warto go przeczytać
Pseudonim: Anonymous
"Pogłaskać plakat z sushi"
Podróż
3.30 nad ranem. Zrywam się z łóżka i wraz z mamą i tatą jadę na Dworzec Główny we Wrocławiu. Przy kasach czeka na mnie Gabrysia. Krótkie szorty, obcasy, full makijaż. Myślę: "No... dziewczyno widzę, że nigdy samolotem nie leciałaś..." Wsiadamy razem do pociągu. Z ciągłym uśmiechem na twarzy i bez ani jednej łzy w oku macham przez szybę moim rodzicom- tutaj rozstaje się z nimi na dwa miesiące. W Warszawie czeka Elka. "Następna mądra"- myślę. Bluzeczka na ramiączkach, japonki, spódniczka. Pakuje z nimi walizki do starego Peugota 106 i jadę na lotnisko. Odprawa, płaczliwe pożegnanie Eli i Gabrysi z rodzinami i już wsiadam do samolotu, który sprawi, że za 2 godziny będę w Helsinkach. - Boże, ale super!!- Podnieca się Gabrysia- Jakie te domy malutkie... Zobacz! Zobacz! To chyba morze! Jak przez mgłę przypominam sobie swoją pierwszą podróż: Polska- Niemcy- Japonia... Doskonale rozumiem ekscytację Gabrysi. W Helsinkach przesiadka i już za 10 godzin będę w Bangkoku. Dziewczyny zmarzły w samolocie.
Bangkok (Krung Thep)
Po szoku termicznym którego doznałam wychodząc z lotniska powoli przyzwyczajam się do gorąca panującego w Tajlandii. Jest pora deszczowa, średnia temperatura to 30 stopni.
Lat Prao
Zaraz po wypakowaniu walizek ruszam z dziewczynami na zbadanie dzielnicy w której mieszkamy: Lat Prao. Idę ulicą, zapach nie jest przyjemny, czystość ulic, a raczej jej brak, pozostawia wiele do życzenia, wszechobecne psy i koty bez ogonów, budki z tajskim jedzeniem porozstawiane na całej długości ulic, setki samochodów i... Młodych tajskich chłopców którzy krzyczą w moim kierunku dwa wyuczone zdania w języku angielskim: "Biutiful" i "I love you". Na krańcach Lat Prao trafiam na slumsy, baraki są poustawiane jeden obok drugiego, oddziela je od siebie uliczka mająca 1 metr szerokości, obrzydliwy odór sprawia że robi mi się nie dobrze. Mieszkańcy są niezwykle zainteresowani moim wyglądem, uśmiechają się do mnie, machają, pokazują swoim dzieciom. Po krótkim spacerze w biednej dzielnicy wracam do drogi głównej. Wraz z dziewczynami próbuje złapać taksówkę.
I weź się tu spokojnie poruszaj...
W końcu mi się to udaje. Wsiadam i rozpoczynam rozmowę: - Hello...- Skośne oczy taksówkarza robią się niemal okrągłe ze zdziwienia "Jasne! Przecież ty nie mówisz po angielsku!"- Myślę- "Trzeba się przestawić na język tajski albo... Migowy." No to zaczynam od początku: - Sawatikaa- (tj. dzień dobry) i taksówkarz wraca do pozycji wyjściowej: znowu jest skośnooki i uśmiechnięty. - Raciada pisek soi di sip, kap?- Podaje mu adres. - Kap kap- odpowiada ("kap" tj. dobrze). Taksówkarz robi mi długą i kosztowną wycieczkę po Bangkoku. Od tej pory zaczynam zwracać uwagę czy "kap" kierowcy jest szczere i czy trasa nie jest zbyt długa. Pomijając taksówki, motory, tuk tuki, sky train i metro, najlepszymi i najegzotyczniejszymi środkami transportu są autobusy. Niezwykle tanie, posiadają drewniane podłogi, nie posiadają natomiast drzwi i klimatyzacji, zamiast klimatyzacji- zainstalowane nad głowami pasażerów wiatraki w które niemiłosiernie wkręcają się włosy. Już przy pierwszej podróży zauważam że nie ma przystanków: tam gdzie kierowca się zatrzyma- tam się wysiada (chyba że ktoś ma zdolności kaskaderskie i potrafi wysiąść gdy autobus jedzie...). Gabrysia wraca do Polski.
Plaża, transwestyci, prostytutki czyli 100 Pattaya
Z Ela jadę na jedną z plaż Tajlandii: Pattaya. Po kąpieli w lazurowym morzu otoczonym palmami idę zwiedzić tą małą miejscowość. Jest godzina 22, spaceruje wraz z Elą po oświetlonej i pełnej ludzi "Walking Street". Powoli moja niewinność i czyste wyobrażenie o świecie zaczynają być nadgryzane przez sceny, których moje młode oczy widzieć nie powinny. Wzdłuż ulicy stoją transwestyci: transwestyci- prostytutki. Skąpe spódnice odsłaniają męskie nogi które zdobią czerwone obcasy, zarost przebija przez perwersyjny makijaż, bluzki podkreślają piersi- wynik operacji plastycznej, głośnym śmiechem i tańcem zapraszają do skorzystania z ich usług. Wszystko to po to, aby przyciągnąć uwagę młodych angielskich chłopców, dla których to, jakie genitalia posiada prostytutka traci znaczenie gdy "strzelą sobie kilka głębszych " w pobliskich klubach go-go. Co chwilę podchodzi do mnie inny mężczyzna z kartką, na której narysowane są różne pozycje seksualne, oburzona dziękuję, zdążam jednak zauważyć cenę za jedną noc z prostytutkiem (?): 1000 bathów (80 złotych). Nie wytrzymuje. Pytam jednego z nich: - Dlaczego to robisz? - Aby być lepszym.- odpowiada. Stwierdzam że tajscy transwestyci nie grzeszą rozumem.
Na drugi dzień ponownie idę na plażę. Senna i rozmarzona opalam się na leżaku. Nagle z zamyślenia wyrywa mnie męski głos: - Przepraszam, czy mogłabyś popilnować chwilkę mojej kamery? Idę popływać, za chwilę wracam, ok?- mówi nieznajomy. - Jasne nie ma sprawy.- odpowiadam. Mężczyzna jest wysoki i bardzo dobrze zbudowany, ma ostre rysy twarzy i przenikliwe oczy. Z uśmiechem dziękuje i rusza w stronę wody. Po piętnastu minutach wraca i odbiera swoja własność. Pewny siebie zaczyna rozmowę: - Jak długo tu jesteś?- pyta, siadając na pusty leżak obok mnie. - Na Pattaya jestem drugi dzień, a w Tajlandii półtora miesiąca.- odpowiadam. - Super! Też bym tak chciał, ja przyjechałem tylko na dwa tygodnie, a skąd jesteś, jeżeli mogę wiedzieć?- pyta - Z Polski.- odpowiadam dumna. - No to jesteś moją bardzo bliską sąsiadką, ja jestem z Niemczech, i zdaje mi się, że znam coś po polsku. "Kur...." to jest chyba najczęściej używane przez was słowo, nie?- pyta. "Niestety... obcokrajowcy to tylko to potrafią powiedzieć po polsku..."- myślę. - Skoro tak uważasz, to niech tak będzie.- mówię zdenerwowana. - Przepraszam nie wkurzaj się, tak w ogóle to jak ci na imię? - Nikola.- odpowiadam krótko. - Ja jestem Michael- podaje mi rękę- no, więc Nikola jak ci się podoba na Pattaya? - Nienawidzę tego miejsca- odpowiadam zgodnie z prawdą. - No proszę... ostro się zaczyna, a dlaczego nienawidzisz tego miejsca? - Dziwki, transwestyci, oszuści, smród i brud.- wymieniam. - Szczerze? Nie dziwie ci się, nie lubię transwestytów i tego, jakie warunki tu panują, ale to nie jest najgorsze, najgorsze jest to, czego ty jeszcze nie widziałaś... - Co takiego? - pytam. - Posłuchaj, zdajesz sobie sprawę z tego że tutaj, w Tajlandii panuje skrajne ubóstwo, ludzie nie mają kasy, jedzenia, dachu nad głową i to nie tylko starsi ludzie, ale i młodzi wywodzący się z ubogich patologicznych rodzin. Starym ludziom pozostaje jedynie żebranie, a młodym... sama widziałaś.- wziął głęboki oddech- Społeczeństwo tajskie przepełnione jest prostytucją, na tym można zarobić większe pieniądze niż na żebraniu. Młode dziewczyny, młodzi chłopcy... wszyscy którzy mają młode ciało sprzedają się za pieniądze, ale nastąpiło to czego oni najbardziej się obawiali: konkurencja, pojawiły się białe ciała... - Co?!- pytam z niedowierzaniem - Nie byłaś w żadnym klubie ze striptizem, prawda? A tam jest najwięcej nastoletnich białych ciał, młode Rosjanki, Ukrainki, Białorusinki,. Nie ukrywam że byłem kilka razy w takim klubie i widziałem na własne oczy czternastoletnie dziewczynki które nawet nie mają piersi, a które bardzo sprawnie i z doświadczeniem tańczą na rurze. To są te, które można by powiedzieć, wybrały lepszą drogę, te które wybrały gorszą, sprzedają się tak jak ich tajskie rówieśniczki.
- Brzydzi mnie to, nie... nie potrafię sobie tego wyobrazić... dla.. dlaczego to robią? Młode niewinne dziewczyny ze starymi...- urywam, nie potrafię powiedzieć do końca tego co myślę. - Jesteś aż tak naiwna? One nie są niewinne, są zdolne do wielu rzeczy, zmusiła je do tego nędza.- mówi Michael. "Nędza..."- powtarzam w myślach. - Po za tym to ich świadomy wybór... - stwierdza. Z tym się akurat nie zgadzam, słyszałam wiele o dziewczynach które były zmuszane do prostytucji, gwałcone... "Co to za życie, co one wyprawiają?"- myślę. Łzy napływają mi do oczu, nie mam ochoty na dalszą rozmowę, wstaję, rzucam jakąś wymówkę i szybkim krokiem odchodzę. W nocy mam problemy z zaśnięciem, bez przerwy myślę o tych białych, młodziutkich striptizerkach. W ostatni dzień pobytu spotykam dziewczynę z Brazylii: Marcele. Wymieniam się z nią spostrzeżeniami. - U mnie w Sao Paulo to w trójkątach bermudzkich to samo co tutaj: pełno prostytutek- mówi Marcela- mnie to nie brzydzi, tym bardziej nie dziwi. "A u mnie w Polsce, dzięki Bogu, nie aż tak."- myślę. Uczę Marcele mówić po polsku,,daj cukierka", sama również uczę się czegoś po portugalsku: "kala boka, iczira chopa" co znaczy:,,zamknij się i ściągaj ubranie". Zdanie pasuje do klimatów panujących na Pattaya. Zdegustowana wracam do Bangkoku.
Pogłaskać plakat z sushi
To że ludzie żyjący w Tajlandii są bardzo biedni zauważam już coraz wyraźniej. Gdziekolwiek jestem widzę żebrzące dzieci, ludzi chorych, z powykręcanymi kończynami lub z ich całkowitym brakiem. Wszyscy oni zbierają pieniądze na jedzenie lub leczenie. Tydzień po powrocie wybieram się na mój najukochańszy bazar "Chatuchak", mijając kolejne stoiska zauważam w jednej z alejek leżącego mężczyznę bez nogi i ręki, ubrany w łachmany leży brzuchem do ziemi, obok niego stoi miseczka na pieniądze. Przechodząc wrzucam 10 bathów. Parę dni po tym zdarzeniu czekam na autobus nr 8, podchodzi do mnie brudny i źle ubrany mężczyzna, prosi o pieniądze na jedzenie, daje mu 20 bathów. Włóczęga rzuca się na kolana i zaczyna całować moje stopy mówiąc w kółko "kapunkaa" (dziękuję) odsuwam się od niego ciągle powtarzając aby przestał, z przejeżdżającego autobusu słyszę krzyki ludzi: "I love you!". Stojąc w korkach widzę niezwykle przykry obraz: mężczyzna bardzo chudy i wyniszczony stoi przy plakacie ze zdjęciem sushi. I co robi? Zauroczony głaszcze go.
Ostatni,,ostatni dzień"
Jestem razem z Elą w taksówce która wizie mnie na lotnisko, śpiewam piosenkę Goo Goo Dolls "Iris", właśnie padają słowa piosenki "... and I don't wonna go home right now*" kiedy nachodzi mnie dziwne przeczucie. Mówię do Elki; - Wiesz co? Mam dziwne przeczucie że my zostaniemy w Bangkoku dłużej... - Co ty mówisz? Co ty mówisz!? Co może się teraz stać? Jedziemy na lotnisko, do domu!! WY-LU-ZUJ! Ja jednak nie potrafię WY-LU-ZO-WAĆ... Moje obawy okazują się trafne. Nieświadome niczego nie zdajemy sobie sprawy że źle odczytujemy godzinę lotu, zamiast 0020, czytamy 0200, jesteśmy na lotnisku 2 godziny za późno. Elka: opanowanie, ja: panika, płakanie pod informacją turystyczną, kopanie plecaka po całym lotnisku. Wracam na noc do miasta, do wynajmowanego mieszkania, śpię z Elą w kuchni na podłodze (kondycioner w pokoju jest zepsuty). Od rana dzwonimy na lotnisko i załatwiamy jak najszybszy termin lotu, cud sprawia że w ten sam dzień znajdujemy wolne miejsca w samolocie. Profilaktycznie jestem na lotnisku 4 godziny wcześniej, okazuje się że mój bagaż waży 23 kilogramy za dużo, płaczem i prośbami zatrzymuje jednak wszystko. W samolocie siedzę obok starego Araba, którego w trakcie rozdawania posiłków nachodzi ochota na modlenie się: w samym przejściu klęczy, składając pokłony Allacha. Resztę lotu przesypiam. W Helsinkach czekam 2 godziny na lot do Warszawy. Na lotnisku im. Chopina czeka na mnie tata, jadę z nim na Dworzec Centralny i wracam prosto do Wrocławia. W domu jestem o godzinie 22, czeka na mnie pełno prezentów, a ja uświadamiam sobie że właśnie kończą się moje 17 urodziny, które spędziłam w trzech różnych miejscach na świecie, a które w sumie trwały 29 godzin. Zmęczona idę spać, a śnie oczywiście o... Tajlandii.
*"...i nie chce teraz iść do domu..."
Ocena: 4.5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 15.11.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7333 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42665 | Użytkownicy: 3312
Online(32): 24 gości i 8 zarejestrowanych:
subtelny demon, Zerowa, dusfluran, Leer, Pawlak, Me_Gusta, Zoso, Ironiczna