warto go przeczytać
Big Big Justice siedziała w zapchanym pociągu z Terespola... Była wyjątkowo nieswoja. Nie wiedziała, czy to przez starszego grubasa z wolem do pasa, czy raczej chrzęst gniecionych żeber tak ją irytował. A miała taką wielką nadzieję, na spokojną podróż, podziwiając widoki. Kąt patrzenia, gdy jest się przylepionym do szyby nie jest najlepszy. Wszystko zlewa się w jedną, niepoważną plątaninę barw. Zdecydowanie ładne, ale nudne po prawie godzinnej jeździe. Czasami próbowała odwrócić wzrok i rozejrzeć się po ludzkich twarzach w przedziale, ale charczenie i wypluwanie śliny w spazmach złości swojego sąsiada skutecznie ją zniechęcało. Oj, jak ona marzyła wtedy, żeby ktoś tam z góry się ulitował i jej pomógł. Warto wspomnieć, że prośba była grupowa. Chłopak naprzeciwko niósł na kolanach stos bagaży, nogi cierpły, a nie było nawet centymetra luzu, żeby nimi poruszać, rozprostować. Był gotów nawet życzyć maszyniście, by w końcu wykoleił pociąg i jego cierpienie się skończyło. Kolejne osoby na siedzeniach zmęczone duchotą, potem całej ciżby, która zmieszała się w nieznośny fetor i twardymi fotelikami spółki PKP, w przebłyskach świadomości, wciąż wzywali Boga.
Humoru nie tracił tylko młody Rosjanin, stojący w przejściu między siedzeniami. Przy gwałtownym hamowaniu zachwiał się już kilka razy i potężnie uderzył czołem w drzwi przedziału, ale nawet to zdarzenie nie powstrzymywało go przez seksistowskimi kawałami. Jak na złość za cel wziął sobie rudy kolor włosów i pewnie ten nietrafny wybór szybko doprowadziłby go do kilku potężnych razów w twarz, ale biedna marchewka, ruda i piegata jak sama Ann Shirley, nie mogła wydostać się z objęć dwóch starszych pań. Plotkarki co rusz machały biednej niedoszłej muzie Tycjana przed oczyma i z każdym słowem nieznośnie zawężały dziewczynie możliwość wdechu.
Boże, czemu to się dzieje – powtarzała sobie w kółko pod nosem.
A Bóg milczał, zajęty patrzeniem na poczynania Świeczki.
Justice zmierzała ostatecznie do Krakowa, ale najpierw chciała zahaczyć o Lublin i porwać stamtąd towarzyszkę do szalonej, ekscytującej przygody, po dawnej siedzibie królów polskich. Już się nie mogła doczekać spacerów po starym mieście, w świetle ulicznych lamp. Pragnęła zanurzyć się nocą w ten inny świat podziemnych pubów i klubów, w którym w szaleństwie muzyki impreza kończyłaby się długo po brzasku. Rankiem przechadzać się nad Wisłą i nie patrząc w mętną wodę, podziwiać niebo. Wciąż chodzić i zachwycać się gromadami gołębi nieznośnie wirującymi nad ludźmi, w końcu zmęczona paść w upalne południe na łóżko i na nowo pochłaniać miasto nocą.
Wszystko było zaplanowane. Bilety do teatru zarezerwowane z miesięcznym wyprzedzeniem, pociąg do Wieliczki sprawdzony, a cała dusza przygotowana na szaleństwo.
Nawet przejażdżka dorożką uwzględniała porwanie przystojnego nieznajomego. Nic nie mogło się nie udać, bo każda zmiana planów przysparzała wyprawie coraz więcej pikanterii.
To miał być dla drobnej Big Big Justice, przygniecionej do rozgrzanej szyby wyjątkowy tydzień. I był.
Wiem, że obecnie większość ludzi, widząc Godzillę demolującą miasto, nawet by się porządnie nie wystraszyła, będąc pewnym, że dzielny Kapitan Ameryka zawita z czołgami na pomoc. Cóż, w tej sytuacji to ja powinnam być odsieczą dla ludzkości, a mimo to kurwa mać miałam pełne gacie. W niebie mogłabym wyrzucić z siebie złość tekstem w stylu: Kurwa mać, miałam skrzydła ubrudzone ekskrementem Gabriela; ale, że na ziemi pewnie byście tego nie zrozumieli, dlatego na potrzeby niańczenia klienta podpatrzyłam parę waszych wyrażeń. Nawet podoba mi się to, ile irytacji w to wkładacie.
W każdym bądź razie, jestem przerażona i najchętniej, uciekając bym krzyczała, by Bóg z powrotem mnie odesłał do czyśćca. Tak, Świeczka jest znany chyba wszystkim, ale tylko nieliczni mieli okazję wyjść żywo z konfrontacji z nim. Raz mi się już to udało, ale późniejsze trzy niebiańskie lata w wariatkowie i zabawy z plazmowstrząsami, aby doprowadzić mnie do formy, nie były zbyt miłe. Co ja biedna mam powiedzieć, skoro nawet Bóg, widząc jego potęgę zesłał go do piekła, mało tego, nieźle obrywając – myślicie, że impakt w Kredzie był przypadkowy?
A teraz stał z tym swoim zniewalającym uśmiechem, żarzącymi się oczyma w barwach, których nawet ja nie potrafię nazwać i z nienaganną fryzurą, z której bardziej celowo, niż przypadkowo na czoło opadał drobny pukiel włosów. Kreacje od samego Belzebumaniego z szykowną czarną koszulą i granatowym, mieniącym się blaskiem gwiazd frakiem. Spodnie podkreślały tylko jego potężną męską fizjonomię nóg i pośladków. Krótka laseczka, zdobiona głownią, która jakby otaczała krążącą, przelewającą się magmę, dodawała mu powagi i charakteru. Siwe pasma na skroni były jakby odbiciem milionów lat wiecznej tułaczki w świecie, w którym nikt go nie rozumiał.
Wcielenie zła, ale najpiękniejsze, jakie przyszło oglądać moim oczom. I jeszcze ten kolczyk z gadającym nietoperzem. Jak to się u was mówi? Miałam mokro w majtkach? Nie, nie pasuje... nie noszę bielizny.
Strach i pożądanie, jakby niebo i piekło miało nagle przeżywać cały kosmos wątłymi członkami. Dreszcze, ciarki, które przebiegają po skórze, jak fale potężnego trzęsienia. Podniecenie sięgające nieba i erupcja nienazwanych emocji, aż po krańce tego czego pojąć nie sposób. I do tego jego chłód, który wylewa się z oczu na rozgrzaną duszę i zanurza ciało w kłębach gorącej pary.
I jak nie oszaleć przy takim mężczyźnie, który wyrósł jak planety z okruchów gwiazd? "Świeczka” było godne jedynie cherubinków w niebie, którzy nigdy nie będą mieli okazji spotkać się z tą szaloną aurą, która wręcz krzyczy: Niosący Światło.
Już byłam gotowa paść do jego kolan i żebrać o jedno muśnięcie oddając dusze pod jego komendę, ale powstrzymywała mnie wiara, oblicze Boga i niesamowita niebiańska kuchnia. Moi rodzice, gdy byli ludźmi podobno mieli niebywałą siłę samozaparcia, której w życiu ludzkim nigdy nie czułam i z której bardzo łatwo rezygnowałam pod presją tłumu i mroku. Michał papla kiedyś mi to zdradził, bo ja nic poza narodzinami w blasku nie pamiętam. Od tamtej rozmowy przy piwie, w małej knajpce na Azorach, poczułam tą wolę buntu i chyba tylko dzięki niej w końcu udało mi się wyrwać z czyśćca, bo to nie jest dobre miejsce dla aniołów. Przez nią jestem w stanie oderwać wzrok od jego oblicza i pogardliwie powiedzieć:
- Czego chcesz!? Nie za jasno tu dla twojej ciemnej karnacji?
- Ależ droga Sani, myślałem, że będziesz tęsknić, a ty nie wysłuchując mnie od razu przechodzić do ataku. To nieuprzejme moja pani, ale nie gniewam się. Rozumiem, że to przez te wszystkie plotki i pogłoski tak skutecznie rozsiewane przez naszego Wielkiego Pana i władcę – ostatnie słowa wymówił z wyjątkową pogardą, obnażając rząd jasnych zębów pogłaskał nietoperza po główce.
- Już się spotkaliśmy i po prostu wiem, na co cię stać – próbowałam wrzeszczeć, ale głos jedynie podle się łamał.
- Myślałem, że połączyła nas wtedy miłość – rzekł z pasją.
- Chyba pieprzenie, od tych waszych jęków całą noc spać nie mogłem – grubym głosem w rozmowę wtrącił się nietoperz.
- Wybacz tą nie subtelność mojego kompana – szepnął Świeczka i zdzielił pstryczkiem nietoperza.
- Gdybyś się przedstawił, pewnie byłoby inaczej – zapomniałam języka w gębie i bardzo chciałam w końcu zebrać w sobie dość siły, żeby wyrwać się z tego otumanienia.
- Widzę, że Świeczka dalej lubi ubarwiać swoje opowieści. W całym piekle się chwalił, jak to na swoją bezczelność poderwał anielicę. Jeżeli mogę coś dodać, to zawsze podkreślałem twoją obłędną wręcz urodę – nietoperz rozszerzył usta w grymas przypominający uśmiech.
- Zamknij się Bachus – krzyknęliśmy zgodnie i gdyby nie pewny siebie uśmiech Świeczki nastałaby ta nieznośna konsternacja, która zmusza do milczenia i wywołuje to mistyczne połączenie. Może sam Świeczka się tego bał?
- Świeczka, wiem, że nie przybyłeś tu dla mnie. Nie wiem, co kombinujesz, ale klienta i mnie zostaw w spokoju! - wreszcie czułam, że znów jestem sobą.
- Jak zwykle uroczo harda – posłał mi jeden z tych swoich zniewalających uśmiechów.
- Nie prowokuj mnie – zastanowiłam się, czym mu zagrozić. – Znam karate i jestem najszybszą anielicą w całym wszechświecie – zmrużyłam oczy i pragnęłam, żeby udało mi się nimi porazić.
- Wiesz, że na mnie to nie podziała – roześmiał się szelmowsko i zrobił śmiały krok w moim kierunku. – Usiądźmy – i nie czekając na moją odpowiedź, jednym gestem usadowił mnie na kanapie i pojawił się tuż obok, a ja jakbym była sparaliżowana, nie mogłam drgnąć.
- Eh, cóż za biedny los Bachusa, który tak bardzo chciałby usiąść – nietoperz patetycznym tonem wygłosił swoją kwestię, zawirował w powietrzu i jakby przeszyty strzałą padł brzuchem do góry, a łańcuch na którym wisiał, szarpnął jego małym ciałkiem i wymusił efektowne salto.
- Moja droga Sani – wpatrywał się we mnie, jakby chciał pożreć wzrokiem. Jego dłoń opuszkami palców muskała szyję, twarz, a ja nic nie mogłam zrobić. Nic nie chciałam zrobić. – Jesteś taka piękna...
- Oj, jest, jest – zachichotał Bachus.
- Świeczka, przejdź do rzeczy, bo mam już dość tego nietoperza – krzyknęłam i poczułam nieco luzu.
- No tak, wszystko na nietoperza zwalić – nietoperz nadął się i zakładając skrzydło na skrzydło, odwrócił do mnie plecami.
- Jak ja lubię, jak się złościsz Sani, ale masz rację, pora przejść do sedna sprawy, bo twój podopieczny za kilka minut wejdzie do tego pokoju. Nie lubię tego całego zapachu ludzi, więc niechętnie bym się spotkał – uśmiechnął się. – Dawno nie miałem żadnego prawdziwego wyzwania. Diabły trzeciej kategorii kuszą bez problemów kapłanów, ludzie za garstkę fałszywych banknotów porzucają tego twojego boga...
- Naszego – przerwałam mu poirytowana, a przypomnienie mu kim jest sprawiło mi niezmierną radość.
- Tak – szepnął. – naszego.
- Mojego nie – zaskrzeczał Bachus. – Ja sam jestem bogiem droga Sani, może już czas na pokłony dla mnie?
- I nagle dowiaduję się, że ty pojawiasz się na ziemi. Piękna, z charakterem. Czy mogłem zrezygnować z takiej okazji na wspaniałe wakacje? 40 mln złych uczynków, nie pięknie to brzmi? Taka mała rywalizacja z tobą o duszę tego głupca. Właściwie to dotknęło mnie, że Bóg znów wyciąga ręce po to, co było moje. Chcę wierzyć, że boi się, że braknie miejsca dla grzeszników w piekle – roześmiał się. – Może przekażesz mu, że możemy przyjmować wciąż nowych? Starych przetapiamy w kotłach na bruk uliczny.
- Osobiście jestem przeciw takiej bezduszności – zaczął smutnie Bachus – To barbarzyństwo wykładać ulice kostką, która wciąż krzyczy. Barbarzyństwo dla nieprzyzwyczajonych turystów.
- Świeczka, twoje poczucie humoru jest niesamowite i wyjątkowe, och, czemuż ja ślepa nie kupiłam twojego pięknego zbioru humoresek? - z jadem i całą ironią jaką miałam wypowiedziałam to zdanie.
- Sani, ty też myślisz, że ten bufon pisze beznadziejne utwory? - Bachusowi zaszkliły się oczy. – Ach, bratnia duszo, niech cię uściskam. – pewna, że nie jest w stanie tego zrobić, prychnęłam pogardliwie, a on jak na złość, jakby nigdy łańcucha nie miał, wylądował na mojej szyi i wisząc głową do dołu, przytknął swój pyszczek na wysokości serca i zaczął wzdychać.
- Bachus? - zapytałam, a gdy zdziwiony odwrócił się w moją stronę, wykorzystując starą sztuczkę dmuchnęłam potężnym chłodem i bryłka lodu spadła na podłogę.
- Sani, wiedziałem, że jeszcze nieraz mnie zaskoczysz – Świeczka uśmiechnął się – Dostanę jeszcze jednego całusa? - poczułam, że mogę ruszać szyją.
- Świeczka... - westchnęłam i wbrew wszelkim regułom wpiłam się w jego usta – Wiesz, że nie pozwolę ci na tą zabawę?
- Wiem, ale Big Big Justice mi na pewno pomoże – uśmiechnął się szelmowsko i wstał. – Nic, pora się żegnać. Spotkamy się niebawem, może na jakieś kolacji?
- Z Tobą? - prychnęłam, a moja ręka sama powędrowała w jego stronę. – Kim jest Big Big Justice?
- Justyna to niezwykła młoda osóbka, która właśnie ledwo dyszy ściśnięta w pociągu. Chcę jej pomóc – roześmiał się. - Miło było znów cię spotkać – westchnął, ukłonił się nisko i pocałował moją dłoń, a ja poczułam wreszcie moc w swoich kończynach. – Bachus, koniec wygłupów – krzyknął na bryłkę lodu.
- Szefie, umarłem, nie mogę iść, bo ta zdzira mnie zamroziła – i o dziwo lód przemówił, stał się cud i bramy nieba się rozstąpiły. Nie no, dobra, żartuję. To tak dla zamaskowania dygoczących nóg.
- Bachus, idę bez ciebie i zostawiam cię na jej łasce – Świeczka miał tą słabość, że często oszukiwał, ale rzadko kłamał wprost, miał od tego swoją świtę.
- Panie, dziękuję za ten nadmiar łaski, wiedziałem, że dzięki wiernej służbie urosnę w twoich oczach. Nie mogę jednak samego cię zostawić, dlatego rozerwę dla ciebie te lodowe okowy.
- Masz półtorej sekundy, żeby zniknąć, a później poplamisz dywan swoją krwią – powiedziałam hardo i już uniosłam nogę w górę.
- Nikt nie lubi nietoperzy – westchnął nietoperz i uniósł się leniwie trzepocząc skrzydłami w bryłce lodu.
Świeczka, wspinając się jakby po niewidzialnej ścieżce nikł, w końcu przy samym suficie rozpraszał się w powietrze. Siedziałam całkiem zagubiona.
- To się porobiło – szepnęłam, gdy do pokoju wszedł rozentuzjazmowany Artur.
- Nawet nie wiesz, jaki ten Adam to w porządku człowiek. Trzeba mu pomóc – energia tryskała z robaka.
Wstałam i chwytając go za kołnierz koszuli pociągnęłam do wyjścia. Ukryłam skrzydła i zdeterminowana powiedziałam:
- Zajekurwabiście mało czasu mamy!
- To anioły klną? - zapytał Artur, a ja nie miałam ochoty się tłumaczyć.
Klient zdołał – nie wiem jak – wziąć jakąś torbę, komórkę i telefon. Była godzina 14.30 dnia pierwszego, gdy opuściliśmy hotel Sheraton w Krakowie.
Uwaga Uwaga Świeczka znów na ziemi. Jak donosi nasz reporter, wczoraj, wyklęty syn niebios, spotkał się z anielicą Sani. Jak wszyscy wiemy ich burzliwy romans podniósł sprzedaż naszej gazety o 50. Jak donosi nasz informator Niosący światło i nasza siostra, anielica Sanuelamaletakalrateitsa Kelerratella całowali się. Stara miłość podobno nie rdzewieje. Wydarzenia z Ziemi na gorąco codziennie w Global Niebo.”
Nasz Pan Niosący Światło Wielki I Pomazaniec Szatana Dręczyciel Światów Opiekun Niewiernym Wielki Władca Krańców Cienia zszedł osobiście na ziemię. Pamiętamy wszyscy, jak wiernie i wytrwale śledziliśmy jego poczynania związane z manipulacją anielicy Sani. Jak donosi nasz reporter o Wielki jest nie tylko samym złem, ale również genialnym podrywaczem. Nieoficjalnie wiadomo, że namiętny pocałunek połączył dwa tak odległe istnienia. Już jutro wywiad z najbliższym współpracownikiem Niosącego Światło, mistrzem Bachusem. Czytajcie New Piekło Times, żeby być na bieżąco”
Jak donoszą pewne nasze źródła Sanuelamaletakalrateitsa Kelerratella przeszła na stronę mroku. Sam Gabriel zajął się dochodzeniem. Zapraszamy do artykułu, w którym wnikliwie przedstawiamy biografię autorki najgłośniejszego skandalu w całym niebie”
Malwersacje w Ministerstwie Kuszenia. Czy monety wybijane z ludzkich grzechów trafiają do kieszeni Świeczki? Przeczytacie tylko w naszym opozycyjnym Anarchiście”
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 16.03.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(10): 9 gości i 1 zarejestrowanych:
Ismo