warto go przeczytać
Pseudonim: skandalistka
-Dzień dobry.
-Dzień dobry. Widzę, że mamy nową uczestniczkę naszych zajęć? Siadaj, kochanie. – Wysoka szatynka z kręconymi włosami z uśmiechem wskazała dziewczynie puste krzesło. – Siadaj. Jak się nazywasz?
-Alina – dziewczyna powoli usiadła i rozejrzała się nieśmiało po pomieszczeniu. A więc tak: całkiem miła kobieta, mająca na karku około trzydziestki. Obok mnie całkiem niezłe ciacho, szkoda, że z szarymi oczyma. Źle mi się kojarzą. Oprócz niego jakaś młoda dziewczyna. Nie ładna, ale wygląda na miłą, pewnie studentka. Jakaś starsza kobieta... – Przepraszam, Mówiła coś pani?
-Tak, skarbie. Ile masz lat?
-Czternaście... a właściwie nie. Piętnaście. Czternaście miałam jak go poznałam.
-Kogo? Opowiedz nam o sobie. Dlaczego tu przyszłaś? – szatynka usiadła i ze sztucznym uśmiechem wpatrywała się w dziewczynę, która mocno zacisnęła dłonie na swojej czarnej torbie. Głośno przełknęła ślinę.
-Chciałam komuś o sobie opowiedzieć. – rozejrzała się po zgromadzonych – Mam piętnaście lat i zawsze byłam inna. Nie miałam przyjaciół, nie tych prawdziwych na których zawsze mogłam polegać. Mogłam się z nimi dobrze bawić, ale nigdy nie mogłam z nimi płakać. Przyzwyczaiłam się do tego, nawet nie czułam jakiejś tam pustki, jak to zazwyczaj mówią. Teraz czuję. – Jasnowłosa przerwała, spuściła głowę i znów zaczęła mówić – Poznałam go mając niecałe czternaście lat. Już pierwszego dnia zaczęłam się mu zwierzać. Myślałam, ba, wiedziałam, że to moja bratnia dusza. Pokochałam go od razu. Byłam jego młodszą siostrzyczką. Kłóciliśmy się, jednak on wiedział o mnie wszystko. Zawsze obiecał mi, że nigdy mnie nie zostawi, że nie zerwie ze mną kontaktu. Wierzyłam mu. Wszyscy się z nas śmiali, drwili, mówili, że zakochana para. Byliśmy zakochani, ale miłością taką jak kocha się rodzeństwo. Nie przejmowaliśmy się tym, pokonaliśmy wiele trudności. Jednak pewnego dnia musiał wyjechać. I nie mógł wrócić. Powiecie mi, że istnieje coś takiego jak komórka, autobusy czy pociągi. I racja, nie bałam się rozstania, bałam się, że zapomni. I miałam rację – mimo jego wszystkich zapewnień. Zapomniał. Z czasem przestałam jeść, mizerniałam w oczach. Gdzieś usłyszałam o żyletce, nie omieszkałam spróbować. – Dziewczyna powolutku podwinęła rękaw, gdzie na ręce widniały długie, szerokie szramy. – Pewnego razu, kiedy nie jadłam od 2 dni, zemdlałam z wyczerpania. Zabrali mnie do szpitala. Leżałam tam trzy miesiące, a On nie odwiedził mnie ani razu. Wiem, że wiedział. Musiał wiedzieć. Jednak wolał nie patrzeć na mnie, nie dotykać mnie, po prostu odejść. Proszę pani, ja nadal czekam. Czekam, aż wreszcie dokończy tą bajkę. Bajki zawsze kończą się dobrze, prawda? – po bladych policzkach spłynęły dwie szkliste łzy. – Niech ją ktoś dokończy! – jasnowłosa zerwała się na nogi. Porwała torbę i ze szlochem wybiegła z pokoju. Wpadła na wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę. Wtuliła się w niego i poczuła znajomy zapach duszy...
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 02.06.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7333 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42664 | Użytkownicy: 3312
Online(36): 30 gości i 6 zarejestrowanych:
subtelny demon, dusfluran, quovadis, Pawlak, Faun, Bordeaux