Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Pseudonim: aubrey
Imię: Tomek
O sobie: "Życie moje, dwa nastroje - noc i dzień pod rzęsą. Bacznie czuwam, by nie mrugać nazbyt często."
Napisanych prac:
- nowości: 19
- wiersze: 13
- recenzje: 15
- artykuły: 9
- wywiady: 1
- proza: 3

Średnia ocen: 4.9
Użytkownik uzyskał: 1592 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Książki - dobro czy ZUO?" 18.04.2009
"Droga krzyżowa - czy tylko..." 27.02.2009
"Czym jest wena?" 26.06.2009
"Wszyscy jesteśmy poganami?" 05.04.2009
"Dynastia julijsko - klaudyjska" 10.03.2009

Inne prace tego autora:
"Prostota czy oryginalność?" 02.03.2010
"Dynastia julijsko - klaudyjska" 10.03.2009
"Czy młodzież..." 03.11.2009
"Poszukiwania: Maski" 20.09.2009
"Droga krzyżowa - czy tylko..." 27.02.2009

Najlepiej ocenione artykuły (30 dni):
"Co i jak jemy?" - RedCherry - 3

Najnowsze artykuły (wszystkie):
"Co i jak jemy?" - RedCherry
"Rapa Nui" - Gracie
"Co napisze czas o naszej..." - cichociemny
"Mikołaj z siekierą" - screamerty
"Zadławiony amerykańskim..." - screamerty
"Czy się ludziom w dupach..." - MGryglicki
"Dzień dobry w maju" - Angelika596
"Satanizm - jak to zjeść..." - Ismo
"Oryginał adaptacji nie równy" - jazzu
"Ks. Jerzy Popiełuszko" - faith2

Poszukiwania: Maski

Zaczynając od górnolotnego stwierdzenia, które nieświadomie stało się częścią mnie, mówię sobie i całemu światu, że uważam się za boga własnego życia. Mój indywidualizm, cierpienie oraz to wszystko, czego mogłem doświadczyć, pozwalają wysuwać coraz to śmielsze wnioski z tej nie kończącej się gry ludzkich masek.

Na początku pragnąłem napisać krótkie opowiadanie, opisujące powtarzalność, schematyczność pewnych portretów psychologicznych poprzez proste porównania, przykłady, które symbolizują tak jak w "Małym Księciu" konkretną grupę ludzi, którzy jak reszta im podobnych, pogubili się w bezmiarze świata, stając się nic nie znaczącą masą niby-ludzi, podążającą za wartościami materialnymi, które w ich mniemaniu miały sens, były namiastką dobrobytu, jaki to mieli szansę doświadczyć we własnym niebie. Ich niebo zaczyna się tu – na ziemi, kończy się zaś w rzeczywistym Niebie, które tworzyło się z silnego pragnienia zachowania w sobie nieśmiertelnej cząstki, jaką miała być ludzka dusza.

Fenomen powoływania do istnienia czegoś, co nie ma prawa istnieć, czegoś, co było chaotyczna formą, przebywającą poza czasem i przestrzenią skłania mnie do postawienia tezy, że człowiek, że JA jestem swoim osobistym bogiem. Te nieśmiertelne cząstki kilku miliardów ludzi tworzą, niczym w kalejdoskopie, obraz Boga rzeczywistego, istniejącego wcześniej niż wszystko inne.

Istotnie, to wiara ma moc sprawczą, jednak pojawia się ona w człowieku, gdy w pełni świadomie i dojrzale potrafi nazwać siebie Człowiekiem. Wiara jest nie tylko wyznacznikiem, kursem dalszego życia, ale także materią, podłożem, na którym rozwija się ludzka i szeroko rozumiana duchowość.

Gdybym zapragnął w tym momencie opisać etapy rozwijania się we mnie mojej wiary, musiałbym zajrzeć w głąb siebie i ponownie spoglądać na zmory przeszłości, które uczyniły mnie tym, czym, kim, teraz jestem.

Nie umiem także w prostych słowach opisać złożoności mego wnętrza. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, jest to zbyt skomplikowane jak na szesnastoletniego chłopaka, który dopiero co poznaje otaczający świat, który nie jest tak przyjazny, jak pozornie się innym wydawało.

Tak… świat, ludzie, człowiek to nie ustająca gra pozorów, w którą wplecione są różne perspektywy samego siebie. Samo "ja" jako ogarnięcie go z kilku perspektyw jest bardzo trudne do zrozumienia, a co tu mówić o tysiącach takich "ja", które ponad 80 lat temu Hermann Hesse opisał w swojej książce, która była buntem przeciwko… właśnie, przeciwko czemu? Jedno jest pewne: gdyby nie ona, nie powstawałyby te luźne przemyślenia, którymi staram się naśladować mistrza, potrafiącego w kilku zdaniach streścić cały tragizm ludzkiego bytu.

Kiedy dowiedziałem się, że utożsamianie się z kimś jest aktem egoistycznych pobudek i głęboko zakorzenionego w podświadomości egoizmu, zdałem się pojąć, że jest to nieprawdą. Utożsamianie nie jest wcale aktem egoistycznym, lecz świadomym, czasem bezcelowym poszukiwaniem siebie pośród jednostek wtapiających się w tłum, tłum, który jest szary. Czym prędzej człowiek zrozumie, ze powinien poszukiwać siebie w samym sobie, tym lepiej dla otaczającego go świata, który dzięki opamiętaniu człowieka nie zostanie skrzywdzony jakimiś nieumyślnie spowodowanymi błędami, doprowadzającymi do zacierania się granicy jawy i snu, tym samym prowadzącymi do stale postępującego wyniszczenia jednostki.
Przywdziewanie maski, utożsamianie się z kimś innym jest tylko i wyłącznie grą pozorów, w której najodważniejsi grają w otwarte karty, zakładając maskę, którą jest własna, nieskrępowana osobowość. Brak maski często opatrznie jest rozumiany jako pozbawienie siebie osobowości, co jest oczywiście nieprawdą, błędem, który odciska piętno na innych. Brak maski pozwala spojrzeć na siebie poprzez zwierciadło własnej nagości, inności, niepowtarzalności, małości, która prowadzi do wywyższenia jednostki.

Odsłanianie samego siebie jest w rzeczywistości iście egoistycznym posunięciem, pokazuje bowiem, że inny znaczy gorszy, to zaś buduje w człowieku świadomość własnej alienacji od społeczeństwa, które nie rozumie w pełni pojęcia jednostka”.

Bunt przeciwko szarości starali się pokazać liczni artyści, jednak żadnemu nie udało się to tak, jak Hessemu.

Jego powieść potrafiła odcisnąć piętno, tym samym pozostawić ślad w tych rozmyślaniach, które pewnie niedługo zaginą pośród innych.
Pragnienie boskości, wywyższenia "ja" ponad samego siebie może zaowocować tylko jednym. Obłędem. Dla jednych obłęd jest chorobą, dla drugich zaś uwolnieniem się od tego, co materialne, Az za rzeczywiste, a co nie pozwala żyć w zgodzie z uniwersalnymi prawami wszechświata, zgodnie z ideami Absolutu, unoszącego się ponad wszystkim .

Chęci pobudzające nadzieję(ta zaś prawdziwą wiarę) stają się bodźcami do tworzenia nierealnego, do tworzenia własnej osobowości. Słowa tu zawarte nie tylko pokazuję realne niebezpieczeństwo bycia sobą, pokazują także, że boskość bierze się z człowieka i odwrotnie, człowieczeństwo bierze się z Boga. Wszystko więc tylko ma sens metaforyczny, jako że świat uniwersalny daje tylko blade światło na świat człowieka XXI wieku, którego duch od blisko stu lat soi w miejscu. Brak rozwoju duchowego w niedługim czasie doprowadzi do regresu, którego nie powinno się odbierać jako szansy powrotu do źródeł. Tak naprawdę regresem jest brak jakichkolwiek decyzji, które w pozytywny sposób wpływają na rozwój człowieka w wymiarze jego duszy.

Stworzenie zasad, wedle których ludzie powinni postępować graniczyłoby niemalże z cudem, jako że prawdziwy człowiek prawie odszedł w niepamięć, zastąpiony przez kogoś, kto stara się go imitować. Nawet teraz, ja, który jestem sobą, staram się naśladować dawnego człowieka, pomimo tego, że nie utożsamiam się z nim. Naśladowanie jest tylko kierunkiem, utożsamianie konkretną drogą z postawionymi celami. Imitacja jest czymś na pograniczu utożsamiania się, a naśladowania, jest kompromisem, o którym większość społeczeństwa zapomniała, przywdziewając maski, odlane z tego samego materiału, przedstawiającego zresztą pewien model współczesnego człowieka, który miedzy pracą a domem pozwala sobie na odpoczynek, przejawiający się w krótkotrwałych przyjemnościach, Nie twierdzę, że one nie są potrzebne, ale duchowość, kult pierwiastka boskości winien wkomponowywać się w ten materialny obraz.

Bez spróbowania zrozumienia alternatywnego świata, którego nie można objąć rozumem, rzeczy materialne są pustymi tworami, które pozwalają na krótką chwilę cieszyć się z dobrobytu. Dobrobyt zaś w świetle ludzkiej myśli jest czymś, co można dotknąć, skonsumować napędzać nim kapitalistyczny świat. Prawdziwym dobrobytem jest to, co łączy w sobie dobra materialne i duchowe, prawie wzajemnie się wykluczające. Bóg chrześcijański nie daje możliwości pójścia na kompromis, jest albo… albo”, nie ma czegoś pośredniego, co pozwoliłoby człowiekowi zachować spokój, harmonię ducha i ciała, które są jednością, połączone ze sobą nierozerwalnie. Ludzie postawieni przed wyborem świata namacalnego, a tego nierealnego, wybiorą materializm ciała, który pozwoli im w spełnieniu się jako istoty żywej, nie posiadającej duszy, pragnącej Absolutu, Jego doskonałości i nieprzemijalności. Stałość Absolutu jest zauważalną różnicą między dobrami ziemskimi a boskimi.

Bardzo ciężko jest mówić o czymś stałym, czego nie można zobaczyć. Prawdą jest jednak to, że to wieczność praw boskich świadczy o ich wielkości. Dobra, które można wytworzyć dają krótkotrwałe chwile szczęścia, dobra płynące z ludzkiej wiary są czymś więcej niż momentem. Szczęście duchowe, nieważne jak bardzo stłumione przez przykrości płynące z materializmu, jest szczęściem stałym, szczęściem wiecznym.

Zastanowić się trzeba czy w świetle szybkiego tempa życia, szczęście duchowe może w jakimś stopniu pomóc w odnalezieniu siebie, możliwości porzucenia maski? Dalej, czy ukazanie siebie jest dobrym rozwiązaniem dla człowieka, którego maska kryje jego prawdziwą, czasem przerażającą osobowość?

Morderca, żyjący z maską dobrego człowieka nigdy jej nie porzuci. Czerpie bowiem z jej posiadania korzyści kamuflowania się, krycia prawdziwego ja”. Patrząc w odwrotną stronę, czy wilk stepowy, który głęboko zżył się ze swoją maską, że nie mógł dostrzec siebie, przez co grał człowieka prawdziwie cierpiącego, zarówno w duszy, jak i na zewnątrz, czy ten człowiek porzuciłby maskę wilka stepowego, odsłaniając oblicze pełne cierpienia płynącego z obawy przed śmiercią?
Dwoistość ludzkiej natury sugeruje niejako, że człowiek rodzi się z dwoma maskami, które tak naprawdę są własnym dopełnieniem, dopełnieniem osobowości tego samego człowieka. Pozornie dwa wzorce, z którymi człowiek powinien się utożsamiać już od narodzin, są niczym innym, jak jednym wzorcem, który składa się z kilku bardzo ważnych części.

Nie można jednoznacznie stwierdzić, która jest najważniejsza i czy w ogóle istnieje. Gdyby jednak istniała, istniałaby także nadrzędność którejś cechy, pochodzącej w zależności od istnienia Boga, lub też od szarego człowieka jako myśli twórczej, umieszczonej w określonym czasie i przestrzeni, zawierającej się jednak w doznaniach duchowych, w których pojęcia, takie jak czas i przestrzeń po prostu nie mają racji bytu. Działalność duszy można odczuć tylko jako pewien stan, trwający w zależności od świadomości jednostki, która go stworzyła, od chwili do całego życia.

Niekiedy mylnie można odebrać poszczególne stany, patrząc na nie poprzez materialne perspektywy, tym samym szukając w nierealnym cząstki namacalnej, w tym przypadku zwyczajnie nie istniejącej. Bo jak można byłoby patrzeć na kamień jak na swojego stworzyciela, jak można byłoby w sobie dostrzec Boga rzeczywistego? Rozum nie jest przystosowany do pojęć abstrakcyjnych, spogląda bowiem na wszystko poprzez ramy rzeczywistych obrazów, które w połączeniu z duchem i doświadczeniami tworzą pewne podwaliny ludzkiego bytu.
Świadomość istnienia jednocześnie w przestrzeni, ograniczonej czasem, jak i w bezmiarze Absolutu, powoduje, że bycie człowiekiem, nawet tym, który oszukuje samego siebie, jest bardzo trudne do zrozumienia. Pewne rzeczy można sobie uprościć, formułując stwierdzenie, mylne stwierdzenie, że Bóg jest Wszechświatem. Wprawdzie w każdej części Wszechświata został zawarty boski pierwiastek, lecz Bóg nie jest tylko zbiorem iskier, które tworzą zarys Stworzyciela, ale Bóg, Adonai, Stworzyciel, Jahwe, Architekt jest, pójdę na łatwiznę mówiąc, bytem ponad wszystkie byty, nadbytem samego siebie. Gdyby rozum ludzki był w stanie to pojąć, niejako sam stałby się Bogiem. Istnieją jednak pewne granice, poza które nawet człowiek nie wyjdzie, dzięki potędze rozumu.

Na zakończenie napiszę anegdotę, która podsumuje to wszystko, co napisałem.

Spotkało się dwoje ludzi: jeden z twarzą, drugi bez twarzy.
- Jestem człowiekiem - powiedział pierwszy.
- Ja też - rzekł człowiek bez twarzy.
- Przecież nie masz maski - stwierdzi ten pierwszy. - Nie możesz być człowiekiem.
- Jestem. Daj mi spojrzeć w samego siebie.



Ocena: 0
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 20.09.2009r.

1     

Dawied 21 09 2009 (20:25:51)

W wielu miejscach mi się nie podobał. Nie zgadzałem się z nim. Sama forma odpycha i jest w moim odczuciu za trudna. Mimo tego jest to naprawdę ogrom rozmyślań typowo filozoficznych i podziwiam Cię za to, że to stworzyłeś.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7333 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42667 | Użytkownicy: 3313
Online(35): 26 gości i 9 zarejestrowanych: dusfluran, Leer, Me_Gusta, Ironiczna, Dawied, RattyAdalan, breloczek24, Pawlak, insomniaof

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl