Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Pseudonim: Dawied
Imię: Dawid
Skąd: 5237660
O sobie: "Matko! czy są gdzieś jeszcze te ciche godziny Snów o sławie, zwycięstwie, życiu-bezklęsce, marzone i zaklęte: z Bogiem, sławą, synem. Matko! czy są gdzieś jeszcze te jasne godziny? Godziny...zgonów, życia podeptane butem, rozbite na minuty i sekundy bólu, w ostrza broni i walki potrzebą przekute..." K.K. Baczyński "Do matki" Przepraszam z góry za ortografię. A poza tym kwiatek jest kwiatkiem naważniejszym i jest wspaniały, że daje sobie czasami się sprzeciwić i pokłócić (i tak
Napisanych prac:
- wiersze: 112
- recenzje: 3
- wywiady: 3
- proza: 71

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 629 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Brązowy" 22.01.2012
"Wymyśliłam się" 31.12.2011
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010
"Kłamca cz. 5" 03.01.2010
"Wieczne miasto odc.5" 19.08.2009

Inne prace tego autora:
"Wieczne miasto odc.6" 23.08.2009
"Marlen cz. 3" 05.01.2009
"Marlen cz. 2" 04.01.2009
"Marlen cz. 1" 04.01.2009
"Marlen cz. 4" 05.01.2009

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Dobre kobiety" - Agent - 6
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna - 6
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth - 6
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna - 6
"Wiraże [4]" - subtelny demon - 5.66667

Najnowsza proza (wszystkie):
"Dobre kobiety" - Agent
"W zachodzie słońca cz.1" - Lilka
"Ektoplazma na tropie cz. 3" - Dawied
"Cztery dobre wróżby - epilog" - Ironiczna
"Zagubiona przeszłość" - Marybeth
"Anonymous" - Me_Gusta
"Cztery dobre wróżby -..." - Ironiczna
"Zew natury" - pasieczny14
"Wiraże [4]" - subtelny demon
"Blackwood Village" - Wolf Girl

40 mln dobrych uczynków cz. 8

Ciężko jest napisać wesoły dialog, gdy całą duszą tęskni się do wyjątkowej osoby.

Zebranie anonimowych seksoholików było kolejnym idiotyzmem, o który nawet ja bym was nie posądziła. Jak widać idziecie wciąż naprzód i nawet dobrze. Mam więcej frajdy i śmiechu w swoim szarym i nudnym życiu w pracy. Nie mówiłam pewnie wam tego, ale czas wolny w niebie idzie całkiem fajnie wykorzystać. Popijawy ze starymi anielicami, tańce boskich chippendalesów i zawody w rzucie do diabła to tylko nieliczne z imprez, które zaliczyłam po wyjściu z czyśćca. Musiałam odreagować, bo było tak cholernie nudno jak... ciśnie mi się na usta - jak na wykładach, ale pewnie osoby, które nie studiowały czułyby się dyskryminowane i na dodatek by nie zrozumiały tego porównania. Skończę w takim razie na stwierdzeniu, że było bardzo nudno.
Jeszcze większym idiotyzmem niż samo spotkanie, okazał się pomysł Artura. Rzuciłam się na niego i pewnie pobiłabym, gdyby nie Bachus, który zawisł tuż przede mną. Ledwo się zatrzymałam, a on z wyszczerzonymi zębami w uśmiechu, który można chyba określić słowami: jak u aniołka”, powiedział:
- Faktycznie, trafił ci się, o droga Sani, klient idiota.
- Dzięki – rzucił Artur i dodał – przecież nie pójdę bez partnerki, bo kto uwierzy w mój problem? Mam ją za kochankę podać? Przecież to nie po bożemu – warknął zdenerwowany i chyba trochę racji miał.
- Ma rację, Sani – Bachus lawirował obok mnie, za wszelką cenę próbując obrzydzić nerwowe chodzenie.
- Przestań! - ryknęłam na nietoperza i potężnym ciosem wyekspediowałam go w przestrzeń – powiem to jeszcze tylko raz robaku – zwróciłam się do Artura – Tak mnie obrzydza spoufalanie z tobą, że naprawdę dla swojego dobra nie rób tego – skrzywiłam się i nawet przez chwile ogarnęły mnie wątpliwości, co do słuszności mojego zachowania.
Nie wiem, naprawdę nie wiem, skąd u mnie taki lęk przed bliskością z ludźmi. Odwróciłam się szybko na pięcie, próbując ukryć swoje zmieszanie, które niczym burza wdzierało się na jasne niebo.
Bachus zawisł nad uchem Artura i powiedział na głos:
- Jest piękna, gdy się złości – nietoperz do perfekcji opanował sztukę modulacji głosu i nawet ja byłabym w stanie uwierzyć, że to szczera miłość maluje się w tych słowach – I ten temperament. Szef mi opowiadał, co wyprawia w łóżku – puścił oko do Artura i udając rażonego moim wściekłym wzrokiem, opadł na miękką kępkę mchu.
- Przepraszamy, może przestaną państwo odstawiać tą szopkę na podjeździe? - głos dobiegał z megafonu przy bramie – Guru czeka.
- Pieprzony Guru wszystko wie – rzucił nietoperz i dystyngowanym krokiem ruszył przez bramę.
- I co robimy? - zapytał Artur, gdy podawałam mu dłoń.
- Improwizujemy.
- Tylko pamiętajcie – Bachus odwrócił się i zmierzył nas swoim wzrokiem – jesteśmy na maksa perwersyjni i chcemy przeplatać tortury czułością i nie wiemy jak sobie z tym poradzić w naszym trójkącie – nietoperz, udający stosunek w pozycji na tak zwanego pieska wyglądał komicznie.
- Tortury na nietoperzu wydają się nawet ciekawe – rozpoczął z drwiną Artur.
- Dokładnie, mój drogi kliencie – czule westchnęłam i dodałam, udając wyuzdany wzrok – robię się cała mokra (dla osób, które nie zrozumieją tego idiomu zbyt dobrze, to chodzi o mokra od potu”), na samą myśl, że mogłabym cię skrzywdzić Bachusie.
- Domino – Bachus obleśnie pomachał językiem i dodał – bierz mnie – udał, że rozrywa koszulę, wzniósł się i usiadł na ramieniu Artura, zakładając nogę na nogę.
- Wybaczcie mój brak zdziwienia, ale przy Sani wszystko jest możliwe. I mimo, że gadający nietoperz, na dodatek mający poczucie humoru nie dziwi mnie, to wielce jestem ciekaw, czym do cholery jest – klient nerwowo strzepnął nietoperza z ramienia.
- Och, ależ flopa – Bachus, ukłonił się unosząc w powietrzu i dodał – jestem Bachus, słynny towarzysz Niosącego światło, którego wszyscy zwykli nazywać Świeczką. Znany w całym wszechświecie psotnik i hulaka – słuchałam tej przemowy z rozbawieniem – erudyta i wielki kocha...
- Skończ ścierwo – miało wyjść ostro – prawda jest taka, że jesteś popychadłem i nudziarzem.
- Co za anioł – westchnął z uwielbieniem Bachus.
- Nic z tego nie rozumiem – Artur się poddał.
- Wyjaśnię – rzekłam pogodnie – jest diabłem, sługą innego diabła i powinnam się go pozbyć, bo chce cię skusić do złego.
- Aha – I Artur znów zadziwił wszystkich swą inteligencją.
- Sani po prostu nie potrafi ze mnie zrezygnować, bo za bardzo ją kręci mój zgrabny, nietoperzy zadek – uśmiechnął się szelmowsko i dodał – grajmy nasze role i szukajmy odpowiedniego człowieka.
- Jasne – westchnął już całkiem podłamany Artur i nawet chciałam go pocieszyć drobnym klepnięciem, ale wszyscy w sali już na nas czekali.
Zebranych było jedenastu, wokół siedzącego w środku drobnego, niskiego Polaka pomalowanego pomarańczowym samoopalaczem, z wielkim turbanem na głowie.
- Shiva wita was – szepnął ochrypłym (przepitym) głosem guru.
- Shiva wita was – powtórzyli zebrani.
- Co za banda kretynów, Shiva i seks, ja pierdolę – szepnęłam Arturowi zdegustowana tą szopką.
- Udawaj – odpowiedział i niestety patrząc na napakowanych ochroniarzy, musiałam mu przyznać rację.
- Witamy wielmożnego guru – Bachus ukłonił się i dodał – Wraz z moimi przyjaciółmi zwracam się do ciebie o wielki i do was o, towarzysze niedoli – sztukę lizania tyłków nietoperz opanował do perfekcji.
- Chodzi o to, że myślimy tylko o seksie – chciałam przerwać tą irytującą przemowę, więc wtrąciłam się w słowo.
- Nietoperz – szepnął gruby jegomość w fraku – gadający – jego ulizane włosy zaczęły się unosić.
- O, bracia – guru wstał – nie lękajcie się nietoperza. Powiadam wam, że zaprawdę on też jest ssakiem – po sali rozniósł się szmer zdziwienia, Artur złapał się za głowę, a ja nie mogłam uwierzyć w nawet tak podstawową wiedzę klauna, który przewodził temu cyrkowi.
- Jestem Bachus – nietoperz zrobił przybitą minę i kontynuował – i jestem seksoholikiem. Mam ochotę wciąż się pieprzyć – jakby zatrwożony swym losem opadł na podłogę, przeszedł na swoje miejsce, powodując niezłe zamieszanie w sali.
- Usiądźcie – guru zwrócił się do mnie i Artura, a po chwili, gdy byliśmy już na miejscu kontynuował – złapmy się za ręce by utworzyć krąg zrozumienia – jak posłuszne barany wszyscy wykonali polecenie. Przyszło mi to cholernie trudno.
- Ale cyrk – szepnął Artur i dodał – widzisz kandydata?
- … - westchnęłam maskując swoje zakłopotanie, bo przecież pod wpływem irytacji całkiem zapomniałam o zadaniu i dodałam – jeszcze nie.
- Teraz tradycyjnie każdy powie o sobie kilka słów, a później zacznę swą naukę. Panie nietoperzu, może pan zacząć? - Guru był dziwny, bardzo dziwny.
- Ależ to zaszczyt guru. Wiecie już, kim jestem i dlaczego tu jestem, ale mój problem ciąży mi tak strasznie na mym wielki sercu… – złapał się teatralnie za pierś – jeszcze kilka lat wstecz byłem niewinnym prawiczkiem masturbującym się potajemnie przy pornosach taty i nawet nie wiem, kiedy stałem się seksualną legendą. Ileż to różnych nietoperzyc poderwałem. Poznałem Kamasutrę na wylot, a kontuzje z tamtego okresu dokuczają do dziś. Zaspokajałem w sekrecie pierwsze damy, te ładniejsze rzecz jasna, i łamałem serce aktorkom. Ciągle jednak poszukuje nowych doznań seksualnych. Ból stagnacji zabija mnie – Bachus rozpłakał się i po tej przemowie, przez chwilę nawet było mi go żal.
- To takie przykre – szepnęła do niego podstarzała blondyna z olbrzymim (na pewno silikonowym) biustem i pogładziła po głowie.
Jej sąsiad z włosami zaczesanymi do tyłu na przesadną ilość żelu, wstał błyskawicznie i przystawił lufę olbrzymiego magnum do malutkiej czaszki nietoperza.
- Motherfucker, nie podrywaj mi mojej dziewczyny – zastanowił się chwilę i dodał swoim piskliwym głosem – proszę.
- Ależ Stevie...
- Mówiłem, że Stasiek – ryknął podenerwowany i trzeba przyznać, że głos miał co najmniej kobiecy.
Szarpnął dziewczynę za rękę i bezceremonialnie wyciągnął z sali. Stojąc przy wejściu odwrócił się w kierunku guru i rzekł:
- Wiem, kiedy szykują się problemy z moją kobietą. Wychodzimy guru!
- To wasza wola – szepnął guru markując pokorny ukłon – jak będziecie chcieli walczyć ze swoim pożądaniem proszę wróćcie, nie jesteście jeszcze uzdrowieni - a po chwili krzyknął – proszę uregulować rachunek przy bramie!
Bachus wykorzystał zamieszanie sfrunął z krzesła, przemknął nad podłogą i wdarł się pod krótką sukienkę blondyny. Na jej twarzy odmalował się uśmiech i sztywno przeszła z nogi na nogę. Nawet specjalnie mnie to nie zdziwiło. Ten bezczelny nietoperz miał swój styl, bardzo pasujący do takiej idiotki. Gdy śmieszna para znikła wraz z Bachusem ukrytym w bieliźnie kobiety, przemówił guru.
Nasi przyjaciele nie są jeszcze gotowi, ale proszę moi mili kontynuujmy.
Głos zabrała kolejna osoba. Tym razem był to młody mężczyzna, o przejrzystym spojrzeniu niebieskich oczu i zniewalającym uśmiechu. Tak, miał dołeczki drogie panie i jak każdą kobietę cholernie mnie one kręciły. Marynarka, biała koszula i zaprasowane spodnie świadczyły o dobrej prywatnej uczelni, w której roiło się od bogatych dzieci, bogatszych rodziców. Ech, Polska to cholernie dziwny kraj przystojnych mężczyzn. Sani, ale pleciesz...
- Jestem Michał, mam dwadzieścia dwa lata i jestem seksoholikiem. Trochę głupio mówić mi o moim problemie, jest... nietypowy...
- Michale – zabrał głos jegomość z cygarem. Czuł się dość swobodnie i wyglądał na rutyniarza, a jego złoty zegar podpowiadał, żeby lepiej mu się przyjrzeć – wiem jak to jest, guru wie z iloma ja problemami muszę walczyć. Mów śmiało.
- Michale, to pierwszy krok ku twemu ozdrowieniu – odezwał się guru.
- … - nastała cisza, a chłopak wyraźnie próbował zebrać się w sobie by zacząć swoje wyznanie – chodzi o to, że gdy chcę się kochać z kobietą to... - zrobił pauzę i kontynuował nieco spokojniej – nogi kobiet są fascynujące, ich stopy niepowtarzalne i takie delikatne. Uwielbiam je, dostaję orgazmu patrząc na nie, marzę żeby ich dotknąć, a gdy wreszcie moje wargi zaczynają delikatnie badać ich skórę, wypukłości i kostki, gdy czuję krew leniwie pulsującą w ich żyłach wpadam w ekstazę nieporównywalną z niczym. Później ssę palce, jak dziecko smoczek. Eksploduję radością – otworzyłam aż usta, będąc pod wrażenia tego opisu, szkoda, że chłopak był kompletnym świrem – Uwielbiam stopy...
- Żeby przestać... - włączył się guru, ale przerwał mu chłopak.
- Nie chcę niczego zaprzestawać... - westchnął i przełknął ślinę – chodzi o to, że kobiece stopy śmierdzą, kobiety o pięknych stopach nie myją ich, niszczą ich żar i podnietę butami ze sztucznych materiałów, które nie oddychają, które zmuszają do pocenia. Tak bardzo mnie to boli i odrzuca – zaczerwienił się i dodał – ostatnio, gdy byliśmy nadzy i chciałem po tych całych formalnościach w niej przejść w końcu do stóp... zwymiotowałem, bo już przy kolanach nie mogłem znieść jej zapachu... - zapłakał nieco sztucznie, ale chyba ze szczerych pobudek.
Nastała nieprzyjemna cisza. Rozejrzałam się po zebranych i na wszystkich twarzach malowało się zdziwienie pomieszane ze zniesmaczeniem. No tak, czegóż można się po was spodziewać. Ludzie to brzmi żałośnie, tym bardziej jak się widzi przyszłość świata skamlącą, bo jakąś laska nóg nie umyła. Jesteście pojebani. Was nie trzeba zbawiać, was trzeba leczyć. Guru nie wiedział co powiedzieć i pewnie, gdyby nie te grube dolary, które dostał od rodzinki chłopaka zacząłby się śmiać i wysłałby go do czubków, znaczy się chorych psychicznie. Napiął się, żeby nie pokazać swego nastawienia i wezwał ochroniarza. Poszeptał kilka słów i mogłabym je wam już zdradzić, ale dla zachowania dramaturgii udam, że nie słyszałem. W końcu umalowany samoopalaczem karzeł, z turbanem na głowie powiedział:
- Chłopcze, nie martw się pomożemy ci, wprowadzimy na drogę ku szczęściu.
- Dziękuję guru – chłopak skamlał jak skończona panienka.
- A teraz kolejna osoba niech mówi...
I w tej chwili na scenę wkroczył Bachus, drepcząc swobodnie. Wyjął coś z między zębów, wdrapał się na krzesło, skupiając na sobie uwagę wszystkich zebranych i powiedział:
- Ominęło mnie coś?
- Nie – odpowiedział chór, a nietoperzowi oklapły uszy.
- Nazywam się Maria, a to mój mąż Antoni i jesteśmy seksoholikami – nie wiem skąd pomysł, że ta formułka może komukolwiek pomóc – Jesteśmy małżeństwem od pół roku – jej, jaki rekord, a myślałam, że moda na miesięczne małżeństwa i życie na kocią łapę zaraziła wszystkich młodych – I mamy problem.
- Ta szmata myśli tylko o seksie i o seksie, a ja mam dość. Jestem mężczyzną i też mam swoje potrzeby! - ryknął basowym głosem jegomość obok dziewczyny.
- Znam ten ból, stary – zawył Bachus.
- Mój mąż ma swoje potrzeby i rozumiem je, ale nie jestem w stanie im sprostać – ruda bez piersi miała taką flegmę w głosie, że postanowiłam jej pomóc.
- Jakie potrzeby? Chce się przespać? – rzuciłam ironicznie.
- Ale kurwa tu nie chodzi o moje potrzeby, ale o ten ciągły seks.
- Bo Antonii pragnie, żebym... - zawahała się, a jej mąż zakrył twarz ręką i w końcu zdecydowała się kontynuować – Lubi gadżety.
- Ech, pejcze, łańcuchy czy zwykłe wibratory? - zapytał Bachus.
- Dmuchane lale – jak widać Artura było stać na idiotyczne poczucie humoru.
- Nie rozumiem państwa, może dacie pani w końcu wyjaśnić – protekcjonalny ton kolesia z cygarem całkowicie mnie zirytował i tak bardzo chciałam, żeby to on okazał się naszym celem. I jeszcze ten jego złoty zegarek.
- Dziękuję – uśmiechnęła się do swojego wyzwoliciela.
- Nie dość, że mężowi nie daje, tak jak chce – mąż milczał zagryzając zęby, więc do akcji wkroczył Bachus – to jeszcze innych mężczyzn podrywa. Wiesz Mario, jesteś niezła laska, chodźmy na zaplecze?
- Ależ... - westchnęła kobieta i zwróciła się męża – Antoni zrób coś.
- Nietoperze są pod ochroną – rzucił mąż, nie podnosząc wzroku.
- A pani musi mieć śliczne stopy – Michał, aż się ślinił i w tej chwili byłam już pewna, że zamknęli mnie w psychiatryku.
- Dacie mi skończyć? - zaczęła płakać i krzyczeć – ja chcę opowiedzieć swoją historię.
- Już spokojnie kochanie, już nie płacz – Antoni ją przytuli.
- I widzicie, do czego doprowadziliście? Dama płacze – jegomość z cygarem wstał i zbliżył się do kobiety.
- Słowa, słowa, słowa – wyrecytował specjalista od nietoperzy i fan fraków.
- Dom wariatów – szepnął Artur, a ja tylko pokiwałam głową.
- Niech mnie pan nie dotyka! - zawyła Maria, gdy pan wszechdobry, kopcący próbował pogłaskać ją po kolanie.
- Niech pan ją zostawi. Każdy chce jej dotknąć i po kolanie pogładzić – zawył Bachus, udając głos kobiety, a później wściekle zawył.
- Proszę się odsunąć – guru miał wyuczony spokój w głosie i jak na wezwanie czarodziejskiej różdżki, płacząca kobieta została sama na krześle.
- Ja... - westchnęła i siorpiąc jak małe dziecko w końcu opanowała płacz – ja chcę mężowi dobrze zrobić, ja też mam już dość ciągłego seksu, ale on wymaga tych pieprzonych kulek! - warknęła.
- One nie są pieprzone! - podniósł głos Antoni.
- Jeszcze – dodał półgłosem Bachus.
- Mąż wkłada je sobie do ust, a później... - kobieta kontynuowała, ale jej flegma dała o sobie znać i wykorzystał to Bachus.
- A później każe pani wkładać je w pochwę? - zapytał bezczelnie, a mnie zaczęło ogarniać coraz większe zniesmaczenie. Boże, czy już naprawdę nie ma żadnego tabu?
- Nie! - oburzyła się kobieta.
- W odbyt? - Bachus się nie poddawał. Dzieci nie wierzcie temu, co tu się dzieje, seks wcale nie jest dziełem szatana, to miłosne uniesienie!
- W usta – kobieta znów ryknęła płaczem, a ja ledwo powstrzymałam się przed wybuchnięciem śmiechem – i i – próbowała ciągnąć swą opowieść dalej – i chce żebym w bieliźnie nimi żonglowała, a ja nie umiem żonglować – już całkiem się rozkleiła i zrezygnowała nawet z usilnych prób przytulenia.
W końcu Antonii nie wytrzymał i wrzasnął:
- Mówiłem, że szmata. Żadna szmata żonglować nie potrafi – i dołączył do lamentów żony.
- Ja – zaczął niepewnie kolejny gość tego cyrku - ja kiedyś chciałem nauczyć mopa żonglować – pociągnął nosem, oczy mu się zaszkliły i w końcu rzekł – Nie dałem rady – zawył najgłośniej.
Guru próbował udawać, że to normalne, Artur śmiał się pod nosem, a Bachus... Bachus drapał się w okolicach krocza. Miałam ochotę uciec, ale jakiś wewnętrzny głos kazał zostać. Gdzieś na tej sali siedział właściciel 10 mln i musiałam go znaleźć.
Szmery rozmów rozeszły się po sali. Michał wraz z Marią rozmawiali o stopach, Antoni dąsał się, a jegomość z cygarem próbował rozruszać dwie milczące pary. Specjalista od nietoperzy, w staromodnym fraku i z ulizanymi włosami tępo wpatrywał się w Bachusa, który machał leniwie skrzydłami pod samym sufitem. Artur chrapał, a ja wykorzystując moment, w którym guru rozprostowywał kości (gdy stał okazał się jeszcze niższy) badałam uważnie zachowania zebranych, ale o nikim nie mogłam wyrobić sobie jednoznacznego zdania. Osoby, które już się wypowiadały odrzuciłam na wstępie, a reszta wcale nie sprawiała wrażenia nadzianych idiotów, trzymających cały majątek w sejfie.
Może powinnam spróbować jednak zaciągnąć języka w niebie, bądź poszukać danych w archiwach, ale tak nie chciałam dać satysfakcji tym odchodom stróży. Już raz grzecznie chciałam poprosić, to później ujebali mnie na cacy. O nie, tym razem muszę załatwić to sama.
Guru wyszedł i po chwili wrócił niosąc jakąś książkę. Usiadł spokojnie i skinięciem dał znak szefowi ochrony, który czujnie stał w ciemnym kącie sali, tuż za plecami swego pracodawcy. Potężny osiłek w opiętej koszulce, w czarnych okularach i płaszczu ala Matrix skrzywił się, warknął i suchym, ale dźwięcznym głosem powiedział:
- Cisza, guru chce przemówić.
- Dziękuję ci, Wasyl – guru skinął, a zebrani wrócili na swoje miejsca.
- … - jedynie Bachus z góry zerknął na osiłka Wasyla i rzucił władczym tonem – poproś, Wasyl!
Ochroniarz już próbował się na niego rzucić, ale guru powstrzymał go i spojrzał na nietoperza podejrzliwym wzrokiem, który nijak się miał do tego, czym wcześniej raczył nas szef tego przedstawienia. Widać było w tym spojrzeniu spryt i jastrzębią agresywność, której wcześniej nie dostrzegałam. Czuło się w tym coś przerażającego, a na dodatek spokojny ton głosu dodawał mu wyrachowania:
- Prosimy, panie nietoperzu. Pragniemy rozpocząć.
- Guru dla ciebie wszystko – nietoperz komicznie sfrunął – ale nie lubię jak takie wypierdki okazują mi wyższość. Nie po to płacę te tysiące, żeby ktoś na mnie tak naskakiwał.
- Oczywiście, Wasyl jednak nie chciał w żaden sposób pana urazić...
- Kontynuujmy wreszcie, bo spóźnię się na grilla z osobistościami z rządu – przylizane włosy jednak myślały i zarabiały.
- … - guru nieco zmieszany i zły spróbował znów przejąć kontrolę i rzekł - Oczywiście. Czyja teraz kolej?
- Chyba moja – odezwał się jegomość z cygarem, ale w pół kolejnego słowa przerwał mu klient umówiony na grilla (kurwa mać, że też nie mogli od razu jak pan Bóg przykazał się przedstawić).
- Ja teraz będę – mężczyzna z frakiem wstał – mam imię i mam problemy. Dziękuję – klapnął z powrotem na krześle, a guru nie wiedząc, co powiedzieć zająknął się tylko.
- Wzruszyła mnie twoja historia – zadrwił Bachus – To takie przykre – zapłakał i dodał – pomożemy Ci.
- … - guru próbując rozładować napięcie po słowach Bachusa wyrecytował – pomoże wam książka Guru seksoholizmu” wydana przez Media i Rodziny.
- Wiesz kim jestem? - koleś z frakiem wyglądał na wściekłego.
- Wyglądasz na pieprzonego, nietoperzego rasistę – Bachus przybrał groźną minę i dodał – który nosi kobiecie majtki w bałwanki!
Ryknęłam śmiechem, ale widząc, że wszyscy zachowali powagę, a Michał przełknął ślinę jakby miał to robić ostatni raz, odkaszlnęłam tylko, wbijając wzrok w podłogę. Wiem, że jestem aniołem, ale przecież muszę myśleć o śpiącym Arturze, który nie jest kuloodporny.
- Mówiłem, że trzeba było usunąć nietoperza – spojrzał na guru, ale ten tylko niewinnie zerknął na swą książkę – porozmawiamy jutro – koleś od przylizanych włosów wstał i wyszedł wolnym, spokojnym krokiem.
- Nietoperzu! - ryknęła para siedząca obok jegomościa, który właśnie opuścił spotkanie – jesteś szalony? Przecież to mafijny boss, Don Tata Cracovii... - i dodała już spokojniej żona – ale dobrze mu powiedziałeś, przynajmniej można odetchnąć, strasznie od niego capiło. Taki boss a nie myje się.
- Nie ma sprawy – Bachus wyszczerzył zęby i dodał – takie rybki zjadam na śniadanie.
- Przekażę mu na następnym spotkaniu, żeby mógł rozwiązać swoje problemy – szepnął guru, ale Bachus i ja usłyszeliśmy to.
- Nie wątpię, o wielki – Bachus zrobił salto w powietrzu i zaśpiewał – Come on, come on touch me, babe” – mogłam bym przysiąc, że jego głos niczym się nie różnił od Morrisona.
- Ech – westchnął guru.
- Guru – zaczęłam delikatnym głosem – kontynuujmy mistrzu... - i dodałam z udawanym zaciekawieniem – gdzie można kupić pana książkę?
- Przy bramie będzie taka okazja – odzyskał szybko spokojnego ducha biznesmena i oszusta, i kontynuował – zachęcam do kupienia. Nasz krąg pomoże wam przezwyciężyć swe słabości, ale moje nauki zawarte w tym dziele – ale sobie posłodził – pomogą wam w każdym aspekcie dojrzałego współżycia. Cena jest naprawdę minimalna.
- Ile? - Artur się przebudził.
- Dwadzieścia – guru się uśmiechnął.
- Złoty? - zapytał Michał.
- Nie – pobłażliwie spojrzał na niego gość z cygarem (że też mu się nie wypaliło) – Dwadzieścia tysięcy złoty.
- … - Artur się zadławił i musiałam go klepać w plecy.
- Guru! - Dwie pary zgodnie się oburzyły – jak możesz przyjmować takie grosze za swoje dobro?
- Rzeczy doczesne nie mają do mnie dostępu. To tylko skromna opłata dla mych wiernych pomocników – westchnął teatralnie i rozmazał sobie samoopalacz na czole.
- Jeżeli ktoś jest dziany to trzeba go sępić – Bachus właśnie coś gryzł.
- Chyba kupimy kochanie, prawda? - zapytał Antoni
- Tak – Maria zalotnym wzrokiem pożerała męża – Kocham Cię – szepnęła mu do ucha.
- Mogę zacząć w końcu guru dzielić się swym problemem? - ton głosu wyrażał irytację.
- Niech mówi, bo przecież nawet nad sztuką życia zastanowić się nie da. Najpierw do kolana się dobierał, a teraz nawet mistrzowi głos chce zabrać. Wstyd – Bachus zrobił poważną minę, a w oczach zapalił ogniki.
- Mów, że pan – odezwała się brunetka, która wcześniej tak dziękowała Bachusowi, a tuląc się do czarnoskórego mężczyzny, obgryzała paznokcie.
- Więc, jestem Seweryn. Mam czterdzieści siedem lat i jestem seksoholikiem. Uwielbiam cygara. Zapach tytoniowego dymu, unoszący się smużką w niebo jest niesamowity, ambrozja, nektar bogów. I problem mój polega na tym, że zbyt wiele kobiet zmuszam do tego, by... by udawały koty, a ja stoję nad nimi, gdy łaszą się przy moich nogach i palę cygaro. Nie wiem, czemu, ale czuję potrzebę by i moje koty ten dym wdychały, by kobiety nikły w nim.
- Udusiła się jakaś? - zapytał Bachus.
- Idiotyczne pytanie, jak można się udusić w dymie ty... – Maria wyśmiała słowa Bachusa, ale gdy jej wzrok spoczął na twarzy Seweryna mina jej zrzedła.
- Udusiła się – zapłakał, chowając twarz w dłoniach – auł! - krzyknął sparzony cygarem, którego nie wyjął z ust (ależ absurd) – miała na imię Lilka – zakończył melodramatycznie.
- Nie bój się, guru cię uzdrowi – rzuciłam z rozbawieniem.
- Sani – zaczął poważnie Bachus – nie wypada drwić z tragedii rodzinnej.
- Pomożemy ci Seweryn, kupimy ci wentylator, albo maski tlenowe dla kotów – rozpoczął Michał.
- Nie! - ryknął guru – Musisz uwolnić się od swych przyziemnych pobudek i porzucić ten zgubny nałóg. Ile lat miała dziewczyna? – guru wyjął notatnik i zaczął skrzętnie notować.
- Dwadzieścia dwa lata. Piękny wiek – westchnął Seweryn.
- Guru jesteś moim idolem. Będzie szantaż? Będzie?
- Nie będzie – zawył zdruzgotany właściciel złotego zegarka – Jestem bankrutem...
Do sali wpadły siły specjalne. Z okna zsunęli się komandosi i w ułamku sekund ktoś machnął odznaką. Rozejrzał się i krzyknął:
- Fiskus.
Sewerynowi zarzucili czarny worek na głowę i wyprowadzili go z pomieszczenia. Akcja trwała kilka sekund. Prawie jak siły specjalne piekła, które słynęły z precyzji działania.
- Biedny Seweryn. To dobry chłopak był i mało pił, to dobry chłopak był i mało ćpał” - zaśpiewał Bachus.
- Jezus Maria.
- Nie – uśmiechnął się Bachus – Kult.
- Fiskus! - ryknął guru i podskoczył – wynocha!
- Co? - zapytał zdezorientowany Michał.
- Nasz guru ma duże sumy pieniędzy nierozliczonych z największą mafią świata, polskim fiskusem – Bachus zszedł z krzesła i po drodze kopnął w stopę Artura.
- Co się dzieje? – klient – idiota poderwał się zdezorientowany.
- Spadamy – Bachus uśmiechnął się.
- Wstawaj! - krzyknęłam – Miałeś udawać zainteresowanego, a całą sesję przespałeś.
- Nieprawda – Artur zaprzeczył, przecierając zaropiałe oczy – tylko kawałek. Nudne było...
- Ech – złapałam się za głowę.
Wasyl wyprosił gości i widząc naszą zabawną trójkę – anioła, diabła i człowieka, stwierdził, że chyba coś nas powstrzymuje i postanowił interweniować. Celem jak nie trudno się domyśleć został Bachus. Osiłek dopadł go zaskoczenia. Wykrzywił twarz w złośliwym grymasie i powiedział:
- Mam cię, bratku.
- Zważywszy na miażdżone żebra, obstaję, że nie wiele mam wspólnego z roślinkami.
- Ej! - krzyknęłam i położyłem rękę na ramieniu Wasyla – On jest ze mną – chwyciłam palce mężczyzny i wykrzywiłam je do tego stopnia, że szef ochrony klęknął i biedny Bachus znów mógł być wolny.
- Nie będę już z tobą igrał – szepnął Artur.
- Sani i tak piersi masz piękniejsze niż hart ducha – Bachus westchnął, a ja zaczęłam się głęboko zastanawiać, czemu mu pomogłam. Może bałam się, że Świeczka by mi tego nie wybaczył?
- Wynocha – ryknęłam, a Wasyl uciekł jak przestraszony kotek wraz z dwoma swoimi pomagierami.
- I co, nie znaleźliśmy celu? - zapytał Artur przeciągając się.
- Będę musiała pewnie w niebie jednak sprawdzić – pogodziłam się z okrutnym losem. Potencjalni klienci uciekli i żaden nawet nie sprawiał wrażenia nadzianego. Byłam solidnie wściekła.
- Och, moja najmilsza Sani – Bachus wyszczerzył zęby i nawet lecąca obok jego twarzy butelka, którą wprawiłam potężnym kopniakiem w ruch, nie była w stanie wywołać u niego powagi.
- Nie wkurwiaj ucha – zagroziłam poważnie.
- Nigdy nie przyzwyczaję się do klnącego anioła – Artur pokręcił głową.
- Oj, Sani. Chciałem powiedzieć, że wiem, kto zostanie naszym celem.
- Kto? - zapytaliśmy żywo z Arturem.
- Guru – Bachus zacierał ręce.



        Dedykacja: Justynce

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 21.04.2010r.

1     

Kredka 24 04 2010 (11:26:09)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Od razu mówię: czytałam tylko pierwszą część, więc właściwie jestem nie w temacie. Zostałam jednak poproszona o skomentowanie, bo Twoja praca leży i leży w tych oczekujących, więc zabieram się do pracy. Czytając co jakiś czas natykałam się na drobne błędy, ale widać, że dbałeś o poprawność tekstu, a że praca jest długa - mogłeś coś przypadkiem pominąć. Użyta ironia jest świetna, choć całkiem nie w moim stylu, ale podejrzewam, że innym by się spodobała, dlatego nie mam do niej obiekcji. Niestety za bardzo przeciągałeś całe spotkanie, bo na dłuższą metę potencjalny czytelnik się nudzi. Zakończenie przewidywałam już mniej więcej od połowy tekstu; zabrakło mi elementu zaskoczenia. Prócz tego praca - jak na moje gusta - jest zbyt wulgarna, choć z drugiej strony taki zabieg podkreśla użytą ironię, która jest właściwie podwaliną tego opowiadania. Przedstawiłeś ludzi jako istoty, które kompletnie upadły na głowę, z czym czasami trudno się nie zgodzić. Ich "problemy" ukazałeś w sposób... kontrowersyjny, ale w tym przypadku bardzo trafny. Całość jakoś niespecjalnie do mnie trafiła, ale doceniam wkład pracy i styl wypowiedzi. Masz ode mnie piątkę ze sporym minusem.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(10): 9 gości i 1 zarejestrowanych: Ismo

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl