz i w domu rozlały się dźwięki Pink Floydów. Dom; cichy zakątek, gdzie mógł szerzyć swe pasje, zagłębiać się w literaturze i być sobą. Co prawda jeden pokój i kuchnia to nic wielkiego, ale jak to się mówi „ciasny, ale własny.” Dla studenta owe warunki wystarczały, tym bardziej, że rzadko miewał gości.
Usiadł na fotelu, sięgnął po książkę (mówiąc o jego mieszkaniu należy wspomnieć, że całą powierzchnię wypełniała literatura). Padło na „Cierpienia Młodego Wertera”.
Otworzył tam, gdzie ostatnio skończył i rzuciło mu się w oczy następujące zdanie: „Rozdarłbym sobie czasem piersi i roztrzaskał mózg, że tak mało można dla siebie znaczyć!”
Przypomniał sobie o rozmowie z Maurycym.
- Ja Werterem? – wypowiedział ironicznie Błażej.
Nagle w całym mieszkaniu zrobiło się ciemno, mimo tego, że słońce wciąż mozolnie zachodziło. Właściwie to wytworzył się wewnętrzny mrok.
- Cholera jasna, cholera! Znów się to zaczyna, nie mam już sił… - wyrzucił z siebie Czyżyk gasząc papierosa. Wiedział, co się dzieje, co się wydarzy, nie pierwszy raz zresztą. Od kiedy pamiętał raz na jakiś czas przytrafiało mu się coś takiego. Z wiekiem rosło w siłę, a ostatnio wręcz go zdominowało. I oto nastał mrok, wszystkie urządzenia elektroniczne pogasły, słońce nie mogło się przedrzeć przez tajemniczą barierę.
Błażej za każdym razem sięgał po zapalniczkę, odpalał ją, sprawdzając co się dzieje z ogniem (czasem dawała odrobinę światła, lecz blask przegrywał starcie z ciemnością). Tym razem nawet nie pojawiła się poświata, emanował z niej czarny płomień, parzył. Było to ogniem, lecz pozbawionym swej barwy.
- Jest źle, tym razem nie dam rady… - pomyślał, sięgając w tych egipskich ciemnościach po butelkę whisky (widział doskonale, gdzie ona jest, widział w mroku. Cóż w tym dziwnego skoro obcuje z nim od tylu lat…)
Nie próbował uciekać, bo wiedział, że nie ma gdzie.
- Należy to przeżyć, ot cała filozofia. – Usłyszał w swoich myślach.
- Spróbuj tym razem mnie dopaść! HahahHAah! - Okrzyk przerodził się w paranoidalny śmiech. Błażej przechylił whisky. Czuł, jak alkohol wierci mu mózg. Padł mimowolnie na kolana.
- Już czas… - wyszeptał z trudnością.
Jego ciało zostało sparaliżowane, bezwładne, na łasce mroku. Opadł z kolan, wylądował na podłodze. Jego poza przypominała wielki znak X. Mrok zaczął się formować. Obskurne macki dotykały go, wdzierały się w jego ciało, zalewały duszę. Czuł ból, czuł strach, czuł śmierć. Z każdą sekundą odchodził od zmysłów.
Jakimś cudem udało mu się wypowiedzieć:
- Jestem Milijon, bo cierpię za milijony.
Po czym przerażające dłonie uniosły go w górę. Znajdował się tuż pod samym sufitem. Stał się naczyniem, mrok wlewał się w niego, powoli wszystko wracało do normalności. Słychać było tylko przerażający krzyk, pełen bólu, pełen cierpienia. Krzyk szaleńca. Błażej ocknął się, powoli podniósł głowę, mieszkanie wydawało się normalne. Obok niego znajdowała się pobita butelka whisky. Spojrzał na swe dłonie. Ku jego przerażeniu żyły się uwydatniły, czarne pulsujące kanały.
– O, a to coś nowego widzę - powiedział lekko zdziwiony.
Pulsowanie nie ustępowało. Stało się bolesne. Udał się do łazienki, rozebrał się. Przyglądał się sobie, jego ciało było całe pokryte ciemnymi kanałami. Ból zaczynał go ogarniać. Spanikował. Chwycił po nożyczki, przeciął naskórek, z palca wysączyła się czarna maź. Upadła do umywalki, po czym zniknęła, przemieniając się w niewielki kłębek dymu. Rana natychmiast się zasklepiła. Pulsowanie ustąpiło. Ciało wracało do codziennego stanu. Wchłonął mrok albo siła zadomowiła się u niego czekając na swój czas.
- No, żyję jednak, zawsze kończy się tak, że to coś znika, wchodzi we mnie. O co chodzi z tymi cholernymi żyłami? - mówił do siebie powoli się ubierając.
Mieszkanie wyglądało normalnie, muzyka znów zaczęła grać.
„There is no pain you are receding” rozbrzmiewały słowa piosenki.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 12.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7333 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42668 | Użytkownicy: 3312
Online(22): 17 gości i 5 zarejestrowanych:
Krzyku_1993, quovadis, Pawlak, Evil_Angel, Totek