warto go przeczytać
Interesuje mnie Wasze zdanie odnośnie prawidłowej interpretacji hymnu "ogółem", a interpretacji hymnu Polskiego. Ciekaw jestem, w jaki sposób postrzegacie przesyt interpretacyjny. Czy w Waszym mniemaniu, odpowiednią ideą jest zlecenie wykonania oficjalnie hymnu gwieździe scenicznej czy satysfakcjonujący zostaje wykon chóralny? A zarazem, czy tkwi w Was lęk, że spodziewana poważna, smętna, jednostajna wersja - rzekomo lepsza i właściwsza - zostanie zastąpiona wersją popowo-rockową tejże głównej pieśni patriotycznej, jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę możliwość wystąpienia artysty solo?
Czym jest Waszym zdaniem hymn? Co z wykonawcy powinien w sobie zawierać? I w końcu, ile wykonawca może od siebie do pieśni dodać? Wolno mu w granicach Polski ubarwić hymn narodowy? Pytam o estetykę, rzecz jasna, gdyż tenże odważny krok jest w pełni legalny. Zmienianie rytmu i modyfikacje linii melodycznej, "zabawa" wokalizacjami (nawet do poziomu rozjeżdżania się kompozycji) i lekki stosunek do hymnu jest upowszechniony w zachodnich krainach globu. U nas do dziś spotyka się z linczem jakakolwiek myśl o możliwości zrobienia czegokolwiek niespotykanego z hymnem. Niespotykane nie znaczy: złe, nielegalne, niestosowne, biorąc pod uwagę fakt, iż Polska nie
ewoluowała jeszcze w wielu dziedzinach.
Przejaw artyzmu miał już pierwsze podrygi, jeśli chodzi o bardziej oficjalny wykon polskiego hymnu narodowego. Spotkał się z tym, z czym się spotkał, co tylko negatywnie może świadczyć o narodzie. I wstydzić można się wyłącznie reakcji. Schemat polskiego hymnu jest w sumie banalny. Od rymów począwszy, na budowie zwrotek i refrenów skończywszy. Monotonia wykonania nudzi słuchacza, jeżeli przychodzi wykonać więcej zwrotek, aniżeli jedną i refrenów liczbę większą, niż dwie. To jest cały hymn. Na resztę nikt
nie ma czasu, ani chęci.
Pragnę pominąć fakt (i bardzo długi temat z tym związany) dyspozycji wokalnych artystów, którzy w przeważającej ilości nawet we własnych piosenkach nie potrafią wejść na wyższy poziom śpiewu. Załóżmy, że znalazłoby się kilka jednostek, które potrafiłby "zamerykanizować" polski hymn. Oprócz lekkiego stosunku do pieśni, polegającego na przełożeniu chęci prezencji swoich możliwości ponad jej ideę, można spotkać się z wersją mniej dziką, acz teatralną. W wersji teatralnej pojawiłoby się więcej miejsc w utworze, przesączonych emocjami, nieraz zahaczającymi o egzaltację. Artystyczne załamania, przeskoki głosu, progresja, nasilanie brzmienia - wiemy. Interpretacja może być również wyważona, jednak na ile musi być ogołocona z głosowych, wokalnych walorów, aby polscy
odbiorcy mogli nie mieć później koszmarów?
Kontrowersją wartą wspomnienia, o czym już powyżej napomknąłem, jest odróżnianie wykonu hymnu w stylu prześmiewczym (nielegalne w Polsce) od przesadnej ulepszonej technicznie wersji, w wykonaniu artysty z prawdziwego zdarzenia (legalne w Polsce). Gdzie przebiega Waszym zdaniem granica? Jak ją rozróżnić? O ile uprościć cudzą interpretację, by wykonawca nie spotkał się z nieprzychylną reakcją ludu? Jakie instrumentarium powinno zostać użyte, jaki klimat wprowadzony.
Czy wokaliza polegająca na gwiazdorskim podbijaniu głosu w którymś wyrazie, który w wykonie standardowym trwa dwie sekundy, w wykonie ekstrawaganckim zacząłby trwać siedem sekund; jest już estetycznym przegięciem w nieodpowiednią stronę? Czy kompromitacją wyższego poziomu nie jest włączenie się widowni, kibiców, ludu do śpiewu w celu "poprawienia" artysty? Wtranżalanie się do czegoś, co nie zostało im w scenariuszu przeznaczone? A może to nieodpowiednie przyzwyczajenie, iż ilekroć gra muzyka hymnu, cały lud powinien jednym głosem, jednym stylem śpiewać, nie zważając na artystę, ani na jego chwilowe wyróżnienie "ponad" naród? Moim zdaniem, jeżeli ktoś został powołany do wykonania hymnu, ma prawo zrobić z nim, co mu się rzewnie podoba. W tempie, jakie sobie sam wybierze, w stylu jaki sam opracuje. I nikt w trakcie nie powinien tego przerywać czy wtranżalać się. Już nie mówiąc o gwizdach. Nie wiem, jak w innych krajach, ale w Polsce taka reakcja jest z góry przewidywalna. Jeżeli Polska ma kiedykolwiek ewoluować w dziedzinie muzyki, przeinterpretowanie hymnu narodowego powinna zaakceptować wieki temu. To, przez co kraj przeszedł, nie powinno mieć żadnego związku. Szacunek do tradycji? W hymnie nie ma tradycji. Szacunkiem jest wersja artystyczna, tylko oddana w sposób wrażliwszy. Nie jest to śpiewanie nie wiadomo o czym, że po wykonaniu trudno jest rzec, o czym się śpiewało. A taka jest zwykła, standardowa wersja na dzień dzisiejszy. Lud śpiewa monotonnie, jednostajnie, często bez świadomości (młodsze pokolenia), o czym. A gotów jest krytykować jednostkę, która chce swojej duszy użyczyć kompozycji. Bojowa reakcja Polaków na coś, co nie brzmi tak, do czego się przyzwyczaili? Co jest nowe? W gruncie rzeczy, Polacy zawsze reagowali w ten sposób na każdą nowość, którą podawało im się do przyjęcia, do akceptacji, na talerzu.
Jakież są Wasze przemyślenia? Czy tekst ten sprawił chociaż w tym jednym procencie, że można zastanowić się nad tym problemem? To jest problem powszechny. Być może w dalszej przyszłości nowe pokolenia będą mogły go rozwiązać. Nie wygrzebiemy się z muzycznego dołku, jeżeli będziemy odcinać sobie desperacko każdą rzuconą linę. Nie linczujmy artystów, którzy chcą pokazać coś nowego. Zaprezentować, że hymn potrafi posiadać muzykę, tekst, śpiew i... duszę.
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 01.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7336 | Artykuły: 259 | Recenzje: 211 | Proza: 1469 | Wywiady: 51 | Komentarze: 42679 | Użytkownicy: 3318
Online(17): 16 gości i 1 zarejestrowanych:
Ismo